Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS
środa, 06 listopada 2013

    Nieco opóźnieni, ale tak to bywa, gdy się człowiekowi zachciało kwalifikacje podnosić i dokształcać. Skoro jednak człowiekowi zachciało się też bloga prowadzić...Rozpoczęłam cykl "ulubieńców" i sądzę, wobec braku protestów, że został on zaakceptowany. Nie mogę się więc doczekać, żeby opisać po krótce  najchętniej  używane przeze mnie produkty.

    Zacznę od takiego małego cudeńka:

    Coco Kisses Lip Treatment (Kokosowy balsam do ust) Bomb Cocmetics nabyłam zupełnie przypadkiem, z czystej ciekawości w ramach jednego z weekendowych szaleństw zakupowych. Skusiłam się na promocję: 12zł zamiast 15zł, ale wart  jest zapłacenia nawet pełnej ceny. Cudnie pachnie naturalnym kokosem, nie żadną chemią, podobnie smakuje, a przede wszystkim świetnie nawilża i regeneruje usta, nie pozostawiając na nich ani jednej suchej skórki. Ma sztywną, twarda konsystencję, ale topnieje pod wpływem dotyku. Może opakowanie nie jest najbardziej higieniczne, ale ja używam go tylko w domu, gdy mam czyste ręce. I staram się robić to jak najczęściej. Nie przypominam sobie, żebym posiadała kiedyś produkt, który tak skutecznie i w przyjemny sposób troszczył się o moje usta. Na zdjęciu tego nie widać, ale to naprawdę maleństwo - pojemność 9ml, choć wydajność imponująca.

     Kolejny produkt to też pielęgnacja. Trochę się wahałam, czy o nim napisać, bo nie jest szeroko dostępny i cena...Jeszcze mnie za snobkę jakąś uznacie. Jednak prawdziwie pokochałam phenome Milky-Almond Regenerujące masło do ciała, choć wiem, że sama nigdy nie zdecydowałabym się na zakup tego rodzaju produktu, za którego opakowanie o pojemności 200ml płacimy 147zł!

    Przypomnę Wam jednak, że ja dostałam ten kosmetyk od GIFTBOX w ramach nagrody za napisanie artykułu na konkurs. Trochę kręciłam nosem na tę nagrodę, dopóki nie weszłam na stronę phenome, nie poczytałam o marce i nie zobaczyłam cen...

    Masło ma bardzo gęstą, aksamitną konsystencję i dobrze się rozprowadza na skórze oraz wchłania. Przeznaczone jest do pielęgnacji suchej i bardzo suchej skóry, świetnie nawilża i regeneruje. Jestem nim po prostu zachwycona, gdy widzę, jak dobrze radzi sobie z najbardziej przesuszonymi partiami ciała, pozostawiając skórę miękką i elastyczną. I ten skład... Podobno w 99,1% naturalny, oparty na wodach roślinnych, naturalnych ekstraktach i olejach.  Nie jest to pospolite "pachnidełko". Nie uwiedzie Was jego zapach, choć ja osobiście lubię ten aromat, z delikatną migdałową nutą.

    Teraz czas na kosmetyki do makijażu. Zacznę od mojego odkrycia w kwestii brwi: Delia Onyks Korektor do brwi.

    Produkt nasz rodzimy, tani (zapłaciłam za niego 17zł z groszami), a spełnia swoje zadania bez zarzutu. Czytałam na temat tego korektora różne opinie: jedni go kochają i wychwalają, inni - wręcz przeciwnie. To chyba zależy od tego, jakie wiąże się z tym produktem oczekiwania. Otóż na opakowaniu napisano, iż przyciemnia, rozczesuje, nabłyszcza, a zatem podkreśla i nadaje wyrazu już istniejącym i rosnącym włoskom. I tak właśnie zadziałał u mnie, i za to go lubię. Jeśli natomiast ktoś oczekuje, że korektor uzupełni jakieś braki i nada brwiom idealnego kształtu, to niestety rozczaruje się i nie pozostawi na nim suchej nitki. Ja polecam - do stosowania zgodnie z przeznaczeniem, oczywiście.

    A teraz będę nudna, gdyż znów jako ulubieńca przywołam kosmetyk z Yves-Rocher, ale nie da rady inaczej. Swego czasu testowałam nowe cienie do powiek tej marki i - chociaż ich kolory zupełnie mi nie podpasowały - sama formuła kosmetyku bardzo mi się spodobała. Postanowiłam więc, korzystając oczywiście z atrakcyjnej promocji, zakupić swój własny cień, w wybranym przeze mnie kolorze.  I tak stałam się posiadaczką Pojedynczego cienia do powiek Intensywne Kolory w odcieniu Złocisty Beż.

    Jest to przepiękny, połyskujący cień, bez żadnych drobinek, o kremowej konsystencji. W ubiegłym miesiącu bardzo często gościł w moim makijażu codziennym - nakładałam go na środek ruchomej powieki dla rozświetlenia spojrzenia i uzyskania efektu 3D. Ale to nie wszystko. Cień ten świetnie sprawdza się w roli rozświetla za nakładanego na kości policzkowe. Pięknie odbija światło i nadaje twarzy świeży, wypoczęty wygląd. Należy jednak zachować ostrożność z jego dozowaniem, gdyż jest mocno na pigmentowany i łatwo przesadzić... Uwielbiam takie wielofunkcyjne kosmetyki.

    W październiku odkryłam na nowo jeden z moich ulubionych niegdyś zapachów: DKNY  Be Delicious.

    Męczę to "jabłuszko" już drugi rok. Najpierw nie mogłam się z nim rozstać, później mi zbrzydło i znowu do niego wróciłam. Wiem, ze niektórzy  określają ten zapach jako banalny, płaski i nieskomplikowany. Ja jednak lubię  w jesienny dzień otulić się aromatem dojrzewających, złocistych jabłek, ciepłym i świeżym zarazem.

 

Na tym lista ulubieńców się zamyka i czas na obiecanego bubla. Może wielkiej krzywdy kosmetyk ten mi nie wyrządził, ale wystarczy, że nie działał, jak powinien. Mam na myśli Płyn micelarny do mycia i demakijażu 3w1 z serii Esencja Młodości Bielenda.

    Płyn od razu wzbudził moją niechęć z powodu bardzo intensywnego, chemicznego, "naperfumowanego" zapachu. Makijażu oczywiście nie usunął, potrzebowałam po jego użyciu umyć twarz żelem. Rano obudziłam się z ciemnymi kreskami pod dolną powieką...Nie odczułam jego działania nawilżającego, matującego ani oczyszczającego. chyba nie dam rady używać go jako tonik, gdyż obficie się pieni na skórze i wcale nie odświeża, a raczej "oblepia" skórę. w tej sytuacji jego cena: ok.13zł za 200ml wcale nie jest kusząca. Ja ten produkt otrzymałam w pudełku ShinyBox. Przetestowałam i nie polecam.

    A może któraś z Was używała kosmetyków opisanych przeze mnie? Może macie inne spostrzeżenia i uwagi? Chętnie się zapoznam z Waszymi opiniami.

wtorek, 05 listopada 2013

    Jeśli śledzicie mojego bloga  od początku, to zapewne wiecie, że mam obsesję na punkcie pielęgnacji okolic oczu i nieustannie poszukuję idealnego kosmetyku, który zaspokoi wszelkie wymagania mojej skóry w tych partiach, a są one (te oczekiwania, nie partie skóry) naprawdę ogromne. Mam obecnie krem bliski tego ideału - naprawdę bardzo poprawił wygląd skóry pod moimi oczami. Nie będę się tu jednak o nim rozpisywać, wspomnę jedynie, że to krem przeznaczony dla bardzo, bardzo dojrzałych kobiet.

     Nie zdziwicie się zatem, że gdy tylko pojawiła się okazja do przetestowania kolejnego kosmetyku przeznaczonego do pielęgnacji okolic oczu, nie mogłam z niej nie skorzystać. I tym sposobem trafił do mnie kolejny kosmetyk z gamy Elixir 7.9 - Energizujący roll-on pod oczy. Jeśli chcecie zapoznać się z pozostałymi kosmetykami z tej gamy oraz uzyskać więcej informacji na ten temat, zajrzyjcie na stronę Yves-Rocher. Zachęcam również, jeśli jeszcze nie czytałyście tego wpisu, do zapoznania się z moja recenzją testowanych przeze mnie kosmetyków z tej gamy (TUTAJ).

    Już na pierwszy rzut oka wygląda intrygująco, z tymi trzema kuleczkami, przypominając nieco głowicę USG...

    Jak zatem ma działać?

- usuwa opuchliznę

- redukuje cienie

- przywraca świeżość i komfort

- rozświetla spojrzenie

- delikatnie masuje skórę wokół oczu

- minimalizuje wygląd zmęczonych oczu

 

Stosowałam ten krem prawie przez miesiąc i mogę już podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami na jego temat.

- masujące trzy kuleczki - to naprawdę świetny pomysł! Jest już sporo kosmetyków typu roll-on z jedną kulką, ale masaż trzema małymi, chłodnymi kuleczkami  przynosi duże odprężenie i daje nieporównywalny komfort naszym zmęczonym oczom. Poprawia mikrocyrkulację, przez co faktycznie zmniejsza opuchliznę, a także wspomaga  przenikanie i działanie substancji aktywnych. Czytałam, że są takie specjalne masażery do okolic oczu, a my dostajemy takie urządzenie razem z kremem, bez dodatkowych kosztów. Należy oczywiście pamiętać o technice nakładania kremu w okolicach oczu. Nie masujemy się po gałce ocznej ani tuż przy linii rzęs! Wystarczy nakładać krem na obrzeżach oczodołu, a u góry - tuż pod łukiem brwiowym. Skóra pod oczami jest tak skonstruowana, ze "zasysa" składniki kosmetyku. Tak więc ogromny plus za kuleczki i potwierdzam, że masaż nimi daje uczucie świeżości, komfortu i wypoczynku dla oczu, nawet jeśli nie zmrużyłyśmy ich przez całą noc.

 

- żelowa konsystencja - lekka, szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej powłoczki.  Z powyższych względów, według mnie, jest to typowy krem na dzień, choć producent zaleca stosowanie go również wieczorem, jako całościowej pielęgnacji okolic oczu. Być może dla mniej wymagającej skóry pod oczami taka pielęgnacja spełniłaby swoje zadanie. Jest to przecież kosmetyk z gamyproduktów opartych na  wyciągach z roślin o działaniu przeciwstarzeniowym, ale moja skóra pod oczami wykazuje oznaki starzenia bardziej zaawansowane niż wskazywałaby jej metryka. Krótko mówiąc - dodatkowo potrzebuję bardziej "treściwego", o cięższej konsystencji kremu, który bardzo dobrze nawilży i odżywi okolice moich oczu. W przypadku tego kremu nie zauważyłam szczególnych właściwości nawilżających, ale też należy przyznać, że takie jego działanie nie było deklarowane.  Dlatego, moim zdaniem, pielęgnację z zastosowaniem Energizującego roll-onu należałoby uzupełnić jakimś produktem nawilżającym. Może wielu z Was wystarczyłaby od czasu do czasu jakaś maseczka pod oczy?

 

- efekt rozświetlenia i  zmniejszenia cieni pod oczami - zauważyłam! Jest to widoczne od razu po nałożeniu kremu. Okolice pod oczami wyraźnie się rozjaśniają, rozświetlają. Z opisu produktu wynika, ze efekt ten jest wynikiem  wykończenia z drobinkami, ale bez obaw. W kremie nie ma żadnego brokatu i pod oczami nie powstaje efekt dyskotekowy. Jest to raczej połyskująca, jednolita, satynowa poświata - efekt odpowiedniego odbicia promieni świetlnych. Nie jest to sztuczne ani przerysowane. Ja nakładam na ten krem lekki korektor, który bardzo dobrze się rozprowadza i utrzymuje. Korektora używam w minimalnej ilości, a moje spojrzenie jest rzeczywiście świeże i wypoczęte. Tak więc kolejna obietnica co do działania kremu została spełniona.

 

- bezwonność - ogromna zaleta w przypadku kosmetyków stosowanych w tak wrażliwych partiach twarzy

 

- wydajność - wystarczy niewielka kropelka, aby rozprowadzić dokładnie kosmetyk wokół oczu. Opakowanie bardzo ułatwia dozowanie, a wychwalane prze mnie kuleczki - efektywna aplikację. Nic się nie marnuje, jak to czasem bywa w przypadku kremu pod oczy, gdy wyciskamy zbyt dużą ilość produktu.

 

- i w końcu skład kosmetyku, który  jest zawsze atutem marki Yves-Rocher. Tym razem substancje aktywne to wyciągi z 7 roślin, których działąnie przeciwstarzeniowe zostało poparte 9 patentami. Więcej na ten temat przeczytacie na stronie Yves-Rocher

    Podsumowując: bardzo fajny produkt i cieszę się, że mogłam go wypróbować. Na pewno pomaga mi doraźnie przywracając rankiem świeżość mojemu spojrzeniu. W ciągu dnia okolice moich oczu wyglądają naprawdę ładnie i jestem zadowolona z działania tego kosmetyku, gdyż sprawdził się i wywiązał z obietnic, jakie złożył producent. Myślę, że dla wielu z Was to może być świetny wybór, jeśli na razie potrzebujecie tylko lekkiego kremu, który zadba o Wasze spojrzenie, ale też zabezpieczy Was na przyszłość, opóźniając oznaki starzenia i łagodząc pierwsze jego oznaki.

    Cena regularna produktu: 105zł/15ml

    Energizujący roll-on pod oczy  można kupić w internetowym sklepie Yves-Rocher.

 



Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody