Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS
czwartek, 29 listopada 2012

DKNY - Donna Karan New York  to stosunkowo młoda marka, gdyż na rynku pojawiła sie w 1988r. Jej sztandarowym produktem sa zegarki, ale ja zakochałam się w jej perfumach.

Miało to miejsce 5 lat temu i trwa do dziś. To do mnie zupełnie niepodobne, ale pozostaję wierna moim perfumom przez te wszystkie lata bez "skoków w bok". Mam tu oczywiście na myśli wierność marce DKNY, bo zapachy jednak czasem sie zmieniają., bo przecież ja ciągle czegoś nowego szukam, za czymś gonię...

\Zaczęło sie od klasyka gatunku, czyli DKNY Be Delicious - cudny zapach zamknięty w okrągłym flakoniku, charakterystycznym dla tej linii "jabłuszku". Wstyd sie przyznać, ale za pierwszym razem miałam problem, jak sie do niego dobrać, żeby jakoś go niepotrzebnie nie rozbroić...Ale ja juz tak mam.

Zapach urzekł mnie swoją świeżością i lekkością, choć podkreślenia wymaga, że jest on bardzo trwały, podobnie jak inne zapachy DKNY, przynajmniej te, które miałam na swojej skórze;

Jest to zapach rześki, pobudzający do działania. Owocowo - kwiatowy, zainspirowany zapachem jabłek. Czułam sie z nim niczym bohaterka "Seksu w wielkim mieście" spacerująca ulicami Manhattanu, ale niekoniecznie  z zamiarem polowania na facetów. Jeden mi całkowicie wystarczy...

Używałam i nadal używam tego zapachu namiętnie flakonik za flakonikiem, przez okrągły rok, choć moim zdaniem najlepiej pachnie wiosną.

 

Pewnego lata postanowiłam jednak spróbować czegoś innego, i to w dodatku z innej, nie "jabłuszkowej" serii. Kupiłam sobie zapach DKNY Pure - nawet buteleczka była inna, taki "normalny" flakonik. Kompozycja tego zapachu składa się z:

- jaśminu i drzewa sandałowego,

- frezji, ambry i lotosu,

- orchidei

Zapach jest naprawdę śliczny, nieskomplikowany i bardzo, bardzo delikatny, choć trwały. Dla mnie chyba zbyt delikatny, brakowało mu zdecydowanie drobnego "pazurka".

 

W ubiegłym roku odkryłam natomiast zapach DKNY Golden Delicious, którego to uzywam obecnie na zmianę z Be Delicous. Obydwa zapachy kupiłam wiosną tego roku w Sephorze w ramach promocji 2 in 1. Zapłaciłam za te dwa 30 ml flakoniki 169 zł.



Golden Delicious jest zapachem owocowo-kwiatowym z nutą drzewną. Pierwsze słowo, jakie przychodzi mi na myśl w stosunku do nmiego to "ciepły". Otulam sie nim jak ciepłym szalem, który  przy pierwszym zetknięciu z moja skóra pachnie soczystym, złotym jabłkiem, połączonym z aromatem słodkiej śliwki i kwiatem pomarańczy.  W nucie serca pojawia się lilia, róża, orchidea i konwalia. A na koniec zapach nasyca sie aromatem zmysłowego piżma i drzewa...

 

Oto moje ulubione perfumy. Nie mam całej kolekcji, zapachów na różne pory roku, pory dnia i okazje. Wiem, co mi sie podoba w danym okresie mojego zycia i tego sie trzymam. Jednak juz sobie planuję, który z zapachów DKNY wypróbować w następnej kolejności...

 

A może któraś z Was używa perfum tej marki i miałaby jakąś opinię na temat? Proszę, podziel sie tym ze mną. Chętnie poznam miłośniczki DKNY.





wtorek, 27 listopada 2012

Ja chyba dziecinna jakaś jestem, ale ta cała sprawa z nagrodą ogromnie mnie ekscytowała. Moze dlatego, że ja nie mam szczęścia do nagród i rzadko udaje mi się dostac coś za "free". Chociaż w tym przypadku zwycięzcy konkursu nie zostali wyłonieni w drodze losowania. bo wtedy na prwno nie miałabym szans, ale trzeba było wykonać zadanie konkursowe, i może stad moja satysfakcja, ze znalazłam się w gronie 200 laureatów, którzy to zadanie wykonali najlepiej.

Wracając do procedury odbioru nagrody. W piątek wieczorem dostałam maila od Portalu Rossnet, iż moja nagroda dotarła do wskazanej przeze mnie drogerii i jest gotowa do odbioru - będzie tam na mnie czekać przez 21 dni roboczych. Przy pierwszej okazji, jaka nadazyła się w poniedziałek, czyli wczoraj, pobiegłam do mojego Rossmanna. No moze przesadziłam z tym "biegiem" - po prostu dostojnie pokuśtykałam. Nagroda czekała gotowa do odbioru, zapakowana w wielką kopertę. A w środku były cztery produkty, może nie jakieś ekskluzywne, ale bardzo praktyczne w codziennej pielęgnacji.

 

 

Od lewej są to płatki peelingujące, płatki kosmetyczne z aloesem, pianka oczyszczająca do twarzy oraz płyn do demakijazu oczu.

Dzczególnie zainteresowały mnie te płatki peelingujące LILIBE. Już je wypróbowałam oczywiście. Zwilżona twarz pocierałam sporej wielkości płatkiem i rzeczywiście czułam jego peelingujące właściwości. Naprawdę fajne, pod warunkiem, że ktoś nie ma cery wrażliwej lub naczynkowej, ale mi na szczęście służą dobrze. Rzecz jasna nie będę ich używać codziennie, gdyz nie zamierzam oskalpować sobie buzi.

I jeszcze jedno...Pomimo całej sympatii do Rossmanna liczę juz dni do zdjęcia tego okropnego buta (obiecuję fotkę), co nastąpi zapewne gdzies za 2 tygodnie, po ostatniej, mam nadzieję, wizycie kontrolnej u lekarza. A wtedy ruszę w świat, wolna i swobodna, poszerzać swoje horyzonty shoppingowe...

piątek, 23 listopada 2012

Potrzebowałam pudru transparentnego, takiego do wykończenia makijażu. Potrzeba ta narastała we mnie od kilku tygodni. Oczekiwania miałam konkretnie sprecyzowane:

- puder transparentny, dostosowujący się do koloru podkładu,

- bez silnego krycia, lekki - żadnego "efektu maski",

- najlepiej sypki

 

Dla wyjaśnienia dodam, że w ostatnim czasie używałam pudru prasowanego z Sephory. Na początku był OK, ale nie wiem, co się stało, bo nagle zrobił się dla mnie za ciemny.

Prawdziwą katuszą jest dla mnie dobieranie odcienia pudru, jeśli występuje on w różnych wersjach kolorystycznych. Jednego jestem pewna - żadnych opalonych i ciemnych wersji, ale nie może być też przecież za jasny. Dlatego marzy mi się coś uniwersalnego, co nie będzie nadawać mojej twarzy intensywnego kolorytu - od tego mam podkład.

 

Odpowiedzią na moje poszukiwania zdawała się być oferta wysyłkowa z Yves Rocher. Wśród propozycji  - rozświetlający puder w kulkach, wersja świąteczna, limitowana, co jak się później okaże, stanowiło haczyk, a nawet spory hak. Kuleczki znajdowały się w ładnym pudełeczku, miały nadawać cerze świeży, promienny wygląd, stanowić doskonałe wykończenie makijażu. Spodobał mi się, poza tym zawsze chciałam wypróbować takie kuleczki. Wyobrażałam sobie, że za ich pomocą można stworzyć ciekawa "rzeźbę" twarzy. Cena - 34,50zł. Złożyłam zamówienie, także na kilka innych kosmetyków, i czekałam bardzo cierpliwie przez 3 tygodnie! Po tym czasie dostałam paczkę, ale bez mojego pudru - od razu domyśliłam się, że coś nie tak, bo koszt przesyłki - pobraniowej oczywiście - okazał się niższy od przewidywanego. Firma bardzo mnie przepraszała, ale zapasy im się w danym momencie wyczerpały i w ramach przeprosin dostałam GRATIS mleczko do ciała Malina oraz maseczkę z nagietkiem błyskawicznie przywracającą blask cerze.

 

A ja dalej bez pudru...

Zaczęłam więc szperać w Inernecie - czytać recenzje, opinie, artykuły...

Przez chwilę zafascynował mnie puder rtżowy. Taki produkt ma w swej ofercie Kryolan i Mariza. Jednak okazało się, Ze to puder o silnym działaniu matującym, zbierajacy nadmiar sedum, głównie dla cer tłustych - a ja nie mam takiej, tylko mi się nos czasem świeci i kilka pryszczy na brodzie może wyskoczyć.

 

W końcu mnie te poszukiwania w sieci znużyły. Jak tylko coś znalazłam ciekawego, to zaraz natrafiałam na jakąś negatywna opinię o tym profukcie, a mój puder musiał być przecież bez zadnej wady.

 

I co zrobiła? Korzystając z poprawy stanu nogi udałam się do ...drogerii na literę :R:, gdzie w dniach 22-28 listopada jest promocja - 40 % na wszystkie kosmetyki do makijażu, czyli pudry też. Stałam przez chwilę jak urzeczona przed szafami z bajecznie kolorowymi lakierami do paznokci (moja słabostka!), szminkami, różami i innymi cudami oraz pudrami w wielu odcieniach, sypkimi i w kamieniu...

Poprosiłam o pomoc miłą panią z drogerii i wspólnymi siłami dokonałyśmy wyboru. Był to pierwszy puder, jaki zaproponowała, a ja wiedziałam, że to ON.

 

 

puder transparentny sypki Max Factor

 

Na pewno nie jest idealny, ale wiem, że dobrze sie sprawdzi, bo juz kiedyś, w dawnych czasach, namiętnie go uzywałam.

Wróciły wspomnienia tamtych czasów, dobrych czasów i zobaczyłam siebie: pełna energii dziewczyna ze smokey eyes, bladoróżowymi ustami, z twarzą muśniętą pudrem Max Factor. Z ogromną wiarą, że "mogę wszystko", kołysząc się na niebotycznych obcasach podążałam ku upragnionym celom. Zamyśliłam się i do rzeczywistości przywrócił mnie pytajacy wzrok ekspedientki. Kupiłam mój puder, zapłaciłam za niego w promocji ok. 36 zł, normalna jego cena to ok. 60 zł.

 

Przez pozostałą część dnia byłam w melancholijnym nastroju. Zatęskniłam za przeszłością. Chciałam mieć coś z tamtej dziewczyny. Na razie niech to będzie puder...

środa, 21 listopada 2012

Wczoraj dostałam maila z portalu Rossnet,pl z powiadomieniem, Ze wygrałam nagrodę w konkursie "Uwolnij skórę od zanieczyszczeń z markami ALTERRA, RIVAL DE LOOP, SYNERGEN ORAZ LILIBE". 

Konkur został zakończony miesiąc temu i zapomniałam o nim zupełnie - niespodzianka była tym większa! Nie zdziwiłam się jednak tak bardzo, gdyż ja biorę udział w prawie wszystkich konkursach na tym portalu, no może nie w tych o pielęgnacji niemowląt i tak jak teraz w listopadzie, skierowanych do mężczyzn. No tak, równouprawnienie...

 

Naczytałam się różnych opinii na temat "rossmannowskich" konkursów. Były też wypowiedzi tej treści, że to wszystko "ściema", a wśród laureatów powtarzaja się ciągle te same nazwiska i to w dodatku pewnie wymyślone. Nie zgadzam się z tym. Może po prostu ktoś ma szczęście i wygrywa w wielu konkursach? Ja do tej pory zdobyłam dwa kupony rabatowe na zakupy w Rossmannie: na tabletki Somat do zmywarki oraz kapsułki Persil do prania w pralce. I moja ostatnia nagroda - zestaw kosmetyków: RIVAL DE LOOP pianka oczyszczająca, RIVAL DE LOOP płyn do demakijażu oczu, LILIBE płatki do peelingu oraz również tej samej marki płatki kosmetyczne z aloesem. Nie znam tych produktów i chętnie ich spróbuję, nie wiem tylko, kiedy to nastąpi. Podobno mam czekać na wiadomość, kiedy nagroda dotrze do wybranej przeze mnie drogerii i będzie można ją odebrać. I może tu zaczną się schody...Znając moje "szczęście" to pewnie się zgubi albo w ogóle okaze się, że mi nie przysługuje, choć wyraźnie na liście laureatów jestem. A może w końcu za kilka miesięcy trafi ona do mnie. I będę mieć drugą miłą  niespodziankę, bo zdążę juz o niej zapomnieć...

Jakieś czarnowidztwo nachodzi mnie w ten ponury listopadowy poranek.

 

Na koniec coś optymistycznego - dla mnie - chyba ktoś tu jednak zagląda. To miłe.

Mam trochę zawirowań w życiu, ale jak tylko to wszystko sobie ogarnę, poprascuje nad moim blogiem. A blog marzy mi sie taki piękny...Z recenzjami, nowymi kosmetykami, jakimiś inspirującymi przepisami na różne rzeczy, nie tylko spożywcze...

sobota, 17 listopada 2012

Witajcie w ten słoneczny listopadowy dzień! Wiem, że tu nikt nie zagląda, ale piszę sama dla siebie, żeby utrwalic różne chwile z mojego życia.

Wczoraj na przykład był prawdziwy "GIFT DAY:. Odwiedziło mnie dwóch kurierów: pierwszy przywiózł zamówionego GLOSSYBOXA,  a drugi niespodziankę - zaległą nagrodę z czasopisna "SAMO ZDROWIE"!

Najpierw zajęłam się moim "pudełeczkiem". Opakowane ślicznie jak zawsze. Zawartość tak mniej więcej odgadywałam, choć co do niektórych produktów nie byłam pewna. Wiedziałam jednak, że musi tam być woda perfumowana Chloe, dla której zamówiłam boxa, z myślą o mojej mamie, która kocha ten zapach. I była, i jeszcze 4 inne kosmetyki.

 

 

Na zdjęciu brakuje już miniaturki Chloe (5 ml), gdyz od razu powędrowała do mojej mamy, która szybko schowała ją do torebki, uśmiechając się przy tym, jak mała dziewczynka do nowej lalki. Uśmiech na twarzy mojej zwykle zatroskanej mamusi - bezcenne. Przeciez nie pojadę do niej, żeby sfotografować małą Chloe! Powinna wystarczyć ulotka o perfumach tej marki. Juz i tak całe pudełeczko nasiąkło tym ślicznym zapachem...

 

Moja miniaturka jest klasyczną wersją Chloe, chyba najlepszą. Jak wszystkie zapachy tej marki bazuje na różanej nucie, jednakże jest to dla mnie nieprawdobodobne, bo zarówno ja jak i moja mama nie lubimy różanych zapaszków. Chloe robi coś nieprawdobodnego z ta różą. Zapach jest słodki, lekko pudrowy, ale nie męczący czy mdlący. Ma w sobie rześkość różanego ogrodu o poranku, skąpanego w rosie, orzeźwiającego, a jednocześnie otulającego czymś słodkim, ciepłym...  Oprócz róży wyczuwalna jest magnolia, peonia, amber i drzewo cedrowe.

Cena pełnowymiarowego produktu 230zł/30 ml,  320 zł/50ml

Myślę, że warto kupić, jeśli ktoś zakocha się w tym zapachu. Dodam jeszcze, że trwałość bez zarzutu. Delikatna nuta utrzymuje się przez cały dzień.

 

Kolejne cztery produkty to dla mnie zupełna nowość i mogę Wam o nich napisać tylko tyle, co wyczytałam z karty informacyjnej GLOSSYBOX.

 

CASHMERE  Utrwalająca baza pod cienie\Dostałam produkt pełnowymiarowy 7g. Jego cena to 27 zł. To nie tak dużo, a produkt zapowiada sie obiecująco - ma wygładzać skóre na powiekach, wyrównywać koloryt i utrwalać makijaż oka nawet do 15 godzin.

 

GLYSKINCARE  Hydrating Eye Cream EyePro 3* Compleź

czyli mój wymarzony krem pod oczy. Też pełnowymiarowy produkt - 15ml/40 zł.

 Krem ma robić to, czego własnie oczekuję od takiego kosmetyku - zmniejszać opuchliznę i redukować cienie pod oczami poprzez poprawę mikrocyrkulacji. Nie mogę się doczekać, kiedy zacznę go testować, ale najpierw muszę skończyć mój obecny specyfik.

 

 

HAPPYMORE SKIN CARE HappyMore BB

 

bardzo miniaturowa miniaturka - to ten najmniejszy produkt na zdjęciu.

Cena pełnowymiarowego trochę odstrasza - 203zł/30ml

Żeby mi sie tylko za bardzo nie spodobał! To już mój drugi krem BB. Teraz używam z Yves Rocher. Chętnie je porównam.

Skład ma dobry, bo zawiera kwas hialuronowy, ekstrakt z dzikiej róży i naturalny filtr przeciwsłoneczny. Moze być stosowany jako podkład.

 

 

LIERAC Luminescence Serum

 

czyli po prostu serum rozświetlające do twarzy. Kosmetyk z gatunku fanaberii. Na pewno nie kupiłabym pełnowartościowego prodyktu - 246zł/30nl! I jaki "cud" moze on z moją twarzą uczynić? Przekonam się, czy wydobędzie "wewnętrzne światło" z mojej skóry, jak obiecuje.

 

To tyle o GLOSSYBOX. Aha, dodam jeszcze, że zamówiłam sobie pakiet trzymiesięczny za 132zł, co daje 44 zł za pudełko. Myślę, że warto. Opłaca się to ze względu na wartość otrzymywanych produktów i możliwość poznania kosmetyków ekskluzywnych, których nie kupiłybyśmy w pełnym wymiarze. A radość przy otwieraniu pudełka - bezcenna.

 

PS.

W pudełku był jeszcze kupon z kodem rabatowym na 20% na zakupy w sklepie inernetowym answear.

 

 

 

A teraz moja duma - nagroda z kwartalnika "SAMO ZDROWIE". Szkoda, że zrezygnowali z tych konkursów, w których wystarczyło wysłać sms-a z odpowiednim hasłem przypisanym do określonej nagrody fundowanej przez sponsora i można było wygrać naprawdę fajne rzeczy. Ja kiedyś wygrałam książkę o odchudzaniu, a teraz zestaw kosmetyków naturalnych ńatura Officinalis: balsam do ciała i masło do ciała.

 

 

Obydwa produkty są naturalne i bardzo ekologiczne, począwszy od opakowania - są w szklanych słoikach, a papier wygląda na wyprodukowany z makulatury. W 98% zawieraja składniki naturalne. Nie zawierają: parabenów, kompozycji zapachowych, które często uczulają, a także sztucznych barwników i silikonów. Marzenie! Już się nie mogę doczekać, az zacznę sie nimi smarować, ale najpierw muszę skończyć moje masło kakaowe.

 

Tym miłym akcentem kończę mój wpis.

 

 

 



 
1 , 2 , 3
Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody