Blog > Komentarze do wpisu

TOP 5, czyli moi faworyci na gorące lato

Od razu wyjaśniam, ze nie przedstawię tu listy super-produktów, ideałów bez wad, must-have każdej kobiety, bez których nie da się przetrzymać lata. Są to raczej moje propozycje kosmetyków, dzięki którym możemy poczuć się bardziej komfortowo i wyglądać atrakcyjnie nawet w upalny dzień. Nie jest to ranking produktów, tak więc kolejność ich prezentowania jest zupełnie przypadkowa

Zaczynając od lewej, pierwsza niepozorna tubka to bronzer do ciała i twarzy INGLOT. Jest to miniaturka produktu o pojemności 30ml, za która zapłaciłam 19zł. chciałam po prostu go wypróbować na własnej skórze, zanim zdecydowałabym się kupić pełnowymiarowy produkt o pojemności 150ml za 66zł. Bronzer występuje w wersji zwykłej i z drobinkami, które są jednak bardzo delikatne - to nie tandetny brokat, lecz subtelne rozświetlenie połyskujące w słońcu, które z powodzeniem można nosić na skórze na co dzień, nie tylko na imprezkę. W obydwu wersjach są jaśniejsze i ciemniejsze odcienie. Ja kupiłam sobie taki bronzer z drobinkami, jaśniejszy odcień o numerze 94. Jestem z niego niezmiernie zadowolona, gdyż:

- wybawił mnie od konieczności smażenia się na słońcu, co jest męczące, niezdrowe i  niezwykle postarza

- używania samoopalaczy, do których zupełnie nie jestem przekonana, gdyż w moim odczuciu wszystkie mniej lub bardziej cuchną, trudno się je aplikuje, a efekt nie zawsze jest zadowalający

- ewentualnie straszenia chorobliwą bladością nieosłoniętych partii ciała

- jest łatwy w aplikacji, nie pozostawia smug, nie brudzi odzieży

- wygląda jak naturalna opalenizna

- nie ściera się w ciągu dnia

Czego chcieć więcej? dodam tylko, ze zmywam go jeszcze przed kąpielą produktami do demakijażu, przy czym najlepiej sprawdza się olej kokosowy. Nie brudzi rzeczywiście odzieży, ale ten mój bronzer zostawia złocista poświatę na torebce, której ciągle dotykam. Pomimo tego, ze nie mam wielkiego doświadczenia z tego typu bronzerami, oceniam ten produkt bardzo wysoko i polecam. stosowałam tylko na ręce, dekolt, szyję - i tu sprawdza się świetnie

Jeśli chodzi o "opalanie" nóg, to odkryłam w tym sezonie rewelacyjne rajstopy w sprayu Sally Hansen. Kosmetyk ten szczególnie polecam kobietom. które z powodu różnych defektów urody swoich nóg (pajączki, żyłki, przebarwienia) lub z racji wykonywanej pracy nie chcą i nie mogą połyskiwać gołymi nogami. Ja należę do obydwu kategorii i rajstopy te są dla mnie prawdziwym ratunkiem, gdyż mogę nosić krótkie sukienki bez konieczności zakładania zwykłych rajstop przy temperaturze ponad 30 stopni Celsjusza. Rajstopy ładnie wyrównują koloryt, kryją wszelkie niedoskonałości, nawet żylaki. Ponadto mają też działanie pielęgnacyjne i dbaja o skóre na nogach, a nawet poprawiają stan drobnych naczynek krwionośnych. Ja mam odcień Medium, który daje efekt naturalnej opalenizny. Zauważyłam też, i to nie jest tylko moje spostrzeżenie, że za ich sprawą nogi są optycznie wysmuklone. Rajstopy są wodoodporne, nie spływają w ciągu dnia. Jest jeszcze wersja light i dark. W drogeriach widziałam, że kosztują ponad 50 zł za 75ml. Ja kupiłam swoje na Allegro za 34,50zł + koszty przesyłki - wyszło taniej.

Kolejny produkt jest Wam chyba doskonale znany dzięki kampanii reklamowej marki NIVEA. Zdecydowałam się na zakup nawilżającego balsamu do ciała pod prysznic dla skóry normalnej i suchej. Jest jeszcze wariant odżywczy w granatowym opakowaniu. Ja kupiłam produkt w mniejszym opakowaniu, 250ml, za cenę 13,99zł w promocji w Super=Pharm. Balsam zawiera morskie minerały i z deklaracji na opakowaniu wynika, ze powinien pozostawiać naszą skórę jedwabiście miękką. Z tą "jedwabistością" to raczej bym nie przesadzała. Balsam w jakimś tam stopniu nawilża, ale na pewno jest mniej skuteczny niż tradycyjne kosmetyki pielęgnacyjne, nakładane po prysznicu i wysuszeniu ciała, bez spłukiwania. Z pewnością nie poradzi sobie z przesuszonymi partiami ciała na ramionach, łokciach, kolanach, dlatego nie stosowałabym go jako podstawowej pielęgnacji na co dzień, lecz traktuje go jako "program minimum" nawilżania skóry latem. Jego główną zaletą jest oczywiście to, ze nie trzeba czekać, az się wchłonie i nie pozostawia na skórze tłustego filmu, a w gorące dni, kiedy i tak się pocimy, nie do zniesienia byłoby jeszcze lepić się za sprawa balsamu. Będę więc stosować, po porannym prysznicu, a wieczorem coś bardziej "treściwego".

I następny doskonale znany produkt, który jest niezwykle popularny wśród internautek. Oto woda termalna URIAGE, której niewątpliwa zaleta polega na tym, ze można ja pozostawić na skórze bez osuszania i nie wyrządzimy sobie żadnej krzywdy. Świetnie odświeża, orzeźwia, niczym delikatny prysznic w środku dnia i łyk wody dla spragnionej skóry. Swoją wodę kupiłam na promocji w Super-Pharm w cenie 19,99zł za 150ml.

Na koniec produkt, którego używam na okrągło przez cały rok, zawsze mam przy sobie w torebce tubkę SOS żelu oczyszczającego do rąk Yves-Rocher. Jest to żel do mycia rąk bez wody i mydła z arniką bio o właściwościach ochronnych. Kosmetyk ten sprawdza się szczególnie latem, kiedy to, mówiąc wprost, nasze dłonie często są spocone i po prostu lepkie. Żel dobrze oczyszcza, odświeża, ładnie, rześko pachnie cytrusami i lekko chłodzi. Wiem, ze wiele marek ma produkty tego rodzaju w swojej ofercie, ja jednak polubiłam właśnie ten. Kupuję go zawsze na promocji, a jego cena regularna to 9,90zł za 30ml.

Tak przedstawiają się moje propozycje. Ciekawa jestem, jakie są Wasze ulubione kosmetyki na gorące, letnie dni. co się u Was najlepiej sprawdza? Byłoby miło, gdyby ktoś zechciał podzielić się swoimi propozycjami. może znajdę jakiś nowy produkt do przetestowania i opisania? chętnie poczytam, co macie do napisania, bo na razie to tylko ja piszę i piszę. czekam na coś fajnego do poczytania....







 



 



wtorek, 16 lipca 2013, vipala

Polecane wpisy

KobietaMag.pl - Klub Urody