Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS
środa, 27 lutego 2013

Jeszcze tego nie miałam, a byłam bardzo ciekawa, więc zdobyłam, a raczej kupiłam za własne, ciężko zarobione pieniądze. Początkowo pudełka ShinnyBox były "bezcenne" - mozna było je dostac jedynie zbierając tzw. Shinnystars i jesli zdobyło sie 100 takich gwiazdek, przysługiwało pudełko z kosmetykami, które nazywało się "darmowym".  Dla mnie te gwiazdki sa jakoś nieosiągalne, wolałam więc zamówić sobie takie pudełko, które podobnie jak w Glossybox, wycenione zostało na 49 zł.  A właściwie to kupiłam sobie 3-miesięczny pakiet...

I oto wczoraj dostałam pierwsze moje osobiste pudełeczko.

 

Szata nieco przypomina...inne pudełko, które tu juz było pokazywane, nieprawdaż? To pudełko jest jednak zrobione z czegoś lekko połyskującego, a tamte są matowe. W ShinnyBox nie ma też tego fajnego "sianka" jako wypełniacza. Czerwona bibułka, wstążeczka i karteczka z informacją o produktach z zapewnieniem, że jestem Kimś wyjątkowym...

Ale tak na poważnie - bardzo jestem zadowolona z lutowego pudełka, takiego "na bogato". Sami zresztą zobaczcie:

 

Naprawdę byłam miło zaskoczona, bo produktów dużo, niektóre nawet całkiem spore, a co do ich jakości tez narzekać nie ma powodu.

Bardzo ucieszyła mnie obecność kultowego wręcz kosmetyku, jakim jest niewątpliwie płyn micelarny Bioderma Sensibio H2O. Jak do tej pory nie miałam okazji przetestować tego produktu, gdyz nie chciałam kupować go w ciemno ze względu na nie najniższą cenę. Poza tym nie jestem az tak wielka wielbicielka płynów micelarnych, chciałam jednak spróbować tego tak wychwalanego, bo "a nuż  skradnie moje serce?". Tak więc marzenie moje sie spełniło i otrzymałam płyn micelarny o pojemności 100 ml, który został uznany jako produkt pełnowymiarowy w cenie 11,99 zł. nie wiedziałam, że takie miniaturki też sa w sprzedaży, myślałam, ze tylko te butle za ok. 60 zł. Jeszcze nie testowałam i az sie boję, że nie sprosta on moim oczekiwaniom.

W następnej kolejności sa trzy mini-produkty, dwa z nich to również produkty z Biodermy: Photoderm MAX SPF50+ oraz Sensibio AR BB SPF30. Obydwa mają pojemność 5 ml, a pełnowymiarowe produkty po 40 ml, przy czym za filtr zapłacimy 66zł, a za krem BB - 69zł.

Prawdę mówiąc nigdy dotychczas nie zabezpieczałam swojej twarzy kosmetykami z tak wysokim filtrem. Ja w ogóle sie nie opalam, słońce ma okazje złapać mnie w czasie spacerowania po dworze i jakoś nie przywiązywałam szczególnej wagi do tego, jaki SPF posiada mój krem. Ostatnio jednak nasłuchałam się i naczytałam o zjawisku fotostarzenia sie skóry i w oparciu o zdobyta wiedzę, że promieniowanie słoneczne jest głównym czynnikiem przyspieszającym proces starzenia się skóry, postanowiłam jednak o tych filtrach pomysleć. Dlatego cieszę się, że coś z filtrów będę miała okazję przetestować na własnej skórze. Ma to być ultralekki fluid tonujący z filtrem ochronnym. Bez parabenów, nie pozostawia tłustego filmu na skórze, nie zatyka porów. Fototrwały i wodoodporny. Nadaje sie do każdego rodzaju skóry.

Krem BB dedykowany jest do codziennej pielęgnacji  cery wrazliwej z problemami naczynkowymi. Wyrównuje koloryt skóry, ukrywa zaczerwienienia i przebarwienia bez efektu maski. Dopasowuje sie do każdego odcienia skóry. Jest to jedyny produkt, który juz wypróbowałam, ale nie zdradzę swojej opinii, bo własnie mnie natchnęła myśl, zeby zrobić recenzje porównawcza kilku posiadanych przeze mnie kremów BB. nie ma tego wiele, a o tych kremach tak duzo juz zostało powiedziane i napisane, jednak moje kremy nie należą do tych "oklepanych" i może Was to zainteresuje.

Tym bardziej, ze kolejny mini-produkt to równiez krem BB, raczej z wyższej półki. Premium BB Cream by Anna Lotan w pełnowymiarowej wersji o pojemności 30 ml kosztuje 198 zł. Jest to krem nowej generacji, przeznaczony do pielegnacji kazdego rodzaju skóry. Zawiera naturalny puder mineralny, kompleks przeciwzmarszczkowy oraz SPF 36. Ja dostałam odcień beige i mam obawy, ze będzie po prostu za ciemny. Teraz na pewno, ale moze latem troche mnie słońce złapie...No chyba że zacznę stosować te wysokie filtry...

A teraz dwa pełnowymiarowe kosmetyki z Dermedic.

Krem pod oczy HIALURO-HYDRAIN3  skutecznie pielęgnuje wrazliwa skóre wokół oczu, przeciwdziała powstawaniu opuchlizny pod oczami oraz zapobiega procesowi starzenia sie skóry. Zawiera skoncentrowana ilość składników aktywnych. Nadaje sie do stosowania pod makijaz. Cena 27,35zł/15g

Mleczko, tonik 2w1 HIALURO-HYDRAIN3 do demakijażu twarzy i oczu, zalecany dla skóry suchej, bardzo suchej i odwodnionej. Łączy w sobie delikatność mleczka i świeżość wody. Pojemność 200ml/24,85zł.

Ostatnim produktem jest pełnowymiarowa maskara Rimmel MAXX  BOLDCURVES, czyli domyslam sie, ze jej głównym zadaniem ma być podkrecanie rzęs. Maskara jest w kolorze czarnym, a jej cena to 16,99zł za 8 ml.

ale to jeszcze nie koniec, bo ShinnyBox miał dla mnie prezent - specjalnie zaprojektowana naklejkę Pixers.

 

Myślę, że przyozdobię naklejka jedno z moich pudełek.

Pudełko bardzo przypadło mi do gustu i mam nadzieje, że ShinnyBox utrzyma wysoki poziom...przynajmniej na czas zamówionego przeze mnie pakietu. Dobrze, ze jest konkurencja wśród "boxów" - to mobilizuje do starań o klientki, a my tylko na tym zyskujemy.

Jak już pisałam powyżej, nie liczę na zebranie odpowiedniej liczby gwiazdek, jednak podaje mojego linka do Shinnybox, na wypadek, gdyby ktos był zainteresowany, a moze nawet chciałby sie zarejestrować bez zadnych zobowiązan.

http://shinybox.pl/order/index/mode/subscription/?ref=b2fb9c7



poniedziałek, 25 lutego 2013

Na blogu sliwkirobaczywki.blogspot.com jest organizowana akcja testowania olejków ziołowych. śzczegóły dotyczące warunków, jakie nalezy spełnić, znajdziecie  klikając w podany niżej link. Podstawowa sprawa - należy prowadzić bloga i jeśli otrzyma się taki zestaw o;ejków do testowania, nalezy na swoim blogu zamieścic recenzję. Bardzo mi to współgra z ostatnimi moimi postami... Jeśli chcecie spróbować szczęścia, to warto!

 

http://bezplatnie24.blogspot.com/

albo moze to ten bezpośredni na stronę konkursowaą

http://sliwkirobaczywki.blogspot.com/2013/02/olejki-zioowe-do-kapieli-testuj-za-darmo.html?showComment=1361825850165#c16601682846494597

 



niedziela, 24 lutego 2013

W ubiegłym tygodniu "wyskakiwałam" na małe zakupy "przy okazji". Byłam w galerii handlowej, w której jest Natura, to wstąpiłam do Natury, bo zawsze można trafić na ciekawa promocję. Do sklepu Yves-Rocher też warto zajrzeć...Rossmann u mnie w mieście znajduje się za każdym rogiem, a w osiedlowym sklepie zawsze znajdzie się jakiś produkt, którego właśnie bardzo potrzebuję. Właściwie jedynymi zaplanowanymi zakupami była wizyta w Tesco, ale o tym, co tam zostało kupione, napiszę na końcu.

Zacznę od Rossmanna. Wstąpiłam do tej drogerii po coś zupełnie innego, a jak zwykle w moim koszyku znalazło sie miejsce dla dwóch malutkich kosmetyków. Dosłownie! Zainteresowała mnie bowiem ampułka Rival de Loop Mineral  Konzentrat Aloe Vera o pojemności 2 ml, za którą zapłaciłam 3 zł z groszami - chyba 3,49 albo 3,69 zł.

Nie ukrywam, że zachęciły mnie dobre doświadczenia z kapsułkami Hydro tej samej marki. Ampułka ma ożywiać i intensywnie nawilzać skórę, zapobiegając utracie wilgoci i wysuszaniu. Zawarte w niej minerały: cynk, magnez i miedź wspomagaja przemianę materii w komórkach i dodają skórze witalności. Ponadto powinna też działac kojąco i łagodząco. Nie wypróbowałam jej jeszcze - bardzo świeży nabytek, ale na pewno będzie to miłe doświadczenie dla mojej skóry. Cudów nie zdziała, ale też czego można sie spodziewać? Przyjemnego odświeżenia, ukojenia, może uczucia nawilżonej skóry?

Drugi produkt też pochodzi z Rival de Loop, po prostu leżał na półce obok ampułki. Jest to maseczka na dobre samopoczucie Truskawka&Wanilia odżywcza.

Maseczka zawiera dwie porcje po 8 ml każda i kosztowała też niecałe 4 zł.

Oczywiście nie miałam okazji jej przetestować. Ja lubię bardzo wszelkie maseczki, a obietnica truskawkowo-waniliowej uczty brzmi zachęcająco...Po prostu skusiłam sie na truskawki w lutym. Oprócz ekstraktu z truskawek i wanilii w skład maseczki wchodzu masło shea, olej z migdałów i nasion kukurydzy, które zapewnic mają odżywienie skóry, nadać jej miękkość i sprężystość. Lista składników jest długa i może lepiej w nia nie wnikac za bardzo. Mam ochotę na takie słodkie szaleństwo i jeśli tylko maseczka nie podrazni mnie i nie uczuli, to juz będę zadowolona. ależ minimalistycznie jestem nastawiona! Wszystko mnie zadowala, nie wiem, czy w takim nastroju powinnam wydawać opinie, którymi ktoś z czytających mógłby się zasugerować?

Ale teraz juz poważnie. Kolejny produkt mogę Wam polecić z czystym sumieniem, gdyż użyłam go już kilka razy i pozostaję niezmiennie z niego zadowolona. Jest to szampon odbudowujący z nowej roślinnej pielęgnacji Yves-Rocher.

Szampon ma same zalety, począwszy od ceny, gdyż obecnej promocji za 300 ml kosmetyku płacimy 9,90zł. Swoje dobroczynne działanie na włosy zawdzięcza powszechnie znanemu i cenionemu składnikowi, jakim jest olejek jojoba. Za jego sprawa włosy maja stać się odbudowane, odzywione, wygładzone i mocniejsze, a wszystko to prawda. Włosy wyglądają ładnie, są miękkie, łatwo się rozczesują, a w dodatku czuję, że są po prostu czyste, gdyż szampon usuwa wszelkie zanieczyszczenia. Ma biały kolor, kremową konsystencję, na pewno będzie bardzo wydajny. Nie potrafię zdefiniować jego zapachu. Na pewno przyjemny, jednak inny niż znane mi kosmetyki Yves-Rocher. Skład szamponu to oczywiście same plusy" oprócz olejku jojoba roślinna baza myjąca, żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego, żadnych silikonów, parabenów ani sztuczznych barwników. Nie wiem, do kiedy będzie obowiązywać ta promocyjna cena, ale chyba kupię jeszcze jakiś inny szampon z tej serii.

W Drogerii Natura kolejna kusząca promocja, której nie oparłam się, a nawet zreszta nie walczyłam z pokusą. Kupiłam dwa wypiekane cienie  KOBO, które sa przecenione z 19,99 zł na 9,99zł. Ja bardzo lubię cienie KOBO PROFESSIONAL. Mam ich kilka i jestem zadowolona. Postanowiłam więc spróbować cieni wypiekanych, do stosowania na sucho i na mokro.  Obydwa cienie są satynowe, mają dawać efekt rozświetlenia i blasku, który wkrótce, w wioennych makijazach, będzie całkiem pożądany.

 

Kupiłam zatem piękny indyjski róż nr 308 INDIA ROSE  oraz brzoskwiniowy nr 311 APRICOT GLOW. Nie miałam okazji wypróbować ich w makijażu oka, bo po prostu przez ostatnich kilka dni oczu po prostu nie malowałam - poza uzyciem maskary, oczywiście.

I na koniec, jeśli o kosmetyki chodzi, produkt, o którym nie wiem, czy warto wspominać. nie jest to zadna nowość ani odkrycie, ale najzwyklejsza wazelina kosmetyczna  Ziaja, zakupiona w osiedlowym sklepie, bez której jednak trudno mi sie obejść. Wazelina znajduje u mnie zastsowanie najczęściej w pielęgnacji ust. Stosuję ją, zwłaszcza w zimie, jako balsam do ust na noc, dodając kroplę wyciśniętej kapsułki z witaminą A + E. Rano usta są miękkie, gładkie, bez żadnych suchych skórek. Nie znam nic lepszego dla moich ust.

Wazelina biała kosmetyczna, pojemność 30ml/299zł

A teraz - cel mojej wyprawy do TESCO

 

Jest szafka wiklinowa, chyba mówi sie na to "etażerka". Ma wyciągane koszyczki, bardzo głębokie i pojemne, w których rozmieściłam moje ksmetyki. Dotychczas były one pochowane w jakis pudełkach i ciągle zapominałam, co tak naprawde posiadam. Teraz wszystko jest w jak najlepszym porządku i pod kontrolą. Szafkę postawiłam w rogu w łazience. Bardzo lubie wiklinowe elementy w łazience, bo ocieplaja wnętrze.

Cena szafki: 90 zł.

Mam nadzieję, że przyszły  tydzień będzie mniej zwariowany.

środa, 20 lutego 2013

Od razu zastrzegam, ze nie będzie to obszerny, wyczerpujący wykład na temat zastosowania ziół w pielegnacji włosów. Myślę, że wiele jest takich artykułów w internecie, a także bardziej profesjonalnych blogów  prowadzonych przez osoby dysponujące większą ode mnie wiedzą w tym temacie. Ja chciałabym sie z Wami podzielić kilkoma ciekawostkami, które odkryłam i wydaje mi się, że mogłyby sprawdzić sie w praktyce. Przyznam szczerze, ze nie są to sposoby wypróbowane przeze mnie i nie moge wypowiedzieć sie co do ich skuteczności. I nie ja jestem ich autorką, oczywiście. Porady, o jakich będzie dalej mowa, zaczerpnęłam z książki, która jest prawdziwą skarbnicą wiedzy jesli chodzi o zioła: ich uprawę, opis właściwości oraz zastosowanie w różnych dziedzinach, takich jak medycyna, kosmetyka, kulinaria itd. Książkę tę dostałam w prezencie wieki temu, kiedy jeszcze chodziłam do liceum i ciągle odkrywam w niej coś fajnego. Czasem czuję się jak jakas czarownica, która sięga do swojej magicznej księgi zaklęć... Oto jedna z moich ulubionych książek - "Wielka księga ziół" Lesley Bremness

W tej własnie książce w rozdziale poświęconym zastosowaniu ziół w kosmetyce znalazłam podrozdział dotyczący pielęgnacji włosów. Została tam zamieszczona lista wielu ziół do pielegnacji różnych rodzajów włosów. Nazwy niektórych ziół brzmia zupełnie egzotycznie i nigdy wczesniej sie z nimi nie spotkałam, ale podam Wam kilka bardziej znanych, chociazby z tego względu, żeby łatwiej orientować się, co zawiera dany kosmetyk i czy jest to zalecane dla naszego typu włosów.

 

włosy suche - korzeń łopianu, kwiat bzu czarnego, żywokost, pietruszka, szałwia, pokrzywa

włosy tłuste - nagietek, skrzyp, melisa, mięta, lawenda, rozmaryn, oczar, krwawnik

przeciw łupieżowi - ,lopian, rozmaryn, pietruszka, rumianek i macierzanka

do łagodzenia podrażnień skóry głowy - kociniętka, rumianek, żywokost

tonizująco (dają sztywność i połysk) - nagietek, kwiat lipy, nasturcja, pietruszka, rozmaryn, szałwia i pokrzywa

Zdaję sobie sprawę, że takie domowe, naturalne sposoby pielęgnacji wymagaja więcej czasu i zachodu niż użycie gotowego kosmetyku. Może jednak czasem, gdy będziemy mieć ochotę na coś twórczego?

Pierwsza porada jest nam wszystkim dobrze znana, a mianowicie dotyczy ona olejowania włosów. Co jest nowe, to ze autorka radzi, aby do oleju - najlepiej zawierającego dużą ilość nienasyconych kwasów tłuszczowych, czyli np. migdałowego, słonecznikowego lub z pestek winogron, dodać 6 kropli olejku zapachowego na 2 łyżki oleju roślinnego. Olejki podgrzać i wmasować w skórę głowy oraz na całej długości włosa - dalej postępować tak, jak już znamy.

Jest tez przepis na łagodny szampon do częstego używania.

Do porcji łagodnego szamponu dla dzieci dodać 2 łyżki silnego odwaru z wybranego zioła lub 4 krople olejku eterycznego i umyć włosy jak zwykle.

 

Po umyciu włosów można zastosować płukankę, przygotowana wcześniej tak, zeby zdązyła ostygnąć. Płukanki te mają nadać włosom zdrowy połysk.

Składniki:

1 łyżka wybranych ziół

1 łyżka octu jabłkowego lub soku z cytryny dla blondynek

4 szklanki wrzątku

Wystarczy zaparzyć zioła, odcedzić, dodać ocet i zostawić do ostudzenia.

I teraz instrukcja obsługi: Polewać włosy płukanką trzymając głowe na miską, tak zeby płukanka  zbierała się w misce i nadawała sie do powtórnego polania. Operację należy powtarzać do momentu, gdy płukanka stanie sie chłodna - wtedy oznacza to podobno, ze włosy nabrały już blasku.

Ciekawie brzmi przepis dotyczący oczyszczania włosów wodą różaną - sposób polecany na odświeżenie włosów, gdy nie mamy czasu umyć głowy, a trzeba gdzieś wyjść i wyglądać świeżo.

 Zdobycie wody różanej nie stanowi chyba problemu. Do włosów przetłuszczających sie mozna uzyć wody lawendowej.  Należy przygotować kawałki gazy 5*5 cm, które nasączamy wodą różaną, a następnie nakładamy gazik na szczoteczkę do zębów z włosia naturalnego. Przeciągamy po włosach pasmo po pasmie, zmieniając gaziki tak długo, az  kolejny gazik pozostanie czysty. Zabieg ten nadaje włosom bardzo przyjemny zapach.

Będę musiała tego spróbować, moze nie tyle dla oczyszczenia włosów, bo myje je codziennie, ale kusi mnie perpektywa tego zapachu na włosach rozwianych na wietrze...

Mam nadzieję, że przydadzą sie Wam te wiadomości i skorzystacie z przepisów. Jeśli kogoś interesuja zioła, to polecam równiez lekturę ksiązki. Myślę, że jej wydanie było wznawiane w późniejszych latach i pewnie jest gdzieś dostępna.





wtorek, 19 lutego 2013

I znowu mi się poszczęściło - zdobyłam najnowszą maskarę Maybelline o intrygującej nazwie The Rocket, wybuchowa. Nie wiem, czy kojarzycie tę akcję? Firma Maybelline szukała 1000 testerek, które wypróbowałyby i podzieliły się opinią na temat ich nowego tuszu do rzęs, który miał zapewnić odlotowy wręcz efekt. Wystarczyło wypełnić formularz i odpowioedzieć na standardowe pytanie, dlaczego właśnie Ty...?

Formularz wypełniłam, zamieściłam też wystarczająco błyskotliwą odpowiedź i oto wczoraj The Rocket trafiła do moich rąk.

 

Szczerze  mówiąc, pierwsze wrażenie nie było najlepsze: grubaśna, beczkowata, w dodatku w odcieniu niebieskiego, którego wręcz nie znoszę. Otworzyłam ją, a tam...szczota większa od mojego oka!

Zdobyłam się na odwagę - w końcu jestem niemalze profesjonalna testerką i użyłam jej. Teraz już będą same komplementy i niczego naprawdę nie będę się czepiać, bo nie ma czego.

Szczoteczka jest bardzo poręczna i ułatwia aplikacje tuszu, który dobrze nakłada się nie tylko na górne rzęsy, ale równiez sprytnie pokrywa te dolne, a w dodatku ich nie skleja. Jest to szczoteczka gumowa i ja chyba takie wolę. Tusz nie tworzy grudek na rzęsach, ładnie je pokrywa i nadaje intensywnie czarny kolor.Rzęsy sa pogrubione, ale największą zaletą jest to, co ta maskara robi z długością rzęs. Nigdy nie miałam tak wydłużonych rzęs, które podkręcaja się i unoszą do góry. Efekt wizualny jest naprawde niesamowity, a oko jest pięknie podkreślone, wyraziste.

Nosiłam tusz na rzęsach wczoraj przez kilka godzin i dzisiaj od samego rana, a on pozostaje na swoim miejscu. Nie kruszy się, nie rozmazuje. Zauważyłam, że nabiera się go dość sporo na szczoteczkę, zwłaszcza na jej koniec. Myślę jednak, że ma to związek z jego świeżością. Z czasem zgęstnieje i wszystko będzie w porządku. Naprawdę dobry tusz, godny polecenia, szczególnie dla kobiet, które natura obdarzyła krótkimi, prostymi rzęsami.

 
1 , 2 , 3
Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody