Blog > Komentarze do wpisu

PERFUMY W KREMIE O ZAPACHU NEROLI - MINIRECENZJA

       O perfumach w kremie już kiedyś słyszałam, ale nie miałam okazji, żeby ich używać na własnej skórze. Dlatego też uległam pokusie ich posiadania, gdy tylko spostrzegłam je w jednym z tzw. sklepów ekologicznych. Moim głównym celem nie były oczywiście kolejne perfumy. Chciałam zaopatrzyć się w naturalne środki do sprzątania domu, kilka niezbędnych kosmetyków i jakieś ciekawe produkty spożywcze, t.j. płatki z kasztanów jadalnych, które są świetnym dodatkiem do owsianki - ale ich akurat nie było...  Czy jedne małe perfumki zrobią jakąś różnicę?

       W ofercie sklepu znajdowały się perfumy w olejku i w kremie, arabskie i indyjskie. Ich nazwy brzmiały dość enigmatycznie, a z opisu trudno było cokolwiek wywnioskować na temat ich zapachu.

      Zdecydowana byłam na perfumy w kremie, gdyż nie przemawiała do mnie wizja oleistych śladów na skórze...Moją uwagę zwróciło małe, palisandrowe pudełeczko z obiecującą zawartością o zapachu Neroli.

IMG_20170301_111342

 

      Drewniana szkatułka ładnie prezentuje się na toaletce, można ją bez problemu zabrać do torebki, a po wykończeniu produktu na pewno na coś się przyda. Rzeczywiście jest to drobiazg - waży zaledwie 5g, ale przy ich wydajności wystarczą na długo. Zakupiłam je w promocyjnej cenie 30,40zł.

          Wybrałam zapach Neroli (kwiat pomarańczy), gdyż miałam kiedyś takie perfumy z Yves Rocher i był to jeden z moich ulubionych zapachów na miesiące wiosenno-letnie. Z opisu perfum wynika, iż należą one do kategorii zapachów świeżych, kwiatowo-owocowych. Mają działać relaksująco i odprężająco, a ich główny  atut to długotrwałość.

      Perfumy zawierają same naturalne składniki i to ich duży plus. Nie ma w nich alkoholu, dlatego nie wysuszają skóry. W ich skład wchodzi wosk pszczeli (a więc wegańskie nie są), wyciąg z aloesu, olej z kiełków pszenicznych, olej jojoba oraz naturalne olejki eteryczne. Niestety, nie podano, jakie?

     Jak dla mnie, te perfumy do świeżych nie należą. Jest to typowy orientalny zapach. W końcu wyprodukowane zostały w Indiach. Neroli wyczuwam, jakieś cytrusowe nuty też, chyba jest to trawa cytrynowa, ale dominuje piżmo i sandałowiec. Wiem, że niektóre osoby przy długotrwałym kontakcie z takimi "kadzidełkowymi" woniami reagują bólem głowy. Na szczęście zapach na skórze zmienia się. Przez trzy godziny jest rzeczywiście intensywny, potem słabnie, ale lekka woń wyczuwalna jest przez cały dzień. Są zatem trwałe, ale bez rewelacji.

      Formuła tych perfum jest bardzo wygodna w zastosowaniu. Mają stałą, dość zbitą konsystencję, przypominającą olej kokosowy w temperaturze pokojowej. I tak samo stają się miękkie pod wpływem ciepła rąk. Nakładamy odrobinkę w miejscach pulsujących, w zgięciach łokci, na nadgarstkach, za uszami, na karku, na skroniach. Nie zostawiają plam ani tłustych śladów, nie można ich tylko używać na odzież.

      W sumie to fajna sprawa, jednak wolałabym coś mniej orientalnego. Słyszałam, że nasz polski INGLOT ma w swojej ofercie perfumy w kremie. Może polska marka zaproponuje zapachy bardziej odpowiadające powonieniu Europejek?

       A tak poza tym, takie perfumy można samemu wykonać w domu, mając do dyspozycji wosk pszczeli, olej jojoba i olejki eteryczne. I wtedy stworzymy kompozycję zapachową idealnie do nas dopasowaną. W internecie są dostępne takie przepisy, nie będę więc ich powielać, bo to nie moje pomysły. Poszukajcie, spróbujcie... Albo kupcie gotowe, bo naprawdę warto przetestować. Tylko wyszukajcie odpowiedni dla siebie zapach.

       Jak mi się te perfumy skończą i będę mieć pustą szkatułkę, to też sobie zrobię...

          

czwartek, 02 marca 2017, vipala

Polecane wpisy

KobietaMag.pl - Klub Urody