Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS
środa, 27 marca 2013

W tym przedświątecznym czasie miałam juz dać sobie spokój z blogowaniem, testowaniem i recenzowaniem, ale...Byłam ostatnio w centrum i przy okazji załatwiania swoich spraw wstąpiłam do kilku sklepów, z rzadka przeze mnie odwiedzanych. Nie będzie to jednak haul, lecz moje wrazenia zwiazane z jednym, zakupionym przeze mnie kosmetykiem. Maska z naturalnego jedwabiu pod oczy Rozmaryn ORIENTANA po prostu mnie zachwyciła i nie mogłam się powstrzymać, żeby sie z Wami tym nie podzielić.

Produkty ORIENTANA nie sa mi obce, gdyż używam od jakiegoś czasu maski-kremu z aloesem i bardzo mi sie ten kosmetyk podoba. Czytałam trochę o produktach tej marki na ich stronie i maski z jedwabiu bardzo mnie zaintrygowały. Chciałam nawet złożyc zamówienie na ich stronie, ale zakup jednej maski w cenie 15zł + koszt wysyłki wydawał mi sie nieopłacalny. Ostatnio dowiedziałam się, że kosmetyki ORIENTANA są dostępne na stronie empik.com, co było juz bardziej kuszącą ofertą, gdyż zamówienie mogłabym odebrać w pobliskim salonie empik, nie płacąc za przesyłkę. I wtedy odkryłam w moim rodzinnym mieście drogerię JASMIN. Nie wiem, czy ona tam była, a ja nie zwracałam uwagi na ten sklep, czy też otorzono ja niedawno. Istotne jest, że w tej drogerii dostępne sa kosmetyki ORIENTANA, z czego ja skwapliwie skorzystałam i zakupiłam maske z rozmarynem, w cenie także 15zł.

 

Maska wykonana jest z naturalnego jedwabiu produkowanego w Japonii i ma postać dwóch płatków w kształcie litery C, nasączonym biopeptydami i wyciągiem z rozmarynu (i kilkoma innymi składnikami aktywnymi, o których później). Płatki sa bardzo delikatne, silnie nasączone, idealnie dopasowują się do okolic oka. Przylegają ściśle i nie ma obawy, że się zsuną, dlatego nie wymagają pozycji leżącej. Jedwabna tkanina o takim kształcie, dopasowująca się do kształtu oka, umożliwia aplikację aktywnych składników w miejsca trudno dostępne dla tradycyjnych płatków stosowanych pod oczy. Zaraz po nałożeniu odczuwa się przyjemne chłodzenie i ukojenie. Płatki trzyma się 25-30 minut, po czym zdejmuje sie je i...efekt jest natychmiastowy, tak jak obiecuje producent.

Maseczka ma za zadanie likwidować opuchliznę, podkrążenia, drobne zmarszczki mimiczne i przywracać jędrność - i ja to potwierdzam, w szczególności jesli chodzi o te "worki" pod oczami, ale takze poprawia elastyczność skóry pod oczami i wyraźnie ja wygładza. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, ze jest to najskuteczniejsza maseczka, która zadziałała na moje opuchlizny i podkrążenia pod oczami. Nie zlikwidowała od razu "kurzych łapek", ale na to z pewnościa potrzeba więcej czasu i systematycznego stosowania.  Maskę zaleca się stosować 2-3 razy w tygodniu - mając na uwadze jej cenę, koszt takiej kuracji byłby niemały. Ja pozostanę przy doraźnej aplikacji, od czasu do czasu, gdy szczególnie będzie mi zalezeć na ładnym, zdrowym  wyglądzie.

Maska ma bardzo dobry skład. Jeśli szukacie naturalnego kosmetyku, bez szkodliwych dodatków - produkt jak najnardziej godny polecenia.

Biopeptydy - dzięki sewj małocząsteczkowej strukturze wnikaja głęboko w skórę i pobudzają ja do produkcji włókien odpowiedzialnych za napięcie i gładkość. Stymulują naturalne procesy fizjologiczne w skórze oraz wzmacniaja płaszcz ochronny i zapobiegają działaniu szkodliwych czynników zewnętrznych.

Rozmaryn - działa antyseptycznie i ściągająco. Przyspiesza odnowę komórek skóry, poprawia  krążenie krwi w skórze, co przyczynia się do jej lepszego odżywienia i natlenienia. Wspomaga usuwanie szkodliwych metabolitów, przyspiesza regenerację. Skutecznie likwiduje opuchliznę wokół oczu. Zawiera substancje chroniące skórę przed fotostarzeniem.

Alantoina - nawilża, łagodzi, regeneruje

Kolagen roślinny - nawilża, poprawia elastyczność

Korzeń lukrecji - działa antyoksydacyjnie, kojąco, regeneracyjnie

Kwas hialuronowy - opóźnia  procesy starzenia się skóry.

 

Kosmetyk bardzo ciekawy, godny polecenia i wypróbowania, chociazby tylko jednorazowo. Są jeszcze dwa inne rodzaje masek pod oczy, chyba bardziej przeciwzmarszczkowe, odzywcze. Ja wybrałam rozmaryn ze wzgędu na najsilniejsze działanie przeciw obrzękom - i sprawdził się. Dostępne sa równiez maski z jedwabiu na całą twarz, też w cenie 15zł. Nyslę, że będzie to mój następny zakup w drogerii JASMIN.

wtorek, 26 marca 2013

Wczoraj otrzymałam moje drugie pudełko ShinyBox, na które z utęsknieniem oczekiwałam. Zawartoś okazała sie całkiem przyjemna.

 

 

W pudełku znalazły sie cztery pełnowymiarowe kosmetyki oraz jedna miniaturka.

Od miniaturki moze zacznę. Jest to lakier do paznokci  OPI w kolorze jagodowym, wydaje sie miec metaliczny połysk, przynajmniej przez opakowanie tak widać. Jest to lakier znanej firmy, bardzo popularny i nieraz o nim słyszałam: jest zarówno bardzo chwalony za długotrwałość i szeroką gamę kolorów, jak i pojawiaja sie gósy, że jest przereklamowany. Z radością zapoznam sie z num. Chyba nie zdecydowałabym sie na zakup pełnowymaiarowego produktu, skoro za 15 ml płacimy ok.42zł.

Pozostając przy produktach do makijażu kolejnym jest ORIFLAME Potrójna pomadka Triple Core Trend Edition w kolorze Pink. Nie wiem, jak ten "pink" wygląda, podejrzewam, że jest intensywny, ale nie otwierałam jej jeszcze. Używam obecnie wielu produktów do ust i nie chcę, żeby tyle było na raz otwartych, bo nie zużyję i pójdą w kosz. Niech poczeka do lata, jesli się nie mylę i będzie to intensywny róż, to w lecie do lekkiej opalenizny i bardziej kolorowych ciuszków będzie jak znalazł. Pomadka ma ciekawe opakowanie.



Zainspirowana graficznymi wzorami dzikich kwiatów limitowana edycja  wyjątkowych pomadek Triple Coresw trzech nowych, odważnych odcieniach. Czyli ten róż może być naprawdę ...mocny, mówiąc delikatnie. Pomadka kosztuje  35 zł/4g.

Kolejny pełnowymiarowy kosmetyk do makijazu to MAYBELLINE cienie Colour Tatoo24hr. Od dawna miałam ochote na te cienie, ale mam te swoje KOBO i Ingloty, więc nie mogłam sie zdecydować i proszę bardzo - ShinyBox zdecydował za mnie, że powinnam je przetestować, a ja to zrobię bardzo ochoczo.  Dostałam cień o numerze 36 - On and on Bronze - średni brąz, który, jak widać przez przykrywkę, na pewno nie jest matowy, bo połyskuje lekko. Cena produktu to 25zł/4ml.

Teraz pora na pielęgnację. Pierwszy pełnowymiarowy produkt to ORIFLAME Maseczka do twarzy Pure Nature. Hmm...Do kosmetyków  kosmetyków tej marki jako,,,,,,s nie mam przekonania. Niby są przyjemne, ale wydaje mi się, że w ogóle nie działają.  Ja dostałam oczyszczającą maseczkę z glinką i organicznym ekstraktem z łopianu - zabrzmiało zachęcająco, zwłaszcza po moim krótkim kursie maseczek. Sa jeszcze inne rodzaje: nawilżajaca z organicznym ekstraktem z białej herbaty oraz złuszczająca z ekstraktem z jaśminu. Produkt kosztuje 20zł za 50ml.

I  na koniec pełnowymiarowy produkt do pielegnacji - DELIA Masło do ciała Dermo System. Dostępne jest w czterech rodzajach: antycellulitowe, nawilżające, regenerujące i brązujące. Moje jest regenerującym, witaminowym koktajlem owocowym. Nie otwierałam oczywiście, ale na wieczku ma obrazek przedstawiajacy czarne, czerwone i białe porzeczki, powinno więc pachniec smakowicie. Masła zawierają naturalne woski, masło Shea oraz olej sojowy. Cena produktu to 11zł/160ml.

Nadal pozostaję zadowolona z mojego ShinyBoxa. Przede mną jeszcze jedno pudełko w kwietniu, które przyjdzie dopiero po 20-tym...

niedziela, 24 marca 2013

Dzisiaj nadeszła pora na maseczki, które cieszą sie chyba największa popularnością, a mianowicie na maseczki oczyszczające. Właściwie to zajmę się tylko jedną maseczką, którą ostatnio przetestowałam, a jest to maska oczyszczająca z glinką szarą firmy ZIAJA.

Maseczkę tę dostałam już jakiś czas temu jako gratis do zamówienia ze sklepu internetowego. Nie wiem, ile kosztuje, ale zapewne mniej niż 2zł. Pojemność maseczki to 7ml i ja zazwyczaj tyle na raz nie zuzywam, ale tym razem nałożyłam grubą jej warstwę bez pozostawiania zadnych resztek.

Maseczka ma kremową. gęstą konsystencję, która dobrze się rozprowadza, jednak stanowiła dla mnie pewien problem przy zmywaniu. To było tak, jakbym próbowała zmyć grubą, niewchłoniętą warstwę kremu, który rozmazuje się po całej twarzy. Musiałam wspomóc się papierowym ręcznikiem. Poza tym żadnych innych uciążliwości nie odnotowałam. Zapach przyjemny, delikatny, nie narzuca się. Maseczkę pozostawiłam na 15 minut, zgodnie z zaleceniem, i nie zmieniła się w skorupę na mojej twarzy, nic nie ciągnęło i nie piekło

Czego możemy się po niej spodziewać?

Maseczka przeznaczona jest dla cery mieszanej, tłustej i trądzikowej. Głównym zadaniem maseczki, bazującej na glince szarej,  jest oczyszczanie i zmniejszenie widoczności rozszerzonych porów

W tym miejscu kilka słów o glince. 

Argilloterapia to terapia wykorzystująca dobroczynne działanie glinki - może sie do krzyżówki przydać.Głównym składnikiem glinek jest krzem, który wpływa na poprawę elastyczności skóry, wzmacnia naczynia krwionośne oraz działa przeciwzapalnie. Są różne rodzaje glinek, o różnych kolorach i właściwościach: glinka zielona, czerwona, biała, szara, zżółta...może jeszcze jakieś inne.

Glinka szara słynie ze swoich właściwości oczyszczających. Zawiera siarkę, magnez, wapń i mangan oraz mikroelementy, takie jak krzem, glin i żelazo. Normalizoke pracę gruczołów łojowych, zapobiega powstawaniu podrażnień wywołanych nadmierną produkcją sebumDziała ochronnie na naskórek i zapobiega nadmiernej utracie wilgotności.

W składzie maseczki odnajdziemy również kompleks proteinowo-cynkowy, który łączy antybakteryjne właściwości cynku z łagodzącym działaniem protein.

Prowitamina B5 oraz alantoina skutecznie łagodzą podrażnienia i mają właściwości kojące.

I czas na moje spostrzeżenia:

Skóra po zastosowaniu maseczki jest odczuwalnie bardziej miękka i wygładzona, jej struktura wydaje sie bardziej jednolita. Ja nie mam problemów z rozszerzonymi porami i nie wiem, w jakim stopniu może ona poprawić ich wygląd. Na pewno matowi skórę, nawet mój nos, który ma tendencje do świecenia się. Miałam też na twarzy pewną małą krostkę, która zamierzała przemienić sie w większą niedoskonałość, ale została jakby przysuszona i spacyfikowana. Ogólnie miałam uczucie ukojonej, uspokojonej skóry - całkiem przyjemne. Ta miękkość i gładkość skóry utrzymała sie nawet następnego dnia rano.

Zupełnie przyzwoity produkt, warto wypróbować. Krzywdy na twarzy nie zrobi, a nawet mozna się spodziewać jakiegoś pozytywnego efektu.

Można też zakupić sobie glinkę w czystej postaci, jako proszek, z którego w domowym zaciszu sporządza się papkę, dodając odpowiednia ilość wody. Taką maseczkę można wzbogacić, dodając zamiast wody napar z odpowiedniego dla naszych potrzeb gatunku ziół. Jeśli chodzi o właściwości ściągające to skutecznym ziołem jest szałwia, stymulująca zamykanie rozszerzonych porów. Ponadto właściwości oczyszczające wykazuje pokrzywa (mozna użyć gotowych herbatek w saszetkach), stosowana zwłaszcza do pielegnacji cery tłustej. Popularna mięta również działa ściągająco, a lawenda łagodnie oczyszczająco, łagodząco i przyspiesza gojenie się drobnych podrażnień.

Do tematu maseczek oczyszczających na pewno jeszcze powróce i podam kilka domowych receptur na ich przygotowanie.



piątek, 22 marca 2013

Moze to wina tych klimatów jak zza koła podbiegunowego, gdzie zima trwa wiecznie, ale jakiś czas temu w Rossmannie po prostu  zapragn e  lam kontaktu z pachnącymi słońcem truskawkami, nawet niech będą w formie maseczki. Myśli te naszły mnie w momencie, gdy grzebałam na półce z produktami Rival de Loop, szukając moich ampułek, o których już pisałam. Tuż obok leżała całkiem apetyczna, podwójna maseczka do twarzy Truskawka & Wanilia na dobre samopoczucie, odżywcza.

 

 

Lepszej zachęty nie było mi potrzeba. Zakupiłam ją, a kosztowała chyba 3,69zł/2*8ml, na pewno mniej niż 4zł.

Uległam zachciance, ale w domu jakoś mi przeszło i maseczkę wypróbowałam dopiero po dwóch tygodniach.

Może stało się tak dlatego, że wiązałam z nią duże oczekiwania, spędzenia miłego kwadransa w aromacie truskawek i wanilii, uzyskując dodatkowo efekt pięknej cery...Maseczka bardzo mnie rozczarowała pod każdym względem. Wyglądała całkiem przyjemnie, jak aksamitny jogurt truskawkowy, bez widocznych owoców. Jednak jej zapach...też był taki spożywczy, ale tak pachną produkty o smaku truskawkowym sztucznie aromatyzowane, które żywej truskawki na oczy nie widziały. Zapachu wanilii w ogóle nie mogłam początkowo wyczuć, dopiero po chwili uchwyciłam nutę cukru wanilinowego.

Maseczka ma ożywiać, skórę, dodawać jej blasku oraz dzięki czynnikom zatrzymującym wodę, chronić skóre przed wysuszeniem. Dodatek wanilii ma służyć rozpieszczaniu zmysłów.

Ja nic z tych rzeczy nie odczułam. Trzymałam maseczkę przez 15 minut, po czym jej pozostałości wmasowałam w skórę, ale moja skóra jakby nie chciała jej przyjąć. W efekcie miałam twarz jakby mokrą, tłustą, niczym po olejowaniu. Gdy  dalej masowałam, to "coś" na mojej twarzy zaczęło się kruszyć, a ja musiałam to po prostu zmyć wodą i żelem do mycia twarzy. Spektakularnych efektów dla mojej cery nie dostrzegłam, a zamiast dobrego samopoczucia i odprężenia zirytowałam się. chyba nawet nie zuzyję tej drugiej porcji. Dla mnie - bubel, a przynajmniej nic wartego polecenia.

Przeniesmy się więc w marzeniach do tych dni czerwcowych, gdy zewsząd kuszą soczyste, pachnące truskawki...Jedyny owoc, który lubię i jem, naprawdę. Służą każdemu, chyba że ma sie pecha i alergię pokarmową.

Nie będę tu wypisywać peanów na cześć truskawek, lecz podam fakty. Truskawki zawierają więcej witaminy C niż cytrusy, a zatem maseczki z nich wykonane również doskonale rozfaśniaja skórę, dodaja jej blasku. Ponadto zawierają witaminę A, która wpływa na opóźnienie procesów starzenia sie skóry, a także witaminę PP i witaminy z grupy B, co wpływa na dobre odżywienie skóry. Maseczki z truskawek nawilżają skórę, przyspieszają regenerację naskórka, likwidują drobne przebarwienia poprawiając jej wygląd oraz maja działanie ściągające, co ma istotne znaczenie dla skóry z rozszerzonymi porami.

Przed zastosowaniem każdej z maseczek truskawkowych, jak zreszta w przypadku wszystkich maseczek na bazie owoców, dobrze jest zrobić próbę uczuleniową na jakimś małym fragmencie skóry. Jest to istotne zwłaszcza w przypadku osób reagujących często uczuleniami na działanie takich intensywnych czynników, a maseczki z kwasami owocowymi, choć zdają się takie niewinne, maja bardzo intensywne działanie na skórę.

Zacznę może od typowej maseczki rozświetlającej, która nawiązuje do poprzedniego tematu, czyli przywracania blasku przygaszonej, zmęczonej skórze.

Kilka truskawek, ważne, żeby były dojrzałe ugnieść na miazgę, połączyć z łyżką jogurtu naturalnego i dodać kilka kropli cytryny. Trzymać na twarzy przez 10 minut, po czym zmyć letnią wodą.

Podobne działanie wykazuje maseczka truskawkowo-malinowa: po prostu rozgniatamy kilka malin i truskawek, a papkę trzymamy na twarzy przez 20 minut. Maseczka ta również doskonale wpływa na rozszerzone pory.

I jeszcze jedna maseczka poprawiająca kondycję i  wygląd zmęczonej skóry.

Strawberries & Cream  - dosłownie!

Rozgniatami kilka truskawek  i łączymy z łyzką śmietany kremówki. Standardowe 20 minut na buzi i zmywamy letnia wodą.

Kolejna maseczka ma działanie nawilżające i odświeżające.

Kilka truskawek rozgnieść, dodać  2 łyzeczki oliwy z oliwek i 4 łyżeczki naturalnego twarożku. Zmyć po 20 minutach letnią wodą.

Maseczka ujędrniająca, wygładzająca, wybielająca, o działaniu przeciwzmarszczkowym.

Kilka truskawek rozgnieść, dodać łyzkę oleju sojowego. Zmyć po 20 minutach letnią wodą.

I jeszcze jedna propozycja - na twarz, szyję i dekolt. Nawilża, odżywia, wygładza i usuwa martwy naskórek.

Kilka truskawek rozgnieść, dodać łyżkę mleka i płaską łyżkę dowolnej mąki. Pozostawić na twarzy, szyi i dekolcie przez 15-20 minut i zmyć letnia wodą.

Mam nadzieję, że w czerwcu wrócicie do tego posta i kilka niezjedzonych owoców trafi nie do Waszych buziek, ale na buzie, żeby były jeszcze ładniejsze.



środa, 20 marca 2013

Zima ustępuje, co do tego nie mam wątpliwości, sądząc po tym, jak wiosennie pachnie dziś powietrze...Niestety, w promieniach wiosennego słońca rzeczy zdają się być bardziej brudne, szare i  nieatrakcyjne. Nie wyłączając mojej cery, która nie dość, że blada, to jeszcze stała się, jak to określają "ziemista" i taka jakaś bez blasku i witalności.  Krótko mówiąc - moja skóra bardzo się zimą zmęczyła i woła SOS.

W takich sytuacjach trzeba sięgnąć po jakiś produkt działający kompleksowo, o skoncentrowanej sile, a takim kosmetykiem jest własnie serum. Możecie się zdziwić, że nie maseczka, ale to serum występuje w saszetkach, wygląda więc zewnętrznie jak maseczka i na półce wśród maseczek leży. Podciągnęłam więc serum intensywnie regenerujące do cery zmęczonej z Perfecty pod kategorię maseczek, tym bardziej, że w dalszej części chciałabym podać kilka wyszukanych przeze mnie przepisów na domowe maseczki poprawiające kondycję i wygląd skóry na przednówku.

 

 

Serum jest polecane dla każdego rodzaju skóry po 30 r. życia, zwłaszcza dla skóry szarej, matowej i zmęczonej  celem usunięcia oznak zmęczenia. W swym składzie zawiera skoncentrowaną witaminę C, której dobroczynne działanie dla poprawy kondycji i wyglądu skóry jest powszechnie znane i wykorzystywane w produkcji kosmetyków. Perfecta ma całą linię kosmetyków dla zmęczonej skóry z witaminą C, ale ja, prawdę mówiąc, nigdy ich w drogerii nie widziałam, może po prostu nie zwracałam na nie uwagi w gąszczu innych produktów. Witamina C sprawia, że skóra staje się bardziej promienna, jednolita, zmarszczki ulegają spłyceniu, a struktura skóry bardziej zwarta. Witamina ta jest bowiem niezbędna do  syntezy kolagenu i stymuluje jego produkcję.

Poza witaminą C w serum znajduje się  Bio-Fosfor, który dodaje skórze potężną dawkę energii dotleniając ją, Baobab LIFT - gwarantuje natychmiastowy lifting i wygładzenie skóry oraz olej karotkowy ożywiający cerę i nadający jej zdrowy koloryt.

Saszetka ma pojemność 10 ml, a jej zawartość przeznaczona jest na twarz, szyję i dekolt. Ja nałozyłam ją tylko na twarz i szyję, średniogrubą warstwą. Myślę, że wystarczy mi jeszcze na co najmniej jeden raz. Resztę przełożtłam do słoiczka po kremie KANEBO, bo nie cierpię, jak mi się otwarte saszetki po łazience walają.

Serum ma kremową konsystencję i zapach, który przywodzi mi na myśl zapamietany z dzieciństwa zapach oranżadek w proszku o smaku cytrynowym. Z czasów współczesnych to chyba gazowane napoje typu "lemon", ale nie jest to zapach niemiły, wręcz przeciwnie. Na skórze serum daje lekko żółte zabarwienie, wchłania się powoli, ale całkowicie. Można stosować je na dzień lub na noc, zamiast kremu lub pod krem. Ja nałożyłam serum wieczorem i rano byłam naprawdę zadowolona z jego działania. Promienny blask mojej skóry nie oślepił mnie wprawdzie w odbiciu lusterka, ale moja twarz wyglądała zupełnie ładnie.  Skóra wyglądała jak po odpowiednio długim odpoczynku pełnym kolorowych snów albo też sprawiała wrażenie świeżej i dotlenionej jak po spacerze. Oczywiście żadnych zagnieceń nie stwierdziłam. Umyłam buzię usuwając ten żółtawy nalot i okazało się, że  wyglądam na zdrową, dzierską dziewuchę z wyrównanym, ładnym kolorem skóry. A co to będzie, jak zacznę stosować ten specyfik regularnie, 2 razy w tygodniu? Polecam. U mnie się sprawdził, choć moze to być moja subiektywna ocena. Serum kosztuje 2,39 zł, kupiłam je w Drogerii Natura.

I teraz pora na witaminowy koktajl dla naszej skóry w wersji "bliżej natury".  Stosowany tym razem zewnętrznie, z wykorzystaniem soku z cytryny lub pomarańczy.

Maseczka cytrusowa:

Do łyżki soku z cytryny lub pomarańczy dodać kilka kropli oliwy z oliwek i wymieszać z wcześniej roztrzepanym żółtkiem. Trzymać na twarzy 20 minut po czym spłukać ciepłą wodą.

Maseczka cytrusowa złuszcza martwy naskórek, likwiduje szarość i rozświetla skórę. Zmniejsza drobne przebarwienia i poprawia koloryt skóry. Tylko ze ja nie lubię, jak mi to żółtko na twarzy zasycha...

Jeśli chcemy porawić koloryt naszej poszarzałej cery i uzyskać efekt lekkiej opalenizny, nie można oczywiście zapominac o marchwi.

Maseczka marchewkowo-miodowa:

Łyżkę surowej marchewki startej na najdrobniejszych oczkach łączymy z żółtkiem (znowu!) i łyżeczką miodu (nie lubię ani smaku, ani zapachu ani lepkiej konsystencji) i nakładamy na twarz na 20 minut, po czym zmywamy ciepłą wodą.

Strasznie wybrzydzam, a to miała być zachęta do pielęgnacji z wykorzystaniem naturalnych składników...Nie wiem, czy kogoś zachęcę.

Mi chyba pozostanie tylko maseczka ziemniaczana, o której pisałam w notce o żeń szeniu. Wystarczy  rozgnieść ugotowanego ziemniaka z odrobina mleka i takiA papke nałozyć na buzię. Dodaje skórze blasku, zmiękcza ja wygładza i ogólnie nadaje witalności.

A gdyby tak ktoś kiedyś gdzieś zastosował jakąś maseczkę, to prosiłabym tę osobę o króciutki komentarz, czy to działa?



 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody