Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS
piątek, 14 kwietnia 2017

     W ostatniej chwili, ale zdążyłam! Zakupy już dawno zrobione, moje koleżanki też wykorzystały swoje zniżki na 20% i są bardzo zadowolone. Niektóre nie korzystały nigdy z ZALANDO, inne  znały ten sklep, ale zostały zachęcone kuponem, aby trochę bardziej zaszaleć i skusić się na coś extra...

     Moje pierwsze zakupy w ZALANDO okazały się bardzo udane. Samo wybieranie produktów sprawiło mi wiele przyjemności, a z aplikacją jest to jeszcze fajniejsze, bo można w wolnej chwili pooglądać ciuszki i dodatki bez konieczności wyprawy do galerii handlowej. I  wrzucamy do koszyka bez stresu, bo  mamy 100dni na zwrot, a z tym nie ma żadnego problemu.

     Ja zakupiłam kilka rzeczy, korzystając z mojego bonu na 199zł. Trzy z nich mogę Wam pokazać, a reszta to takie stroje domowe i bielizna nocna.

IMG_20170406_151405

 

 

IMG_20170406_151421

 

            Mam na sobie:

sukienkę  jeansową indygo Dorothy Perkins 169zł

okulary przeciwsłoneczne ALDO SCHUTZER 169zł - polecam na bardziej pochmurne dni, dla ochrony przed rozproszonym słońcem zza chmur, nie nadają się na słoneczne dni, ale ja takich potrzebowałam.

Do tego - torebka Dorothy Perkins 169zł ze skóry ekologicznej, ale bardzo urocza. Z tą torebką miałam zresztą małą przygodę, gdyż, w niewiadomy mi sposób, kliknęłam na nią dwa razy, dwa razy za nią zapłaciłam i dostałam w paczce dwie sztuki. Torebka jest śliczna, ale bez przesady...Dzięki tej wpadce wiem jednak, jak działają zwroty w ZALANDO - BEZPROBLEMOWO! Po wypełnieniu odpowiedniego formularza można oddać towar podając jako przyczynę zwrotu po prostu brak przyczyny. W umówionym dniu kurier zabiera przesyłkę, a ja czekam na zwrot pieniędzy na konto, gdyż w ten sposób zapłaciłam.

 

Pomimo tego, że nie mierzyłam i nie macałam tych rzeczy, pasują idealnie, a ich jakość okazała się naprawdę bardzo dobra Nie wiedziałam, że kupowanie ubrań i akcesoriów online może być bezpieczne i komfortowe. Zachęciłam się dzięki tej kampanii i chyba na tym jednym razie moja przygoda z ZALANDO  się nie skończy...

 

środa, 05 kwietnia 2017

     Wybaczcie mi, proszę, że dopiero teraz Was o tym informuję, ale moja sytuacja życiowa jak zwykle się komplikowała, co od pewnego czasu stało się już normą. Naprawdę nie miałam sposobności do napisania choćby krótkiego wpisu na blogu o nowym projekcie, chociaż sumiennie realizuję swoje zadania jako...Ambasadorka Zalando!

       To naprawdę niesamowita przygoda, bo wiele słyszałam o tym sklepie internetowym, ale nigdy nie miałam odwagi zrobić w nim zakupów. A teraz zostałam ośmielona i zachęcona. Na początek otrzymałam mój Zestaw Ambasadora:

IMG_20170324_194218     W Zestawie znalazłam kilka ciekawych rzeczy:

- to najlepsze! - bon na 100zł na zakupy w Zalando. Już wykorzystałam!

- dla moich bliskich i znajomych - pięć kuponów zniżkowych -20% na zakupy w Zalando - już rozdane, a dziewczyny złożyły zamówienia.

- mam też książeczkę do badania opinii na temat zakupów w Zalando

- katalog Zalando na wiosnę i...

- super torbę na zakupy z logo sklepu. Uwielbiam takie torby i wręcz je kolekcjonuję. Dziękuję, Zalando!

 

     Jak już wspomniałam, zakupy zostały zrobione. Na zdjęcia mojej stylizacji trzeba jednak będzie poczekać chwilkę, z przyczyn, jak zwykle, ode mnie niezależnych. Mogę Wam jedynie zdradzić, że bawiłam się na tych zakupach lepiej niż w galerii handlowej. Miałam też poczucie komfortu, że mogę zamówić, co mi tylko w oko wpadnie, a później bezproblemowo to zwrócić. Zakupy są łatwe, bezstresowe i dają mnóstwo przyjemności. Ściągnęłam sobie darmową aplikację Zalando i w wolnych chwilach buszowałam po sklepie, wrzucając fajne ciuszki do koszyka. Dostawa bardzo szybka, zwroty też działają, bo miałam okazję się przekonać, o czym napiszę później.

     Moja siostra i przyjaciółki też chętnie skorzystały ze swoich zniżek. Czekają na swoje zamówienia, a potem...Już tylko pogaduchy o zakupach i ciuchach, czyli sama przyjemność. A ja spiszę ich opinię i prześlę, gdzie trzeba.  Wypełnianie obowiązków Ambasadora Zalando to dla mnie prawdziwa przyjemność!

     Czekajcie na moje stylizacje i więcej szczegółów dotyczących zakupionych rzeczy. Muszę zdążyć do 14 kwietnia i mam nadzieję, że nic nie stanie mi na przeszkodzie.

czwartek, 02 marca 2017

       O perfumach w kremie już kiedyś słyszałam, ale nie miałam okazji, żeby ich używać na własnej skórze. Dlatego też uległam pokusie ich posiadania, gdy tylko spostrzegłam je w jednym z tzw. sklepów ekologicznych. Moim głównym celem nie były oczywiście kolejne perfumy. Chciałam zaopatrzyć się w naturalne środki do sprzątania domu, kilka niezbędnych kosmetyków i jakieś ciekawe produkty spożywcze, t.j. płatki z kasztanów jadalnych, które są świetnym dodatkiem do owsianki - ale ich akurat nie było...  Czy jedne małe perfumki zrobią jakąś różnicę?

       W ofercie sklepu znajdowały się perfumy w olejku i w kremie, arabskie i indyjskie. Ich nazwy brzmiały dość enigmatycznie, a z opisu trudno było cokolwiek wywnioskować na temat ich zapachu.

      Zdecydowana byłam na perfumy w kremie, gdyż nie przemawiała do mnie wizja oleistych śladów na skórze...Moją uwagę zwróciło małe, palisandrowe pudełeczko z obiecującą zawartością o zapachu Neroli.

IMG_20170301_111342

 

      Drewniana szkatułka ładnie prezentuje się na toaletce, można ją bez problemu zabrać do torebki, a po wykończeniu produktu na pewno na coś się przyda. Rzeczywiście jest to drobiazg - waży zaledwie 5g, ale przy ich wydajności wystarczą na długo. Zakupiłam je w promocyjnej cenie 30,40zł.

          Wybrałam zapach Neroli (kwiat pomarańczy), gdyż miałam kiedyś takie perfumy z Yves Rocher i był to jeden z moich ulubionych zapachów na miesiące wiosenno-letnie. Z opisu perfum wynika, iż należą one do kategorii zapachów świeżych, kwiatowo-owocowych. Mają działać relaksująco i odprężająco, a ich główny  atut to długotrwałość.

      Perfumy zawierają same naturalne składniki i to ich duży plus. Nie ma w nich alkoholu, dlatego nie wysuszają skóry. W ich skład wchodzi wosk pszczeli (a więc wegańskie nie są), wyciąg z aloesu, olej z kiełków pszenicznych, olej jojoba oraz naturalne olejki eteryczne. Niestety, nie podano, jakie?

     Jak dla mnie, te perfumy do świeżych nie należą. Jest to typowy orientalny zapach. W końcu wyprodukowane zostały w Indiach. Neroli wyczuwam, jakieś cytrusowe nuty też, chyba jest to trawa cytrynowa, ale dominuje piżmo i sandałowiec. Wiem, że niektóre osoby przy długotrwałym kontakcie z takimi "kadzidełkowymi" woniami reagują bólem głowy. Na szczęście zapach na skórze zmienia się. Przez trzy godziny jest rzeczywiście intensywny, potem słabnie, ale lekka woń wyczuwalna jest przez cały dzień. Są zatem trwałe, ale bez rewelacji.

      Formuła tych perfum jest bardzo wygodna w zastosowaniu. Mają stałą, dość zbitą konsystencję, przypominającą olej kokosowy w temperaturze pokojowej. I tak samo stają się miękkie pod wpływem ciepła rąk. Nakładamy odrobinkę w miejscach pulsujących, w zgięciach łokci, na nadgarstkach, za uszami, na karku, na skroniach. Nie zostawiają plam ani tłustych śladów, nie można ich tylko używać na odzież.

      W sumie to fajna sprawa, jednak wolałabym coś mniej orientalnego. Słyszałam, że nasz polski INGLOT ma w swojej ofercie perfumy w kremie. Może polska marka zaproponuje zapachy bardziej odpowiadające powonieniu Europejek?

       A tak poza tym, takie perfumy można samemu wykonać w domu, mając do dyspozycji wosk pszczeli, olej jojoba i olejki eteryczne. I wtedy stworzymy kompozycję zapachową idealnie do nas dopasowaną. W internecie są dostępne takie przepisy, nie będę więc ich powielać, bo to nie moje pomysły. Poszukajcie, spróbujcie... Albo kupcie gotowe, bo naprawdę warto przetestować. Tylko wyszukajcie odpowiedni dla siebie zapach.

       Jak mi się te perfumy skończą i będę mieć pustą szkatułkę, to też sobie zrobię...

          

sobota, 18 lutego 2017

      rolinylecznicze1

  Nadszedł czas, aby nieco bliżej przyjrzeć się kosmetykom wegańskim i uporządkować pewne pojęcia. Od  jakiegoś czasu producenci wręcz prześcigają się, aby uczynić swoje towary bardziej atrakcyjnymi w oczach klientów, opatrując je nazwami "kosmetyki naturalne", "ekologiczne". Jak się to ma do weganizmu?

     Otóż każdy kosmetyk wegański będzie jednocześnie naturalny, gdyż do kategorii kosmetyków naturalnych zalicza się produkty otrzymywanych ze składników pochodzenia naturalnego (roślinnego, ale także zwierzęcego i mineralnego), uzyskiwanych metodami fizycznymi, mikrobiologicznymi lub enzymatycznymi. Jest to zatem szersze pojęcie, obejmujące również kosmetyki nie przeznaczone dla wegan.

       Nie każdy kosmetyk wegański musi być jednocześnie ekologiczny. Kosmetyki ekologiczne muszą spełniać ściśle określone surowe normy. Nie wystarczy, że do ich produkcji używa się wyłącznie składników naturalnych, ale również ściśle określone normy regulują warunki uprawy i pozyskiwania surowców. W kosmetykach tych wszystkie substancje muszą mieć pochodzenie naturalne, w tym także konserwanty. Spełnienie wszystkich tych warunków znajduje potwierdzenie   poprzez przyznanie specjalnego certyfikatu. Jeśli upatrzony przez nas kosmetyk nie zawierający zwierzęcych składników takich certyfikatów nie będzie posiadał - to żaden problem. Po prostu nie będzie w nim składników z czystych ekologicznie upraw, ale każdy weganin może go używać ze spokojnym sumieniem.

     Co zatem znajdziemy w składzie kosmetyków wegańskich? Z poprzedniej części wiemy już, czego być nie powinno, a teraz przyjrzyjmy się, co ciekawego mają w sobie te kosmetyki?

      Wymóg pochodzenia roślinnego dotyczy oczywiście nie tylko składników aktywnych. Również w tradycyjnych kosmetykach wykorzystuje się jako substancje czynne ekstrakty z roślin, owoców i warzyw. Do produkcji kosmetyku potrzebne są również substancje pomocnicze, dzięki którym kosmetyk nie tylko skutecznie działa, ale również ma odpowiednią konsystencję, wygląd i inne konieczne właściwości dla tego typu produktu. I one też muszą być wegańskie, czyli trzeba znaleźć ich zamienniki w świecie roślin.

          Nie sposób wymienić wszystkich składników, jakie możliwe są do wykorzystania przez przemysł kosmetyczny. Wykorzystuje się ekstrakty z roślin zielonych (np. aloes, który działa łagodząco na oparzenia słoneczne i podrażnienia oraz nawilżająco na skórę i włosy) ekstrakty z ziół, wykorzystując ich lecznicze i pielęgnacyjne właściwości (rumianek - działa kojąco na skórę, zmiękcza szorstką, suchą skórę, krwawnik pospolity - działa przeciwzapalnie i ujędrniająco), ekstrakty ze zbóż (owies, pszenica, ryż). Bardzo popularnym składnikiem kosmetycznym jest oliwa z oliwek, dzięki swym właściwościom nawilżającym, zawartości przeciwutleniaczy i witaminy A. Również inne oleje roślinne znajdują zastosowanie w pielęgnacji urody (olej kokosowy, olejek arganowy, macadamia i wiele innych, które na pewno doskonale znacie). W kosmetykach wegańskich spotkać można również glicerynę roślinną, która wpływa na nawilżenie skóry. Roślinnym odpowiednikiem keratyny, o której ostatnio wspominałam, jako o popularnym składniku preparatów do pielęgnacji włosów, jest chryzarobina. Natomiast guma z akacji senegalskiej znajduje zastosowanie jako roślinny zagęszczacz i emulgator. Poza tym oczywiście cała gama naturalnych olejków aromatycznych nadających przyjemne zapachy produktom, ale także mających aktywne działanie.

     Na pewno zatem sięgać po te kosmetyki, gdyż zawierają one cenne, wartościowe substancje , a także  pozwalają wykorzystać w sposób wszechstronny potencjał ukryty w roślinach i to nie tylko stricte w  pielęgnacji urody, ale w całym procesie produkcji kosmetyku. Dzięki temu dostajemy produkt pozbawiony szkodliwych konserwantów, barwników i aromatów.

          Warto też pamiętać, że nie zawsze kosmetyk przeznaczony dla wegan będzie posiadał stosowny certyfikat. Wielu producentów, szczególnie tych nieco tańszych linii kosmetyków, nie stara się o takie certyfikaty, żeby nie zwiększać swoich kosztów. Jeśli szukamy takich certyfikatów, to należą do nich: Leaping Bunny, Vega Society,, Cosmebio,  ECOCERT, Soil Association. Jeśli nie robi nam to różnicy, po prostu trzeba wczytać się w etykietę, co zawsze polecam przy zakupach, nie tylko kosmetycznych. Trzeba bowiem pamiętać, że kosmetyki wegańskie, jakkolwiek przyjazne człowiekowi, zwierzętom i środowisku, też mogą okazać się nieprzyjemnym zaskoczeniem, gdy ktoś jest uczulony na którykolwiek ze składników. Moja przyjaciółka ma uczulenie na aloes i kiedy zastosowała kosmetyk na bazie tego składnika, aby załagodzić podrażnienia po opalaniu...wyglądała nie tylko jak poparzona, ale wręcz ugotowana! Ale to sytuacje ekstremalne.

     Ja sama coraz częściej sięgam po kosmetyki wegańskie. Mam do nich zaufanie, chętnie szukam nowości i zaczynam odzwyczajać się, w niektórych obszarach pielęgnacji, od kosmetyków tradycyjnych.

 

 

 

 

wtorek, 14 lutego 2017

          Nie byłabym sobą, gdybym nie zgłosiła się do nowej akcji Beauty Face specjalnie dla blogerów, w której do przetestowania zaproponowano innowacyjny produkt tej marki - maskę + serum na twarz i szyję. Po kilku dniach od zgłoszenia otrzymałam oczekiwaną przesyłkę, a wniej, zgodnie z moim wyborem, zestaw Mooya Bio Organiczny Zabieg na Twarz i Szyję "Gładkość i Delikatność" z Ekstraktem z Pereł, zapakowane w elegancki woreczek z organzy, w którym znalazły się też płatki kolagenowe pod oczy.

    Cóż to za zabieg dostałam do przetestowania na własnej skórze? Jest innowacyjny produkt, jeden z kilku zestawów gotowych organicznych zabiegów do zastosowania w domowym zaciszu, a jego wyjątkowość polega m.in. na tym, że jest to pierwsza na rynku maska w płacie przeznaczona do twarzy i szyi.

    Opakowanie składa się z dwóch części. W jednej znajduje się maska, czyli nasączony bawełniany płat, a w drugiej - serum do wmasowania w skórę bezpośrednio po zastosowaniu maski.

 

IMG_20170214_0927451

    Składnik aktywny wybranej przez mnie maski to ekstrakt z pereł. Ekstrakt taki uzyskuje się ze sproszkowanych naturalnych pereł wymieszanych z wodą morską i jest on cenionym składnikiem wykorzystywanym w przemyśle kosmetycznym. Dostarcza on skórze zestaw białek niezbędnych do jej prawidłowego funkcjonowania oraz do odbudowy macierzy kolagenowo-elastynowej. Działanie kosmetyków zawierających ekstrakt z pereł polega zatem na odżywianiu skóry oraz zapewnieniu jej elastyczności, jędrności oraz gładkości poprzez likwidację zagłębień, czyli zmarszczek.

         I takie też obietnice składa producent w opisie produktu.

Zabieg ma działać odbudowująco, napinająco na strukturę skóry.

-Wygładza i wzmacnia skórę.

- Poprawia jej nawodnienie, odbudowuje warstwę lipidową.

Wpływa na odbudowę kolagenu i elastyny.

- Silnie mineralizuje i witaminizuje.

- Przywraca skórze aksamitność i delikatność.

 

   Nie znajdziemy w tym produkcie natomiast parabenów, PEG, SLS, SLES oraz perfum.

    Bez obaw mogą stosować go posiadaczki cery z rozszerzonymi porami, skłonnej do zapychania się, gdyż produkt nie jest komedogenny.

     Byłam ciekawa tego zabiegu, zorganizowałam więc sobie wolny wieczór, kiedy będę sama w domu (dlaczego pragnęłam samotności przekonacie się same...) i urządziłam sobie HOME SPA. Fajna muzyka, ulubiony zapach świeczki...

    Trochę się stresowałam, czy dam radę założyć maskę i jej nie rozerwać, ale okazała się dość wytrzymała. Dobrze nasączona, ale nic nam nie spływa po szyi. Trzyma się mocno i pewnie, ale wygląda się w niej...

 

IMG_20170213_163309

 

    Maska jest całkiem przyjemna na twarzy. Nic mnie nie piekło ani nie swędziało. Zapach ma delikatny, nie natrętny.

Zgodnie z zaleceniem, bezpośrednio po zdjęciu maski wmasowałam w skórę twarzy i szyi serum, które ma konsystencję lekkiego żelu. Jest go całkiem sporo, tak że starczy na solidny masaż.

 

    A jak oceniam efekty, poza przyjemnie spędzonym wieczorem?

 

    Zabieg przeznaczony jest dla osób w każdym wieku, jednak w szczególności dla wieku średniego i dojrzałego. Może jeszcze do tych kategorii się nie zaliczam, ale dostrzegam pewne zagniecenia w  skórze, utratę elastyczności jędrności. Produkt zatem jak najbardziej trafiający w moje potrzeby, chociaż 35 r.ż. jeszcze nie ukończyłam.

    Od pewnego już czasu, głównie z wygodnictwa, preferuję maski w płacie. Są skuteczne w działaniu i "czyste" w użyciu. Miałam jednak świadomość, że stosując płat na twarz, zaniedbuję pielęgnację skóry na szyi, a przecież to w tym właśnie miejscu oznaki upływającego czasu stają się najbardziej widoczne. Zabieg  Beauty Face rozwiązuje mój problem. i pozwala nie martwić się o kondycję skóry na szyi, że zdradzi mój wiek...

    Dziś od rana przeglądam się w lustrze i dotykam twarzy oraz szyi. Skóra jest naprawdę delikatna i aksamitna, wygląda przy tym świeżo i zdrowo. Nie mogę powiedzieć, że maska i serum nic nie zdziałały, bo widzę różnicę w wyglądzie mojej skóry.

    Dostrzegam również, że zagniecenia na skórze, szczególnie na szyi, nie są tak widoczne. Nadal tam są, nie zniknęły, ale mniej rzucają się w oczy. Ogólnie - bardziej młodzieńczy wygląd. Podoba mi się to!

    I, jako autorka tego bloga, muszę to podkreślić: dobry, naturalny skład. Marka Beauty Face znana jest zresztą z tego, że wykorzystuje najnowsze technologie, ale szanuje naturę i takich właśnie naturalnych składników aktywnych używa w swoich produktach.

    Jestem pewna, że każda z Was znajdzie swoją NAJMaskę  wśród zestawów Mooya Bio Oraniczny Zabieg na Twarz i Szyję, które są dostępne w promocyjnych cenach w   DROGERIACH VICA http://vica.pl

 

piątek, 10 lutego 2017

    Cieszę się bardzo, gdyż po raz kolejny uczestniczę w kampanii prowadzonej przez Streetcom. Tym razem zostałam Ambasadorką bardzo ciekawego i wartościowego pod względem zdrowotnym produktu, jakim jest margaryna Optima Cardio Potas +. Zaledwie dwa dni temu dostałam przesyłkę, w której znalazłam 4 opakowania margaryny o wadze 400 g, ulotki oraz Przewodnik Ambasadorki. Spróbować trzeba było jak najszybciej, najlepiej w czasie kolacji...I tak margaryna Cardio Opima Potas + zagościła w mojej kuchni na dobre!

IMG_20170210_0933592

       Margaryna została przetestowana nie tylko przez domowników, ale na poczęstunek "załapała" się moja siostra z mężem. Jedno opakowanie musiałam dać jej na wynos, bo ona mieszka 50 km od mojego domu i stwierdziła, że nie będzie mogła wpadać na kanapeczki...

    Ja próbowałam już innych rodzajów margaryn Opima Cardio i muszę przyznać, że pozytywnie wyróżniają się walorami smakowymi na tle innych margaryn, których, prawdę mówiąc, niezbyt lubię. Optima Cardio naprawdę smakuje dobrze, a przy tym zawiera cenne składniki ważne dla zdrowia.

    Optima Cardio Potas + to nowy produkt, który przynosi podwójną korzyść dla naszego serca: obniża poziom cholsterolu, dzięki zawartym w niej sterolom, zaś potas reguluje ciśnienie krwi.

    W tej chwili nie mogę stwierdzić, jaki wpływ na moje zdrowie będzie mieć  włączenie tego produktu do diety, gdyż na to potrzeba co najmniej 2-3 tygodnie. Jedno opakowanie powędruje do moich rodziców i cioci, która często u nich bywa na posiłkach. W ich wieku problemy z cholesterolem i ciśnieniem występują nagminnie, a zatem obiecali mi, że zrobią sobie badania porównawcze. Trzymam ich za słowo!

    Jeśli spotkacie na półce w sklepie ten produkt, to mogę Wam go polecić. Na pewno warto spróbować.

środa, 08 lutego 2017

   Nie jestem wegetarianką, a tym bardziej weganką, która wyrzuca ze swojego życia wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego. Weganizm to bowiem nie tylko pewna dieta, ostatnio zresztą bardzo modna, ale wiąże się on z określonym stylem życia, zmuszając na każdym kroku do podejmowania decyzji i dokonywania wyborów. W efekcie  nawet wybierając się na zakupy kosmetyczne stajemy przed nie lada wyzwaniem.

     Jednak  wege kosmetyki zdobywają popularność nie tylko wśród wegan. Wiele moich znajomych świadomie sięga po tego typu produkty, a ja sama ulegam magii sformułowania na etykiecie, że kosmetyk może być stosowany przez wegan. Postanowiłam więc przyjrzeć się nieco temu fenomenowi,  bo przecież nie mogę dopuścić, aby na moim blogu zabrakło wpisu na ten temat. A podejrzewam, że na jednym się nie skończy...

 

th1   

 

    Wszystkim zapewne znana jest definicja kosmetyków wegańskich. Są to produkty zawierające w swym składzie wyłącznie naturalne składniki pochodzenia roślinnego, pozbawione jakichkolwiek składników  pochodzących od zwierząt (uzyskanych z ciała zwierzęcia lub z produktów wytwarzanych przez zwierzęta), a także testowanych na zwierzętach.

    Niewątpliwie silnym argumentem przemawiającym za  wyborem kosmetyków wegańskich jest fakt, że podejmując taką decyzję nie przyczyniamy się w żaden sposób do krzywdzenia zwierząt w procesie produkcji tego kosmetyku.

     Jeśli chodzi o problem testowania kosmetyków na zwierzętach, to, jak wiadomo, od 11.03.2013r. obowiązuje bezwzględny zakaz wprowadzania na rynki Unii Europejskiej kosmetyków zawierających składniki testowane na zwierzętach. Zakaz ten dotyczy również sytuacji, gdyby składniki te pochodziły z krajów spoza UE,  w których takie testy są dozwolone, a nawet wymagane.

       Sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana, gdy stajemy przed wyborem zakupu konkretnego produktu konkretnej firmy, która sprzedaje swoje produkty na całym świecie, także poza granicami UE. Jeżeli bowiem możemy mieć pewność, że konkretny kosmetyk, którego zakup rozważamy,  został wyprodukowany z poszanowaniem dobrostanu zwierząt, to nie zawsze wizerunek danej marki odpowiada normom etycznym przez nas wyznawanym. Można sprzedawać Europejczykom kremy i inne specyfiki zgodne z wymogami UE, a na rynki w pozostałych częściach świata wprowadzać produkty przetestowane na zwierzętach, gdyż nie jest to zabronione, a czasem wręcz istnieje taki wymóg (Chiny).

    Dlatego świadomy konsument powinien mieć możliwość wyboru i podjęcia decyzji zgodnej ze swoimi przekonaniami. Jak uzyskać wiedzę, która temu posłuży? PETA (People for the Ethical Treatment for Animals) publikuje corocznie dwie listy: marki, które nie testują swoich produktów na zwierzętach i te, które w tak niegodny sposób postępują.

    A teraz przyjrzyjmy się bliżej składnikom, jakie spotkać możemy w tradycyjnych kosmetykach, jak działają i skąd się biorą?

- kolagen - jeden z naszych ulubieńców, który odpowiada za wytrzymałość i elastyczność skóry.  Jest to białko zwierzęce (w kosmetyce znany jest również tzw. fitokolagen, pochodzący z roślin, o zbliżonych, choć nie identycznych właściwościach), , które w przemysle kosmetycznym uzyskuje się głównie z tkanek świńskich.

- elastyna podobnie jak kolagen wpływa na skórę, zapewniając jej odpowiednie napięcie i elastyczność. Elastyna może być pochodzenia zwierzęcego i roślinnego. Tę pochodzącą od zwierząt w procesie produkcji kosmetyków uzyskuje się z tkanek krowich i ptasich.

- keratyna - białko produkowane przez komórki nabłonka, w przemyśle kosmetycznym pozyskiwana z wełny owczej lub ptasich pazurów. Działa ochronnie i wzmacniająco na włosy i paznokcie, przez co wykorzystywana jest do produkcji wielu pielęgnacyjnych specyfików. Jes

- ambra - utwardzona wydzielina przewodu pokarmowego kaszalota, powstająca wskutek niestrawności. Wykorzystuje się ją w przemyśle perfumeryjnym do wzmacniania innych zapachów, choć sama ambra "pachnie" jak...końskie odchodzy.

- piżmo - wydzielina gruczołów okołoodbytniczych piżmaka lub piżmowca,, dodawana do perfum w celu wzmocnienia ich zapachu.  Aby nie zabijać dziko żyjących zwierząt, gruczoły pozyskuje się operacyjnie lub hoduje się zwierzątka z przeznaczeniem dla potrzeb przemysłowych.

- cywet - wydzielina gruczołów pewnej rodziny ssaków (cywetowate), wykorzystywana do utrwalania zapachu perfum. Pozyskiwanie materiału kończy się dla zwierząt najczęściej fatalnie...

- lanolina - wosk produkowany przez gruczoły łojowe zwierząt, pozyskiwany najczęściej z wełny owiec. Działa bardzo dobrze na kondycję skóry, ale jest też silnym alergenem.

- chitozan - produkowany z pancerzy skorupiaków. Działa ochronnie i nawilżająco na skórę, gdyż bardzo silnie wiąże wodę.

- jedwab - uzyskiwany poprzez gotowanie poczwarek jedwabnika

- kwas stearynowy -  pochodzący z łoju zwierzęcego.

Pochodzenie zwierzęce mogą mieć również witaminy, np. witaminę A uzyskiwać można z ryb.

    Wskazane powyżej substancje nie są oczywiście szkodliwe dla zdrowia ludzi. Wręcz przeciwnie, służą zachowaniu urody, pomagają dbać o wygląd i kondycję skóry. Są jednak osoby, które nie chcą się na nie natknąćw swojej codziennej pielęgnacji czy makijażu i świadomie szukają czegoś innego.

    Co zatem możemy znaleźć w kosmetykach wegańskich? Czym nas urzekają? O tym postaram się wkrótce napisać.

Już teraz ZAPRASZAM NA DALSZY CIĄG!

środa, 01 lutego 2017

   Ostatnio, w przerwie między licznymi aktywnościami wykonywanymi przy laptopie, zerknęłam na mojego bloga. Zdumiałam się, gyy odkryłam okrąłą rocznicę, mijającą od ostatniego wpisu. Też była zima, może nie tak mroźna i śnieżna... A w moim życiu wszystko było inne...

   Tytułem wytłumaczenia, bo może nie usprawiedliwienia - zwalam wszystko na te zmiany. Przypomniałam sobie, jak bardzo wiele radości sprawiało mi pisanie bloga i doszłam do wniosku, że właściwie nie ma przeszkód, żeby do tego wrócić.

    Ja się zmieniłam (nie tylko w sensie, że postarzałam się o rok!), mój blog na pewno też będzie inny. Mam tu na myśli bardzo pozytywną zmianę, bo zamierzam pisać w sposób bardziej przemyślany i dojrzały.

   Mam wiele pomysłów na nowe tematy. Głównie skupię się na kosmetykach, ale  URODA to coś więcej... Mam nadzieję, że znajdą się osoby, które tu z przyjemnością będą zaglądać. Widzę ze statystyki, że ktoś nadal to czyta. Podejmuję więc wyzwanie i zabieram się do pracy. Tak prawie od nowego roku. A miało nie być, jak zawsze, postanowień noworocznych...

niedziela, 31 stycznia 2016

Czy lubicie jogurty? Ja bardzo, ale wybieram tylko te naturalne, bez "wsadów owocowych". dosładzanych cukrem lub sztucznym słodzikiem, o chemicznym smaku i zapachu. Ani to smaczne, ani tym bardziej zdrowe.

  I oto ja otrzymuję ogromną  pakę od streetcom.pl z informacją, że zostałam...Ambasadorką kampanii nowej Activii= jogurtu naturalnego i owoców!

W paczce znalazły się 32 jogurty w czterech smakach: jogurt naturalny i brzoskwinie, jogurt naturalny i suszone śliwki, jogurt naturalny i maliny oraz jogurt naturalny i truskawki.

 

Spróbowałam, ale najpierw sobie poczytałam ulotkę...i przyznaję, że ten produkt podbił moje serce, a raczej kubki smakowe. Po prostu jest pyszny! I muszę się zgodzić, że różni się zdecydowanie od nielubianych przeze mnie jogurtów owocowych. Już sam skład brzmi obiecująco, gdyż jest to głównie naturalny jogurt wzbogacony specjalnymi bakteriami usprawniającymi trawienie, a do tego odrobina owoców bez żadnych polepszaczy smakowych. I rzeczywiście wyszło z tego idealne połączenie. Jogurt składa się z dwóch warstw: na górze kremowy, naturalny, pod spodem owoce. Razem stanowią orzeźwiającą całość, bez posmaku "chemii"...

Z prawdziwą przyjemnością wypełniam mój obowiązek Ambasadorki i testuję, i testuję...Ale rodzina i znajomi jakoś dziwnie palą się do pomocy...

   Cieszę się z tego produktu także dlatego, że z czystym sumieniem mogę Wam go polecić i nie będę się za niego wstydzić, gdyż jest naprawdę bardzo dobry. Szukajcie go w sklepach i posmakujcie. Nie zdradzę, który został moim faworytem. Same znajdźcie swojego!

 

piątek, 29 maja 2015

       Postanowiłam napisać o nim osobną recenzję, chociaż z wodą toaletową stanowi idealny duet. Jednak  uznałam, że Perfumowany żel pod prysznic Naturelle Osmanthus Yves Rocher powinien mieć swój własny post. Zasłużył sobie.

    Na temat wody toaletowej Naturelle Osmanthus już pisałam na moim blogu. Jeśli chcecie poznać poznać moją opinię, a także dowiedzieć się czegoś o tajemniczym składniku jakim jest osmanthus - zapraszam TUTAJ.

    perfumowany_zel_pod_prysznic_naturelle_osmanthus_792181        Żel z tej serii zachowuje nuty zapachowe  poznane dzięki wodzie toaletowej. Jest to zapach orzeźwiający, a zarazem zmysłowy. Kwiatowy, słodkawy, ale przyjemnie świeży. To wynik udanej kombinacji składników: absolutu jaśminu samboc i absolutu osmanthusa połączonych z olejkiem eterycznym z cytryny i balsamicznym, otulającym olejkiem eterycznym z cedru.

    Zapach nie tylko umila chwile pod prysznicem, pozwalając poczuć się wyjątkowo ekskluzywnie, ale pozostaje na naszej skórze po kąpieli. Jeśli użyjemy wody toaletowej z tej samej serii - duet doskonały, zapach wzmocni się i otuli nas od stóp do głów.

    Żel jest bardzo delikatny dla naszej skóry i dba o nią. Ma bardzo fajną, odpowiednio gęstą konsystencję, dobrze się rozprowadza, lekko się pieni.Jest wygodny w użyciu i wydajny.

       Zgadzam się w pełni z rekomendacją w opisie produktu, że nie wysusza skóry. To ogromna zaleta, która pozytywnie wyróżnia ten żel na tle innych żeli perfumowanych, które, niestety, bardzo często wręcz przesuszają skórę. Po zastosowaniu tego żelu nie zaobserwowałam żadnych tego rodzaju zmian na skórze. Pozostała ona miękka i miła w dotyku. A w dodatku ładnie pachnąca.

     Jeżeli już lubicie wodę toaletową z tej serii, pokochacie też żel. Może nie na co  dzień, może na wyjątkowe okazje...Na pewno warto skusić się na odrobinę luksusu...A jeśli jeszcze nie znacie tego zapachu i nie używacie wody toaletowej - spróbujcie Naturelle Osmanthus w wersji "łprysznicowej", tak dla czystej przyjemności.

    Perfumowany żel pod prysznic Naturelle Osmanthus dostępny jest w salonach Yves Rocher i w sklepie internetowym.

    Cena regularna produktu to 42zł/200ml, ale teraz w sprzedaży dostępny jest naprawdę w atrakcyjnej cenie, a ponadto czekają na Was również inne promocje związane z tym produktem. Sprawdźcie koniecznie TUTAJ.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody