Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS
środa, 27 lutego 2013

Jeszcze tego nie miałam, a byłam bardzo ciekawa, więc zdobyłam, a raczej kupiłam za własne, ciężko zarobione pieniądze. Początkowo pudełka ShinnyBox były "bezcenne" - mozna było je dostac jedynie zbierając tzw. Shinnystars i jesli zdobyło sie 100 takich gwiazdek, przysługiwało pudełko z kosmetykami, które nazywało się "darmowym".  Dla mnie te gwiazdki sa jakoś nieosiągalne, wolałam więc zamówić sobie takie pudełko, które podobnie jak w Glossybox, wycenione zostało na 49 zł.  A właściwie to kupiłam sobie 3-miesięczny pakiet...

I oto wczoraj dostałam pierwsze moje osobiste pudełeczko.

 

Szata nieco przypomina...inne pudełko, które tu juz było pokazywane, nieprawdaż? To pudełko jest jednak zrobione z czegoś lekko połyskującego, a tamte są matowe. W ShinnyBox nie ma też tego fajnego "sianka" jako wypełniacza. Czerwona bibułka, wstążeczka i karteczka z informacją o produktach z zapewnieniem, że jestem Kimś wyjątkowym...

Ale tak na poważnie - bardzo jestem zadowolona z lutowego pudełka, takiego "na bogato". Sami zresztą zobaczcie:

 

Naprawdę byłam miło zaskoczona, bo produktów dużo, niektóre nawet całkiem spore, a co do ich jakości tez narzekać nie ma powodu.

Bardzo ucieszyła mnie obecność kultowego wręcz kosmetyku, jakim jest niewątpliwie płyn micelarny Bioderma Sensibio H2O. Jak do tej pory nie miałam okazji przetestować tego produktu, gdyz nie chciałam kupować go w ciemno ze względu na nie najniższą cenę. Poza tym nie jestem az tak wielka wielbicielka płynów micelarnych, chciałam jednak spróbować tego tak wychwalanego, bo "a nuż  skradnie moje serce?". Tak więc marzenie moje sie spełniło i otrzymałam płyn micelarny o pojemności 100 ml, który został uznany jako produkt pełnowymiarowy w cenie 11,99 zł. nie wiedziałam, że takie miniaturki też sa w sprzedaży, myślałam, ze tylko te butle za ok. 60 zł. Jeszcze nie testowałam i az sie boję, że nie sprosta on moim oczekiwaniom.

W następnej kolejności sa trzy mini-produkty, dwa z nich to również produkty z Biodermy: Photoderm MAX SPF50+ oraz Sensibio AR BB SPF30. Obydwa mają pojemność 5 ml, a pełnowymiarowe produkty po 40 ml, przy czym za filtr zapłacimy 66zł, a za krem BB - 69zł.

Prawdę mówiąc nigdy dotychczas nie zabezpieczałam swojej twarzy kosmetykami z tak wysokim filtrem. Ja w ogóle sie nie opalam, słońce ma okazje złapać mnie w czasie spacerowania po dworze i jakoś nie przywiązywałam szczególnej wagi do tego, jaki SPF posiada mój krem. Ostatnio jednak nasłuchałam się i naczytałam o zjawisku fotostarzenia sie skóry i w oparciu o zdobyta wiedzę, że promieniowanie słoneczne jest głównym czynnikiem przyspieszającym proces starzenia się skóry, postanowiłam jednak o tych filtrach pomysleć. Dlatego cieszę się, że coś z filtrów będę miała okazję przetestować na własnej skórze. Ma to być ultralekki fluid tonujący z filtrem ochronnym. Bez parabenów, nie pozostawia tłustego filmu na skórze, nie zatyka porów. Fototrwały i wodoodporny. Nadaje sie do każdego rodzaju skóry.

Krem BB dedykowany jest do codziennej pielęgnacji  cery wrazliwej z problemami naczynkowymi. Wyrównuje koloryt skóry, ukrywa zaczerwienienia i przebarwienia bez efektu maski. Dopasowuje sie do każdego odcienia skóry. Jest to jedyny produkt, który juz wypróbowałam, ale nie zdradzę swojej opinii, bo własnie mnie natchnęła myśl, zeby zrobić recenzje porównawcza kilku posiadanych przeze mnie kremów BB. nie ma tego wiele, a o tych kremach tak duzo juz zostało powiedziane i napisane, jednak moje kremy nie należą do tych "oklepanych" i może Was to zainteresuje.

Tym bardziej, ze kolejny mini-produkt to równiez krem BB, raczej z wyższej półki. Premium BB Cream by Anna Lotan w pełnowymiarowej wersji o pojemności 30 ml kosztuje 198 zł. Jest to krem nowej generacji, przeznaczony do pielegnacji kazdego rodzaju skóry. Zawiera naturalny puder mineralny, kompleks przeciwzmarszczkowy oraz SPF 36. Ja dostałam odcień beige i mam obawy, ze będzie po prostu za ciemny. Teraz na pewno, ale moze latem troche mnie słońce złapie...No chyba że zacznę stosować te wysokie filtry...

A teraz dwa pełnowymiarowe kosmetyki z Dermedic.

Krem pod oczy HIALURO-HYDRAIN3  skutecznie pielęgnuje wrazliwa skóre wokół oczu, przeciwdziała powstawaniu opuchlizny pod oczami oraz zapobiega procesowi starzenia sie skóry. Zawiera skoncentrowana ilość składników aktywnych. Nadaje sie do stosowania pod makijaz. Cena 27,35zł/15g

Mleczko, tonik 2w1 HIALURO-HYDRAIN3 do demakijażu twarzy i oczu, zalecany dla skóry suchej, bardzo suchej i odwodnionej. Łączy w sobie delikatność mleczka i świeżość wody. Pojemność 200ml/24,85zł.

Ostatnim produktem jest pełnowymiarowa maskara Rimmel MAXX  BOLDCURVES, czyli domyslam sie, ze jej głównym zadaniem ma być podkrecanie rzęs. Maskara jest w kolorze czarnym, a jej cena to 16,99zł za 8 ml.

ale to jeszcze nie koniec, bo ShinnyBox miał dla mnie prezent - specjalnie zaprojektowana naklejkę Pixers.

 

Myślę, że przyozdobię naklejka jedno z moich pudełek.

Pudełko bardzo przypadło mi do gustu i mam nadzieje, że ShinnyBox utrzyma wysoki poziom...przynajmniej na czas zamówionego przeze mnie pakietu. Dobrze, ze jest konkurencja wśród "boxów" - to mobilizuje do starań o klientki, a my tylko na tym zyskujemy.

Jak już pisałam powyżej, nie liczę na zebranie odpowiedniej liczby gwiazdek, jednak podaje mojego linka do Shinnybox, na wypadek, gdyby ktos był zainteresowany, a moze nawet chciałby sie zarejestrować bez zadnych zobowiązan.

http://shinybox.pl/order/index/mode/subscription/?ref=b2fb9c7



poniedziałek, 25 lutego 2013

Na blogu sliwkirobaczywki.blogspot.com jest organizowana akcja testowania olejków ziołowych. śzczegóły dotyczące warunków, jakie nalezy spełnić, znajdziecie  klikając w podany niżej link. Podstawowa sprawa - należy prowadzić bloga i jeśli otrzyma się taki zestaw o;ejków do testowania, nalezy na swoim blogu zamieścic recenzję. Bardzo mi to współgra z ostatnimi moimi postami... Jeśli chcecie spróbować szczęścia, to warto!

 

http://bezplatnie24.blogspot.com/

albo moze to ten bezpośredni na stronę konkursowaą

http://sliwkirobaczywki.blogspot.com/2013/02/olejki-zioowe-do-kapieli-testuj-za-darmo.html?showComment=1361825850165#c16601682846494597

 



niedziela, 24 lutego 2013

W ubiegłym tygodniu "wyskakiwałam" na małe zakupy "przy okazji". Byłam w galerii handlowej, w której jest Natura, to wstąpiłam do Natury, bo zawsze można trafić na ciekawa promocję. Do sklepu Yves-Rocher też warto zajrzeć...Rossmann u mnie w mieście znajduje się za każdym rogiem, a w osiedlowym sklepie zawsze znajdzie się jakiś produkt, którego właśnie bardzo potrzebuję. Właściwie jedynymi zaplanowanymi zakupami była wizyta w Tesco, ale o tym, co tam zostało kupione, napiszę na końcu.

Zacznę od Rossmanna. Wstąpiłam do tej drogerii po coś zupełnie innego, a jak zwykle w moim koszyku znalazło sie miejsce dla dwóch malutkich kosmetyków. Dosłownie! Zainteresowała mnie bowiem ampułka Rival de Loop Mineral  Konzentrat Aloe Vera o pojemności 2 ml, za którą zapłaciłam 3 zł z groszami - chyba 3,49 albo 3,69 zł.

Nie ukrywam, że zachęciły mnie dobre doświadczenia z kapsułkami Hydro tej samej marki. Ampułka ma ożywiać i intensywnie nawilzać skórę, zapobiegając utracie wilgoci i wysuszaniu. Zawarte w niej minerały: cynk, magnez i miedź wspomagaja przemianę materii w komórkach i dodają skórze witalności. Ponadto powinna też działac kojąco i łagodząco. Nie wypróbowałam jej jeszcze - bardzo świeży nabytek, ale na pewno będzie to miłe doświadczenie dla mojej skóry. Cudów nie zdziała, ale też czego można sie spodziewać? Przyjemnego odświeżenia, ukojenia, może uczucia nawilżonej skóry?

Drugi produkt też pochodzi z Rival de Loop, po prostu leżał na półce obok ampułki. Jest to maseczka na dobre samopoczucie Truskawka&Wanilia odżywcza.

Maseczka zawiera dwie porcje po 8 ml każda i kosztowała też niecałe 4 zł.

Oczywiście nie miałam okazji jej przetestować. Ja lubię bardzo wszelkie maseczki, a obietnica truskawkowo-waniliowej uczty brzmi zachęcająco...Po prostu skusiłam sie na truskawki w lutym. Oprócz ekstraktu z truskawek i wanilii w skład maseczki wchodzu masło shea, olej z migdałów i nasion kukurydzy, które zapewnic mają odżywienie skóry, nadać jej miękkość i sprężystość. Lista składników jest długa i może lepiej w nia nie wnikac za bardzo. Mam ochotę na takie słodkie szaleństwo i jeśli tylko maseczka nie podrazni mnie i nie uczuli, to juz będę zadowolona. ależ minimalistycznie jestem nastawiona! Wszystko mnie zadowala, nie wiem, czy w takim nastroju powinnam wydawać opinie, którymi ktoś z czytających mógłby się zasugerować?

Ale teraz juz poważnie. Kolejny produkt mogę Wam polecić z czystym sumieniem, gdyż użyłam go już kilka razy i pozostaję niezmiennie z niego zadowolona. Jest to szampon odbudowujący z nowej roślinnej pielęgnacji Yves-Rocher.

Szampon ma same zalety, począwszy od ceny, gdyż obecnej promocji za 300 ml kosmetyku płacimy 9,90zł. Swoje dobroczynne działanie na włosy zawdzięcza powszechnie znanemu i cenionemu składnikowi, jakim jest olejek jojoba. Za jego sprawa włosy maja stać się odbudowane, odzywione, wygładzone i mocniejsze, a wszystko to prawda. Włosy wyglądają ładnie, są miękkie, łatwo się rozczesują, a w dodatku czuję, że są po prostu czyste, gdyż szampon usuwa wszelkie zanieczyszczenia. Ma biały kolor, kremową konsystencję, na pewno będzie bardzo wydajny. Nie potrafię zdefiniować jego zapachu. Na pewno przyjemny, jednak inny niż znane mi kosmetyki Yves-Rocher. Skład szamponu to oczywiście same plusy" oprócz olejku jojoba roślinna baza myjąca, żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego, żadnych silikonów, parabenów ani sztuczznych barwników. Nie wiem, do kiedy będzie obowiązywać ta promocyjna cena, ale chyba kupię jeszcze jakiś inny szampon z tej serii.

W Drogerii Natura kolejna kusząca promocja, której nie oparłam się, a nawet zreszta nie walczyłam z pokusą. Kupiłam dwa wypiekane cienie  KOBO, które sa przecenione z 19,99 zł na 9,99zł. Ja bardzo lubię cienie KOBO PROFESSIONAL. Mam ich kilka i jestem zadowolona. Postanowiłam więc spróbować cieni wypiekanych, do stosowania na sucho i na mokro.  Obydwa cienie są satynowe, mają dawać efekt rozświetlenia i blasku, który wkrótce, w wioennych makijazach, będzie całkiem pożądany.

 

Kupiłam zatem piękny indyjski róż nr 308 INDIA ROSE  oraz brzoskwiniowy nr 311 APRICOT GLOW. Nie miałam okazji wypróbować ich w makijażu oka, bo po prostu przez ostatnich kilka dni oczu po prostu nie malowałam - poza uzyciem maskary, oczywiście.

I na koniec, jeśli o kosmetyki chodzi, produkt, o którym nie wiem, czy warto wspominać. nie jest to zadna nowość ani odkrycie, ale najzwyklejsza wazelina kosmetyczna  Ziaja, zakupiona w osiedlowym sklepie, bez której jednak trudno mi sie obejść. Wazelina znajduje u mnie zastsowanie najczęściej w pielęgnacji ust. Stosuję ją, zwłaszcza w zimie, jako balsam do ust na noc, dodając kroplę wyciśniętej kapsułki z witaminą A + E. Rano usta są miękkie, gładkie, bez żadnych suchych skórek. Nie znam nic lepszego dla moich ust.

Wazelina biała kosmetyczna, pojemność 30ml/299zł

A teraz - cel mojej wyprawy do TESCO

 

Jest szafka wiklinowa, chyba mówi sie na to "etażerka". Ma wyciągane koszyczki, bardzo głębokie i pojemne, w których rozmieściłam moje ksmetyki. Dotychczas były one pochowane w jakis pudełkach i ciągle zapominałam, co tak naprawde posiadam. Teraz wszystko jest w jak najlepszym porządku i pod kontrolą. Szafkę postawiłam w rogu w łazience. Bardzo lubie wiklinowe elementy w łazience, bo ocieplaja wnętrze.

Cena szafki: 90 zł.

Mam nadzieję, że przyszły  tydzień będzie mniej zwariowany.

środa, 20 lutego 2013

Od razu zastrzegam, ze nie będzie to obszerny, wyczerpujący wykład na temat zastosowania ziół w pielegnacji włosów. Myślę, że wiele jest takich artykułów w internecie, a także bardziej profesjonalnych blogów  prowadzonych przez osoby dysponujące większą ode mnie wiedzą w tym temacie. Ja chciałabym sie z Wami podzielić kilkoma ciekawostkami, które odkryłam i wydaje mi się, że mogłyby sprawdzić sie w praktyce. Przyznam szczerze, ze nie są to sposoby wypróbowane przeze mnie i nie moge wypowiedzieć sie co do ich skuteczności. I nie ja jestem ich autorką, oczywiście. Porady, o jakich będzie dalej mowa, zaczerpnęłam z książki, która jest prawdziwą skarbnicą wiedzy jesli chodzi o zioła: ich uprawę, opis właściwości oraz zastosowanie w różnych dziedzinach, takich jak medycyna, kosmetyka, kulinaria itd. Książkę tę dostałam w prezencie wieki temu, kiedy jeszcze chodziłam do liceum i ciągle odkrywam w niej coś fajnego. Czasem czuję się jak jakas czarownica, która sięga do swojej magicznej księgi zaklęć... Oto jedna z moich ulubionych książek - "Wielka księga ziół" Lesley Bremness

W tej własnie książce w rozdziale poświęconym zastosowaniu ziół w kosmetyce znalazłam podrozdział dotyczący pielęgnacji włosów. Została tam zamieszczona lista wielu ziół do pielegnacji różnych rodzajów włosów. Nazwy niektórych ziół brzmia zupełnie egzotycznie i nigdy wczesniej sie z nimi nie spotkałam, ale podam Wam kilka bardziej znanych, chociazby z tego względu, żeby łatwiej orientować się, co zawiera dany kosmetyk i czy jest to zalecane dla naszego typu włosów.

 

włosy suche - korzeń łopianu, kwiat bzu czarnego, żywokost, pietruszka, szałwia, pokrzywa

włosy tłuste - nagietek, skrzyp, melisa, mięta, lawenda, rozmaryn, oczar, krwawnik

przeciw łupieżowi - ,lopian, rozmaryn, pietruszka, rumianek i macierzanka

do łagodzenia podrażnień skóry głowy - kociniętka, rumianek, żywokost

tonizująco (dają sztywność i połysk) - nagietek, kwiat lipy, nasturcja, pietruszka, rozmaryn, szałwia i pokrzywa

Zdaję sobie sprawę, że takie domowe, naturalne sposoby pielęgnacji wymagaja więcej czasu i zachodu niż użycie gotowego kosmetyku. Może jednak czasem, gdy będziemy mieć ochotę na coś twórczego?

Pierwsza porada jest nam wszystkim dobrze znana, a mianowicie dotyczy ona olejowania włosów. Co jest nowe, to ze autorka radzi, aby do oleju - najlepiej zawierającego dużą ilość nienasyconych kwasów tłuszczowych, czyli np. migdałowego, słonecznikowego lub z pestek winogron, dodać 6 kropli olejku zapachowego na 2 łyżki oleju roślinnego. Olejki podgrzać i wmasować w skórę głowy oraz na całej długości włosa - dalej postępować tak, jak już znamy.

Jest tez przepis na łagodny szampon do częstego używania.

Do porcji łagodnego szamponu dla dzieci dodać 2 łyżki silnego odwaru z wybranego zioła lub 4 krople olejku eterycznego i umyć włosy jak zwykle.

 

Po umyciu włosów można zastosować płukankę, przygotowana wcześniej tak, zeby zdązyła ostygnąć. Płukanki te mają nadać włosom zdrowy połysk.

Składniki:

1 łyżka wybranych ziół

1 łyżka octu jabłkowego lub soku z cytryny dla blondynek

4 szklanki wrzątku

Wystarczy zaparzyć zioła, odcedzić, dodać ocet i zostawić do ostudzenia.

I teraz instrukcja obsługi: Polewać włosy płukanką trzymając głowe na miską, tak zeby płukanka  zbierała się w misce i nadawała sie do powtórnego polania. Operację należy powtarzać do momentu, gdy płukanka stanie sie chłodna - wtedy oznacza to podobno, ze włosy nabrały już blasku.

Ciekawie brzmi przepis dotyczący oczyszczania włosów wodą różaną - sposób polecany na odświeżenie włosów, gdy nie mamy czasu umyć głowy, a trzeba gdzieś wyjść i wyglądać świeżo.

 Zdobycie wody różanej nie stanowi chyba problemu. Do włosów przetłuszczających sie mozna uzyć wody lawendowej.  Należy przygotować kawałki gazy 5*5 cm, które nasączamy wodą różaną, a następnie nakładamy gazik na szczoteczkę do zębów z włosia naturalnego. Przeciągamy po włosach pasmo po pasmie, zmieniając gaziki tak długo, az  kolejny gazik pozostanie czysty. Zabieg ten nadaje włosom bardzo przyjemny zapach.

Będę musiała tego spróbować, moze nie tyle dla oczyszczenia włosów, bo myje je codziennie, ale kusi mnie perpektywa tego zapachu na włosach rozwianych na wietrze...

Mam nadzieję, że przydadzą sie Wam te wiadomości i skorzystacie z przepisów. Jeśli kogoś interesuja zioła, to polecam równiez lekturę ksiązki. Myślę, że jej wydanie było wznawiane w późniejszych latach i pewnie jest gdzieś dostępna.





wtorek, 19 lutego 2013

I znowu mi się poszczęściło - zdobyłam najnowszą maskarę Maybelline o intrygującej nazwie The Rocket, wybuchowa. Nie wiem, czy kojarzycie tę akcję? Firma Maybelline szukała 1000 testerek, które wypróbowałyby i podzieliły się opinią na temat ich nowego tuszu do rzęs, który miał zapewnić odlotowy wręcz efekt. Wystarczyło wypełnić formularz i odpowioedzieć na standardowe pytanie, dlaczego właśnie Ty...?

Formularz wypełniłam, zamieściłam też wystarczająco błyskotliwą odpowiedź i oto wczoraj The Rocket trafiła do moich rąk.

 

Szczerze  mówiąc, pierwsze wrażenie nie było najlepsze: grubaśna, beczkowata, w dodatku w odcieniu niebieskiego, którego wręcz nie znoszę. Otworzyłam ją, a tam...szczota większa od mojego oka!

Zdobyłam się na odwagę - w końcu jestem niemalze profesjonalna testerką i użyłam jej. Teraz już będą same komplementy i niczego naprawdę nie będę się czepiać, bo nie ma czego.

Szczoteczka jest bardzo poręczna i ułatwia aplikacje tuszu, który dobrze nakłada się nie tylko na górne rzęsy, ale równiez sprytnie pokrywa te dolne, a w dodatku ich nie skleja. Jest to szczoteczka gumowa i ja chyba takie wolę. Tusz nie tworzy grudek na rzęsach, ładnie je pokrywa i nadaje intensywnie czarny kolor.Rzęsy sa pogrubione, ale największą zaletą jest to, co ta maskara robi z długością rzęs. Nigdy nie miałam tak wydłużonych rzęs, które podkręcaja się i unoszą do góry. Efekt wizualny jest naprawde niesamowity, a oko jest pięknie podkreślone, wyraziste.

Nosiłam tusz na rzęsach wczoraj przez kilka godzin i dzisiaj od samego rana, a on pozostaje na swoim miejscu. Nie kruszy się, nie rozmazuje. Zauważyłam, że nabiera się go dość sporo na szczoteczkę, zwłaszcza na jej koniec. Myślę jednak, że ma to związek z jego świeżością. Z czasem zgęstnieje i wszystko będzie w porządku. Naprawdę dobry tusz, godny polecenia, szczególnie dla kobiet, które natura obdarzyła krótkimi, prostymi rzęsami.

sobota, 16 lutego 2013

    Dzisiaj dalsza część moich doświadczeń z olejkami. Przedstawiane przeze mnie olejki, o jakich mowa w tytule, mają również wielorakie zastsowanie. Ja jednak skupię się na ich właściwościach wykorzystywanych w pielęgnacji włosów, sygnalizując jedynie inne możliwe zastosowania tychże olejków.

Zacznę od najpopularniejszego chyba ostatnio olejku jakim jest olejek jojoba. Pierwsza rzecz jaka mnie zaskoczyła, to odkrycie, Ze z chemicznego punktu widzenia olejek ten wcale nie jest olejem, a płynnym woskiem roślinnym. Może wszyscy o tym wiedzą, ale dla mnie to nowość. Najbardziej istotne jest jednak dobroczynne działanie tego olejku na skórę, które zawdzięcza zawartym dobrym kwasom tłuszczowym i rozpuszczalnym w tłuszczach witaminach: witamina A, która wspomaga naturalne funkcjonowanie skóry oraz witamina E, która przyspiesza regenerację skóry, a spowalnia procesy starzenia.

Olejek jojoba szybko się wchłania i można stosować go w czystej postaci, wchodzi też w skład mnóstwa kosmetyków do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów.

Wspomnieć należy, że sprawdza się doskonale w pielęgnacji każdego typu cery, zarówno suchej ze skłonnością do zmarszczek, jak i tłustej, trądzikowej. W przypadku cery suchej uzupełnia braki naturalnego sebum, zapobiegając odwodnieniu i przywracając odpowiedni stopień nawilżenia, przez co skóra odzyskuje miękkość i elastyczność. Olejek posiada zdolność regulowania wydzielania sebum, przez co doskonale sprawdza się w pielęgnacji tłustej, trądzikowej cery. Ponadto wykazuje działanie łagodzące stany zapalne oraz bakteriostatyczne. Stosowany jest w leczeniu łuszczycy, działa na podrażnioną skórę nawilżająco i łagodząco.

Olejek jojoba to często występujący składnik szamponów, odżywek i masek przeznaczonych do włosów suchych i zniszczonych.  Nawilża i odżywia włosy, nadając im sprężystość, miękkość i puszystość, zapobiega rozdwajaniu się końcówek,  przywraca połysk.  Znajduje również zastosowanie w kosmetykach przeznaczonych do pielęgnacji włosów przetłuszczających się i w leczeniu łupieżu. Działa oczyszczająco na włosy, reguluje wydzielanie sebum, łagodzi stany zapalne i podrażnienia skóry głowy, zapewniając jej odpowiednie nawilżenie i regenerację.

Jak wiecie, zakupiłam w Yves-Rocher odbudowujący olejek do włosów, którego głównym składnikiem aktywnym miał być olejek jojoba, jednak o ile udało mi sie odczytać etykietę (nie po polsku!)  olejek ten znajduje się wcale nie na pierwszym czy drugim miejscu...Jest tam dużo innych olejków i w sumie ta mieszanka naprawdę fajnie działa na włosy. Przede wszystkim sa miękkie, po umyciu łatwo się rozczesują i odzyskuja swój blask, nie sa takie matowe. Podobno olejek ten wystarczy nałożyć na włosy 10 minut przed myciem i owinąć głowę ciepłym ręcznikiem. Pod wpływem ciepła łuski włosów otwieraja się i wszystkie dobroczynne substancje łatwiej wnikaja do ich wnętrza. Dla zamknięcia łusek włosów wystarczy po umyciu spłukać włosy lekko chłodniejszą wodą. Ja trzymam olejek na włosach ok. 30 minut i na początku troszkę podgrzewam turban suszarką.

Producent wskazuje na jeszcze dwa wazne składniki olejku:olej babassu i olej makadamia.

Olej babassu - niezwykle podoba mi się brzmienie tej nazwy,  wykazuje niesamowite właściwości zmiękczające naskórek, nawilżające, dlatego stosuje się go w produkcji kosmetyków przeznaczonych do suchej, bardzo suchej, zniszczonej i dotknietej egzemą skóry. Nie podraznia, nie pozostawia tłustego filmu, można stosowac go w czystej postaci do masażu. Warto wiedzieć, że właściwościami przypomina olej kokosowy i często zastępuje w kremach, balsamachi masłach ten składnik.

Olej makadamia wchodzi równiez w skład wielu produktów do pielęgnacji włosów. Olej ten łatwo wnika w strukturę włosów, wygładza je, ułatwia rozczesywanie i zapobiega rozdwajaniu końcówek.

Olej makadamia pozyskiwany jest z tych pysznych orzeszków drzewa o tej samej nazwie.  Zawiera kwasy tłuszczowe omega - 3 - 6 - 9, lecytynę oraz kwas palmito-oleinowy, który jest również składnikiem ludzkiej skóry, dlatego tak łatwo sie wchłania i jest tolerowany przez kazda skórę.

Wykazuje silne  właściwości regeneracyjne i chroni przed działaniem szkodliwych wolnych rodników. Nadaje sie do pielegnacji wrażliwej i delikatnej skóry, zmiękcza i wygładza naskórek, leczy niewielkie uszkodzenia i podraznienia po zbyt intensywnym opalaniu. Podobno skuteczny w walce z cellulitem.  Możemy tez odnależć go w kosmetykach przeznaczonych do pielegnacji suchych, łamliwych, zniszczonych włosów. 

I na koniec olej omnipotencjalny, wykorzystywany w wielu gałęziach przemysłu, w tym farmaceutycznym i kosmetycznym, a kupić mozna go za pare złotych w każdej aptece - olej rycynowy.

Produkt, który nabyłam w pobliskiej aptece, nosi adnotację, iż jest to płyn doustny, stosowany tradycyjnie w zaparciach. Jestem jednak przekonana, ze każda z Was zna kilkanaście innych, nietradycyjnych zastosowań tego oleju. Mi przychodzi do głowy przede wszystkim pielęgnacja włosów, wypadających, słabych rzęs i brwi oraz kruchych i łamliwych paznokci, a także delikatnych, skłonnych do "zadzierania" skórek wokół nich.

Olej rycynowy nie jest najprzyjemniejszy w aplikacji - gęsta, bezbarwna ciecz. Namęczyłam sie z jego aplikacją na skórę głowy, po czym pod wpływem lektury bardziej ode mnie doświadczonych internautek olśniło mnie, ze wymaga on podgrzania przed zastosowaniem na włosy. Teraz idzie mi lepiej, ale i tak mieszam go sobie z moim olejkiem migdałowym i jest całkiem OK. Można też nakładać sam olejek na skórę głowy, a na długość włosa stosować inne oleje, które niekoniecznie nadają sie do stosowania na skórę. Jednak z olejem rycynowym na głowie nie spędziłabym raczej nocy, wybaczcie. Nawet w czepku foliowym i turbanie z ręcznika. Chyba że groziłaby mi łysość całkowita...

To na razie tyle o olejkach, jakoś się tak tłusto zrobiło...Może jeszcze odkryję coś ciekawego, przetestuję i dopiszę ciąg dalszy. A może ktoś podrzuci jakis pomysł?



środa, 13 lutego 2013

Przekonałam się wreszcie  do stosowania w pielegnacji ciała i włosów olejków - wcześniej myślałam o tym wręcz z obrzydzeniem, jak można nanosić na swoją skórę i włosy tłuszcz? Ale odważyłam się spróbować i doszłam do wniosku, że byłam w błędzie, gdyż olejki szybko sie wchłaniają, sa lżejsze niż stosowane przeze mnie masła a efekt ich działania, przynajmniej w moim odczuciu, jest o wiele lepszy. Spodobało mi się nawet olejowanie włosów. Trzymam okejek na włosach nie dłużej niz godzinę, używam foliowego woreczka, na który nakładam turban z podgrzanego ręcznika, a następnie starannie to coś zmywam. Ja stosuję naturalne szampony bez SLS, dlatego dla pewności czynność powtarzam dwukrotnie. Włosy są miękkie, nawilżone, odzyskuja blask i nie wykazują żadnych objawów przetłuszczenia czy obciążenia.



W tej notce skupię się jednak na  olejkach wielozadaniowych, ze szczególnym naciskiem na pielęgnację ciała.

Niewątpliwie takim wielozadaniowym olejkiem jest odkryty przeze mnie niedawno olej ze słodkich migdałów. Zakupiłam go w zielarskim sklepie internetowym przy okazji innych zakupów i naprawdę mnie zachwycił. Fest to 100-procentowy olej ze słodkich migdałów wyprodukowany w U.S.A. przez firmę NOW FOODS. Olejek ma bursztynową barwę i delikatny, "olejkowy" zapach, który jednak w żadnym wypadku nie przypomina migdałowego aromatu do ciasta. Łatwo się wchłania, nie pozostawia uczucia lepkości na skórze, może stanowić dobrą bazę do masażu. Co najistotniejsze dla tego olejku, to służtc on może do pielęgnacji od stóp do głów, az po same końcówki włosów. Ja przetestowałam na sobie kilka jego zastsowa.

Po pierwsze wmasowywałam go w swoje ciało po kąpieli zamiast balsamu. W aplikacji jest przyjemny. Odżywia i nawilża skórę, nadaje jej elastyczność i sprężystość, łagodzi podrażnienia. Dowiedziałam się, że olejek ten stosowany jest w leczeniu egzemy i łuszczycy oraz do pielegnacji skóry suchej i podrażnionej. Nie uczula, nie wywołuje alergii. Zapobiega powstawaniu rozstępów, co jest ważne dla wszystkich gubiących kilogramy, ale także dla kobiet w ciąży, gdyz ten specyfik mogą one bezpiecznie stosować.

Ja dodałam też kilka kropel olejku do mojego żelu pod prysznic. Powstała taka dwufazowa oliwka do mycia, po zastosowaniu której skóra stała się gładka do obłędu i nie wymagała juz stosowania zadnego balsamu.

Olejek sprawdza się również w pielęgnacji suchej, bardzo suchej, wrażliwej cery. Wykonałam masaż twarzy przy użyciu olejku. Było to bardzo przyjemne. Pozostawiłam olejek na twarzy przez 15 minut, a potem zmyłam. Słyszałam gdzieś, że olejek migdałowy może zapychać pory i nie jest szczególnie zalecany dla cery tłustej i mieszanej. Twarz była naprawdę miła w dotyku, sprężysta, ale nie będę ryzykować. Taki efekt mogę osiągnąć innymi metodami bez ryzyka wysypu wyprysków.

I w końcu położyłam go na włosy i to nie tylko na ich długości, ale wtarłam go równiez w skórę głowy, aby ja nawilżył i ukoił podrażnienia. To naprawdę działa! Włosy sa w zdecydowanie lepszej kondycji, zwłaszcza jesli chodzi o poziom nawilżenia, ale również są mocniejsze i wydają się jakieś grubsze.

Kolejny olejek powinnam właściwie umieścic na pierwszym miejscu, gdyż jest to jeden z najbardziej cenionych olejków, a mianowicie zwany "złotem Maroka" , czyli olejek arganowy. Olejek ten dzięki unikalnej kompozycji kwasów tłuszczowych przywraca naturalną ochronę hydrolipidową i gwarantuje dostateczny stopień nawilżenia skóry. Wykazuje skuteczne działanie przeciwzmarszczkowe dzięki zawartości witaminy E. Stosuje się go w pielęgnacji włosów, kruchych i łamliwych paznokci oraz skórek wokół nich. UWAGA! olejek arganowy ani kosmetyki zawierajace ten składnik nie sa zalecane dla kobiet w ciąży!

Ja nie posiadam 100-procentowego olejku, a jedynie oliwkę pod prysznic z olejkiem arganowym Yves-Rocher. Olejek arganowy jest jednak  wymieniony na pierwszym miejscu wśród składników aktywnych. Olejek ten pochodzi z upraw ekologicznych z południowo-zachodniego Maroka, gdyz jest to jedyne miejsce występowania drzewa arganowego, z którego orzechów tłoczy sie ten cenny olej. Poza olejkiem w skład oliwki wchodzi gliceryna roślinna oraz baza  myjąca pochodzenia roślinnego. Nie znajdziemy w niej produktów pochodzenia zwierzęcego, a opakowanie nadaje się do recyklingu.

Oliwka ma bursztynową barwę i miodowy zapach, przypominający nieco zapach roibosa - miodokrzewu. Jest to miła woń, która pozostahe jeszcze chwilę na skórze. Oliwka nie jest tłusta, ma aksamitna konsystencję, która na wilgotnej skórze zamienia się w białą piankę.Skóra po takiej kąpieli jest miękka, wręcz aksamitna w dotyku.Jeśli nie mamy bardzo wysuszonej skóry, to nie potrzeba nakładac po kąpieli żadnego dodatkowego kosmetyku.

I na koniec tej notki - moje ulubione klimaty, czyli olejek z lawendą Yves-Rocher. Tez nie jest to czysty olejek lawendowy, ale kosmetyk na bazie olejku eterycznego z lawendy pochodzącej  z czystych ekologicznych upraw. Olejek lawendowy słynie ze swych relaksujących właściwości. Szybko się wchłania i  doskonale nadaje się do masażu. Ja na razie zastosowałam auto-masaz, ale chyba poproszę o wymasowanie zesztywniałego karku...Taki masaż usuwa zmęczenie, odpręża i poprawia nastrój. Skóra jest wygładzona i dobrze nawilżona. Subtelny aromat pozostaje na ciele i paruje pod wpływem ciepła, otulając nas kojącym zmysły zapachem...Stosuję go wieczorem, przed pójściem spać - utula mnie do snu i nie brudzi piżamki ani nie klei mojego ciała z pościelą.

Podobno zapach olejku lawendowego  pozwala oswoić strach w czasie oglądania horrorów...Nie testowałam, bo horrory to nie dla mnie, nawet żebym wylała na siebie cały flakonik uspokojającego  olejku.

A w następnej części będzie coś o olejkach stosowanych przeze mnie w pielęgnacji włosów.

wtorek, 12 lutego 2013

Wczoraj otrzymałam kolejną sympatyczną przesyłkę. Iym razem znajdował się w niej przedmiot, wylicytowany przeze mnie na aukcji na portalu kobietamag.pl. Jest to żel peelingujący pod prysznmic z arbuzem z serii Joanna Naturia. Niby drobiazg, a cieszy...

Wyjaśnię może niewtajemniczonym, o co chodzi z tą aukcją. Otóż każda osoba zarejestrowana na stronie magazynu kobietamag.pl za swoją aktywność otrzymuje punkty: za codzienne wejście na stronę magazynu, za logowanie się w społeczności, udzielanie się na forach...Uzbierane tymi sposobami punkty można wykorzystać na aukcjach i wylicytować sobie upatrzony przedmiot. Przedmioty sa naprawdę różne, np. ogromną popularnością cieszą się zawsze lakiety Essie. Nie tylko kosmetyki sa licytowane, mozna tam znaleźć coś do ubrania, dodatki, akcesoria kosmetyczne, książki, suplementy diety, a nawet coś do kuchni. Czasem sa to naprawdę drobiazgi, ale liczy się dobra zabawa i emocje związane z licytowaniem. Gdy zbliza się data zakończenia licytacji, adrenalina rośnie!

Mój pierwszy wylicytowany przedmiot dostarczył mi wiele radości z samego faktu  jego zdobycia i przebicia ofert moich konkurentek. A sam żel... Już wczoraj go wypróbowałam. Pachnie dość przyjemnie, ale raczej arbuza w jego nucie zapachowej nie wyczułam. Jest to słodki, landrynkowy zapach. Nieodparcie ten zapach przywodzi mi na myśl twarde landrynki w kolorze czerwonym, których mama zakazywała nam jeść w dzieciństwie, bo niszczą zęby. Zapach nie utrzymuje sie na skórze, czego zresztą nie mam mu za złe.



Konsystencja jest w porządku, będzie wydajny. Kolor ma jasmoczerwony, różowawy z zatopionymi drobinkami. Juz na pierwszy rzut oka wydało mi się mało tych drobinek, a w czasie mycia dało się odczuć, że jest ich mało i sa bardzo delikatne. Tak więc zwolenniczkom mocnych "drapaków" do ciała nie polecam. Ja na codzien używam szorstkiej rękawicy, która doskonale złuszcza martwy naskórek. W porównaniu z moją rękawicą to działanie tego żelu jest jak łaskotanie piórkiem. Już miałam poczuć się zawiedziona, ale mój wzrok padł na nazwę produktu:"żel peelingujący", a nie "peeling". Może w tym tkwi istota? Może zasadniczą funkcją tego kosmetyku jest bycie żelem, który oczyszcza i myje nasze ciało, a przy okazji lekko je poskrobie? Jeśli tak, to sprawdza sie dobrze i w ten sposób będe go traktować. Miłe chwile pod prysznicem i jest OK. Zawsze chciałam wypróbować żele z tej serii. Teraz już wiem, że raczej nie zagoszczą w mojej łazience, choć zasadniczo nic złego nie moge o nich powiedzieć, ale słowa zachwytu też jakoś mi sie na usta nie cisną.

Juz sobie ostrzę pazurki na następną aukcję...

poniedziałek, 11 lutego 2013

   Fanką kosmetyków naturalnych jestem nie od dziś, czemu daję wyraz przy kazdej nadażajacej sie okazji. Miłosniczek naturalnej pielegnacji jest zreszta coraz więcej na fali rozpowszechniającej sie mody na ekologiczny styl życia. Ja jednak nie tyle podążam za modą, co szukam nowych sposobów pielęgnacji pozbawionych agresywnej chemii, zdrowych i bezpiecznych dla mojej skóry. No własnie, czy na pewno zawsze bezpiecznych? spróbuję się z Wami podzielić tym, co znalazłam szukając odpowiedzi na tak nieco prowokacyjnie postawione pytanie.

Zacznijmy od tego, czym są, a raczej powinny być kosmetyki naprawdę naturalne. Nie ma takiej powszechnie obowiązującej definicji, uregulowanej przepisami prawa, jednakże przyjmuje się, ze sa to kosmetyki, w których co najmniej 95% zawartości stanowia składniki pochodzenia naturalnego: roślinnego, zwierzęcego lub mineralnego, pozyskiwane metodami fizycznymi lub mikrobiologicznymi, a nie z użyciem związków chemicznych, jak tradycyjne, syntetyczne produkty.

 W kosmetykach tych nie znajdziemy zatem substancji szkodliwych dla zdrowia naszej skóry, powodujących reakcje alergiczne (najczęściej uczulają sztuczne barwniki, substancje zapachowe i konserwanty), podrażniających, a nawet wywołujących poważne schorzenia skórne. Nie ma w nich miejsca na parabeny, tręć i ołów, dioksany oraz pochodne przetwórstwa ropy naftoej.

Nie mniej jednak należy pamiętaC, sięgając po kuszący słoiczek z kremem, że określenie "naturalny" nie korzysta z ochrony prawnej, a zatem może być stosowane na wyrost lub wręcz bezpodstawnie, jako czysty chwyt marketingowy. Mamy zatem tylko jeden sposób, aby przekonać się  o "naturalności" danego kosmetyku - wziąć pod lupę jego etykietkę i prześledzić uwaznie jego skład. Już na wstępie naszą czujność powinna wzbudzić zbyt długa lista składników, zgodnie z zasadą, że im prościej tym lepiej. Ponadto dowiedziałam się, że najwazniejsze znaczenie maja składniki znajdujące się na pozycjach od 1 do 5-6 miejsca, gdyz to one  stanowią ok. 80-90% składu, a tym samym to one własnie są składnikami aktywnymi okreslającymi jakośc kosmetyku.

Kosmetyki naturalne, szczególnie renomowanych firm, są często o wiele droższe niż syntetyczne. To prawda, ale...Znalazłam też taka informację, że producenci często kuszą egzotycznie brzmiącymi nazwami zastosowanych składników, które sa rzeczywiście drogie,  ale ich działanie jest identyczne z działaniem tańszych, powszechnie znanych i używanych zamienników. Nie dajmy się zatem "nabić w butelkę"!

A co z kosmetykami ekologicznymi?  Tutaj obowiązują surowe normy, ustanowione przez instytucje przyznające wymagane dla tych kosmetyków certyfikaty jakości. Zapoznałam się z normami przyjetymi przez jeden z takich europejskich instytutów. Kosmetyki ekologiczne, według przyjętych przez powyższy organ norm, powinny zawierać co najmniej 95% składników naturalnych, roslinnych (naturalne składniki to nie to samo co "pochodzenia naturalnego" - naturalnymi roślinnymi składnikami sa oleje roślinne tłoczone na zimno i wyciągi z roślin), a surowce roślinne muszą w co najmniej 50% pochodzić z ekologicznych upraw znajdujacych sie pod ścisłą kontrolą. Zabronione są surowce pochodzące od martwych zwierząt, pochodne przemysłu petrochemicznego, parabeny, silikony, parafiny, sztuczne barwniki i aromaty, syntetyczne konserwanty. Podobno stosuje się jedynie naturalne. ściśle okreslone konserwanty, takie same jak przy produkcji ekologicznej żywności. Z tych też względów wśród  eko-kosmetyków nie znahdziemy intensywnych, drażniących wręcz zapachów ani produktów o dłuuugim terminie przydatności, jak Lenin, wiecznie żywych, a ponadto wiele z nich po otwarciu należy przechowywać w lodówce i zuzyc w określonym czasie. Obowiązuje też zakaz stosowania jakichkolwiek składników zagrazajacych zdrowiu, a nawet jedynie podejrzanych o takie działanie.

Czy teraz mozemy już czuc się bezpieczni? Otóż nie do końca, ponieważ tak naprawdę...wszystko może uczulić. nie sposób przewidzieć reakcji indywidualnej kazdego człowieka na jakis nowy, nieznany mu do tej pory  składnik, chociazby wydawał sie najzdrowszy i najbardzxiej łagodny w działaniu. Substancje pochodzenia naturalnego zawarte w kosmetykach najczęściej moga wywoływać reakcje skórne, ezadziej zdarzaja się  alergie objawiajace się zaburzeniami ze strony układu pokarmowego czy układu oddechowego.

Nie chcę nikogo straszyć, ale miód, propolis, pyłek i mleczko pszczele  stosowane do celów pielęgnacyjnych moga uczulać, a zatem szczególną ostrożnoć powinny zachować osoby uczulone na jad pszczeli oraz astmatycy i  osoby ze skłonnościa do reakcji alergicznych.

Nadwrażliwość skóry moga wywoływać równiez rośliny takie jak rumianek, arnika, krwawnik, ostropest, nagietek czy krwawnik, czyli z rodziny Asteraceae.Zdarza się, że w miejscu kontaktu preparatu ze skóra pojawić sie może pokrzywka.

Uczulają również olejki eteryczne, w składzie których dominuja terpeny. Reakcje te dotyczą osób, u których zauwazono uczulenie na substancje zapachowe zawarte w kosmetykach. Uczulac moga olejki: różany, lawendowy, jaśminowy, rozmarynowy, pomarańczowy i inne cytrusowe, z drzewa herbacianego, cynamonowy i geraniowy> Związki w nich zawarte mogą u pechowców wywołać uczulenie lub kontaktowe alergiczne zapalenie skóry.

A zatem, czy warto i czy jest to bezpieczne> Zdecydowanie tak! Na pewno stosując pielegnacje naturalną nasza skóra w mniejszym stopniu narazona jest na podraznienia, uczulenia, działanie alergenów i różnych innych paskudztw, które może nie od razu, ale po wielu latach stosowania agresywnej chemii odbija sie nam dosłownie na skórze.

Substancje naturalne uczulają niezmiernie rzadko i dotyczy to jedynie indywidualnych reakcji na konkretne składniki danego preparatu. Szczególną ostrożnośc powinni zachować jednak astmatycy, osoby z alergia i atopią, u których występowały już różne nieprzyjemne reakcje na jakiekolwiek kosmetyki.



piątek, 08 lutego 2013

Zamówienie zostało błyskawicznie zrealizowane, bo przecież złożyłam je dopiero w poniedziałek. Pierwszy raz korzysta kan ze sklepu internetowego Yves-ERocher. Najczęściej kupuje w sklepach stacjonarnych, których jest kilka w moim mieście - praktycznie w każdej większej galerii handlowej. Czasem też zdarza mi sie korzystać z oferty wysyłkowej, zwłaszcza gdy skuszę się na jakiś atrakcyjny prezent do zamówienia.

Tym razem też spodobały mi sie prezenty, a poza tym nigdzie indziej oprócz oferty unline nie mogłam znaleźć pożądanego przeze mnie olejku z lawendą. I zdobyłam olejek, i kilka innych kosmetyków, i oczywiście prezenty, od których może zacznę.

Przyznam się Wam, że biżuteria, wszelkie świecidełka działaja na mnie jak nagnes. Niczym sroczka wpatruję się w nie i pragnę, przy czym nie jestem fanka drogiej bizuterii od jubilera. Wystarcza mi tanie błyskotki, które na mnie wyglądają zadziwiająco dobrze, tak jakoś szlachetnie. I dlatego obiektem mojego pożądania stał się komplet biżuterii - gratis do każdego zamówienia.

 

 

Na komplet składa się naszyjnik, kolczyki i pierścionek, z metalu posrebrzanego, bez niklu, za to z prawdziwymi, podobno, ametystami. Uwielbiam kolor ametystu, komponuje sie ładnie z wieloma moimi ubraniami. Bizuteria w realu wygląda o wiele ładniej niz na zdjęciu. Naprawdę prezentuje się jak elegancka, subtelna ozdoba.

Drugi prezent, dołączany do zamówienia przekraczającego 89 zł (no trochę zaszalałam w tym sklepie!) to olejek pod prysznic z olejkiem arganowym. Cena katalogowa tego kosmetyku to 32 zł za pojemność 200 ml. O olejkach będzie osobno, gdy wytestuję te, które posiadam, a zrobiło się tego nagle całkiem sporo...

 

Zamówiłam w końcu mój olejek z lawendą. Wiem, że przepłaciłam, bo nie było na niego żadnej promocji, a cena regularna to 45 zł za flakonik o pojemności 150 ml. Pocieszam sie tym, że olejki sa zazwyczaj bardzo wydajne. Olejek z lawendą przeznaczony jest do  ciała, działa nawilzająco i relaksująco. Wyprodukowano go na bazie naturalnego olejku eterycznego z lawendy i  sprawdza sie świetnie w roli olejku do odprężającego masazu.

Kolejny olejek - odbudowujący - przeznaczony jest do pielęgnacji włosów.

 

Głównym jego składnikiem aktywnym jest olejek jojoba, a ponadto olej babassu i olej macadamia. Cena regularna za pojemność 150 ml to 27,90 zł, a w promocji kosztował 22,90 zł.



Z myślą o pielegnacji włosów zakupiłam również balsam odbudowujący na zniszczone końcówki. Ja właściwie nie mam rozdwojonych ani przesuszonych końcówek, one sa po prostu niesforne i wywijaja się na wszystkie strony. A ja nie uzywam żadnych produktów do stylizacji, nie korzystam z lokówki ani nawet nie suszę włosów suszarką. Balsam ten powinien nieco obciążyć same końcówki i pomóc mi nad nimi zapanować.  Myślę, ze taka roślinna pielegnacja moim włosom nie zaszkodzi. Balsam w 96% składa się z produktów pochodzenia roślinnego głównie jest to mleczko z owsa i olejek z migdałów. Nie zawiera oczywiście parabenów , silikonów ani sztucznych barwników.



Kupiłam też kolejny kosmetyk z serii PURE SYSTEM. Tym razem jest to korektor SOS 6H, którego zadaniem jest tuszowanie wyprysku oraz zmniejszanie go po 6 godzinach. Korektor w swym składzie posiada kwas salicylowy o działaniu antybakryjnym oraz wyciąg z miąższu aloesu bio - zapobiegający wysuszaniu skóry w miejscu działania tego preparatu. Własnie ta ochrona przed nadmiernym wysuszaniem, często towarzyszącym walce z niedoskonałościami, bardzo podoba mi się w serii PURE system i z tego względu zaczynam kolekcjonowac wręcz wchodzące w jej skład kosmetyki. Preparat ma  lekką konsystencję i jest odpowiedni do każdego odcienia skóry. Kupiłam go bez promocji w cenie 29 zł za tubkę o pojemności 10 ml.

I na koniec bardzo przyjemny, kremowy żel pod prysznic z malwą bio z serii CULTURE BIO.  W 99% zawiera składniki pochodzenia naturalnego. Ślicznie pachnie, skóry na pewno nie wysuszy ani w żaden inny sposób nie skrzywdzi. Za opakowanie o pojemności 200 ml zapłaciłam 9,90 zł.



Wzbogaciłam się więc o 6 nowych kosmetyków...Ale większości z nich jeszcze nigdy nie próbowałam, a więc chętnie je przetestuję i napiszę, czy mnie zachwyciły.

Ciekawe, jak długo wytrzymam bez zakupów w Yves-Rocher? Do następnej oferty?



 
1 , 2
Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody