Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS
czwartek, 25 kwietnia 2013

Kwiecień jeszcze sie nie skończył, a ja juz zdąrzyłam zrealizować ofertę Yves-Rocher z majowej ulotki. Przyznam się, ze poszłam na zakupy do salonu tej marki już następnego dnia po otrzymaniu ulotki. A co tam...Zakupić i zapomnieć o tym, że się zaszalało. Do następnej oferty - jak to zwykle mawiam w takich sytuacjach. Skuszona oczywiście zostałam prezentami, ale miałam też potrzebę kupienia pewnego konkretnego produktu, a także w perspektywie odbiór kosmetyku o wartości 70 zł za uzbierane pieczątki na karcie stałego klienta.

Tym razem może od prezentów zacznę. Ja chyba jestem dziecinna, ale takie gadzety sprawiają mi ogromną radość.

 

Mam mnóstwo apaszek, chustek i szaliczków, a w garderobie z trudem miesci sie moja kolekcja torebek, ale...musiałam je mieć. Szaliczek jest cieniutki, bardzo zwiewny, można skomponować go z jakimś letnim strojem. Torebka ma śliczny kolor. Jest to taka sakiewka, ściągana paskiem i bez zadnych przegródek w środku. Ot tak, zeby wyskoczyć gdzieś z portfelem i telefonem oraz z kluczami. Nic ponad, zeby się bałagan w środku nie zrobił.

Jeśli o zakupy chodzi, to miałam do wykorzystania rabat 40% na dowolny kosmetyk i 50% na produkt do twarzy.

Znizkę 40% wykorzystałam na mój ulubiony wiosenny, a właściwie letni i to na upalne dni zapach, czyli na wodę toaletową Naturelle.

Odkryłam ją kiedyś zupełnie przypadkiem, gdyż nigdy nie interesowały mnie zapachy Yves-Rocher i nawet nie miałam ochoty wąchać ich w czasie zakupów w salonie. Kiedyś zdarzyło się, że do zamówienia drogą wysyłkową jako tzw. gratis dostałam buteleczkę wody toaletowej Naturelle. Trochę czasu mięło, zanim zdecydowałam się jej użyć, nie spodziewając się niczego ciekawego. I tu sie myliłam. To MÓJ zapach. Szczególnie dobrze sprawdza się w gorące, letnie dni, gdy większość zapachów dusi, męczy i przyprawia o ból głowy. Nie tylko ja się nim zachwycam. Wiele obcych osób zadaje mi pytanie: Czym Pani pachnie? niezwykła jest świeżość tego zapachu, który będąc subtelnym, lekkim ma w sobie to "coś", co czyni go niebanalnym i intrygującym. To nie jest zwykły "odświeżacz", płaski i nieskomplikowany. To po prostu zapach zaczerpnięty z natury. Dominuje w nim jaśmin i kwiat brzoskwini, z dodatkiem ambry, piżma i cedru. Został opisany jako zapach dla osób spontanicznych, pełnych energii i pewności siebie oraz wesołych, czyli nie powinien do mnie pod zadnym względem pasować. A pasuje idealnie. aha i jeszcze jedna dziwna sprawa. Kiedy wącham tester na papierku, to wcale nie robi na mnie takiego wrażenia.  On chyba tylko tak działa na mojej skórze i wspaniale sie z nia komponuje.

Cena regularna tej wody toaletowej to 125zł za 75ml, przy czym  na mojej skórze zapach ten jest bardzo trwały i długo się utrzymuje, w przeciwieństwie do innych znanych mi wód toaletowych.

Skusiłam sie oczywiście na zakup kosmetyku do pielegnacji twarzy za połowę ceny i wybrałam koncentrat nawilzający z serii Hydra Vegetal.

Myślę, ze będzie to fajny kosmetyk na lato i cieplejsze wiosenne dni, gdy nie chcemy, żeby twarz sie nam kleiła. Koncentrat ma ultra lekką konsystencję, w ogóle nietłustą i błyskawicznie się wchłania. Efekt nawilzenia odczuwalny jest niemal natychmiast. Jest to produkt należący do linii kosmetyków przeznaczonych dla cery odwodnionej i jego zadaniem ma być intensywne, dogłębne i długotrwałe nawilżenie.

Składniki aktywne koncentratu to wyciąg z soku klonu kanadyjskiego, wyciąg z soku agawy niebieskiej bio z Meksyku, wyciąg z aloesu bio oraz masło karite. Zawartość substancji aktywnych jest trzykrotnie bardziej skoncentrowana niż w kremie-żelu, też zreszta bardzo dobrym.

Cena regularna koncentratu to 72zł/30ml. ja zapłaciłam 36zł.

I ukoronowanie mojej wizyty w sklepie - wybór nagrody. Mogłam wybrać kosmetyk droższy niż 70zł, a reszte dopłacić. Tak też zrobiłam i ...siegnęłam po znany mi już i polubiony żel redukujący cellulit. Jestem z niego naprawdę zadowolona. Moja skóra jest gładka, przyjemna w dotyku, a nierówności spowodowane retencją wody zdaja się mniej widoczne. Oczywiście aplikację żelu wspomagam intensywnym masażem od dołu do góry, znęcając się do upadłego nad swym odwiecznym wrogiem. Az mnie ręce bolą z wysiłku!

Cena regularna to 99zł/150ml. Musiałam wiec dopłacic 29zł.

Po drodze zatrzymałam sie przy  stoisku Golden Rose, gdyż uswiadomiłam sobie, że w moim zbiorze lakierów do paznokci nie ma tej marki. Postanowiłam więc nadrobić braki i kupiłam 2 lakiery, kazdy w cenie 3,20zł.

Takich kolorków potrzebowałam. Klasyczna, czysta czerwień o nr 142 z serii  CLASSICS MINI oraz słodziutki różowy z serii GOLDEN ROSE SWEET o nr 14, obydwa w pojemności 5ml. Jak dla mnie w sam raz.

Jeszcze nie używałam, teraz biegnę szybko zrobić pazurki. Tylko od którego zacząć?

wtorek, 23 kwietnia 2013

Mam ogromna przyjemność zamieścic informację o tym konkursie. nie jestem pierwsza ani jedyna, ale o to chodzi, zeby  dzielić sie fajnymi rzeczami. Już czuję, ze kosmetyki naturalne marki joik moga być super! Ciekawostką jest to, ze kosmetyki JOIK  w przewajacej części sa robione ręcznie.



zasady konkursu sa proste, szkoda tylko, że tak mało nagród - jedynie 2 zestawy. Ale może ktoś z Was będzie mieć szczęście? Warto spróbować. Konkurs trwa do 28 kwietnia. Wszystkie szczegóły TUTAJ.

http://woman-news.pl/konkursy/2286-konkurs-poznaj-nowe-kosmetyki-naturalne-joik

środa, 17 kwietnia 2013

Mam prawdziwa obsesje na punkcie zadbanych dłoni, u siebie i u innych. Bardzo poważnie podchodzę do opinii, że dłonie sa wizytówka kobiety i powiem więcej - kazdego człowieka. Nie będe nawet wspominać, co czuje widząc obgryzione, połamane paznokcie...Wiele dziewczyn pasjonuje sie wręcz pielęgnacja i zdobieniem paznokci, ale ja zwracam też uwagę na całokształt dłoni. Nie toleruję szorstkości, zgrubień, pergaminowej, wysuszonej skóry. Dlatego w kazdej wolnej chwili chodze po domu w bawełnianych rekawiczkach z kremem lub maska na dłoniach. Wśród moich kosmetyków istotne miejsce zajmuje tez peeling do rąk.

Do tej pory stosowałam najczęściej maseczkę z peelingiem z Perfecty i bardzo lubię ten kosmetyk, choć od pewnego czasu w roli maski uzywam po prostu grubej warstwy kremu silnie odżywiającego, nakładanego na dłonie pod rękawiczki. Postanowiłam jednak skusić sie na cos innego i wypróbowałam duosaszetkę zawierajacą peeling do rąk i maskę do rąk znanej mi już firmy Efektima.

 

Porcja zawiera 7 ml peelingu i 7ml maski.  Kosmetyk całkiem przyjemny, ładnie pachnie, choć trudno tak naprawde określić, jaki to zapach.

Peeling zaiera  drobinki z alg morskich w połączeniu z olejem sojowym, dzięki czemu doskonale powinien złuszczać martwe komórki naskórka, a jednoczesnie ukoić i odmładzac skórę.

Stosuje sie go całkiem przyjemnie i działa jak ma działac peeling. Skóra jest wygładzona i miękka.

 

Maseczka natomiast wyprodukowana została na bazie owocu aceroli, która jest najbogatszym źródłem wit. C. Po zastosowaniu maseczki skóra powinna pozostać nie tylko miękka, delikatna w dotyku i odmłodzona, ale również zmniejszyc powinny sie przebarwienia i ujednolicic jej koloryt.

Oczywiście pozytywne działanie jest widoczne, ale nie rzuca na kolana. Zdecydowanie wolę ten zestaw z Perfecty. Działanie produktu z efektimy własciwie niczym nie odbiega od efektu zastosowania zwykłego kremu do rąk.

Nie jest to zły kosmetyk i wcale go nie odradzam. Mozna uzywać, ale w sumie po co?

 

O wiele ciekawsze wydaja mi  sie zabiegi, które mozemy wykonac same w domu, z dostępnych bez trudu składników.

Na początek - propozycje peelingów do rąk.

Peeling kawowy

4 łyżki zmielonej kawy zaląc wrzątkie. Po ostygnięciu odlać płyn, a fusy wmasować w dłonie, po czym zmyć. Zabieg ten stosowany systematycznie pozwoli uzyskać delikatne i odpowiednio natłuszczone dłonie. w tym celu można nabyc sobie jakąś tania kawę zmieloną, która nawet dla gosci sie nie nada, natomiast naszym dłoniom swietnie sie przysłuży.

 

Peelig sony/cukrowy

1 łyzka soli gruboziarnistej lub cukru dokładnie połączyć z łyzka oliwy z oliwek. Powstałą papke wcierać w skórę dłoni, po czym dokładnie spłukać. Nie zapominamy o zaaplikowaniu odzywczego kremu do rąk.

 

Kąpiel w oliwie

To jeden z najprostszych i najskuteczniejszych domowych zabiegów. Oliwę z oliwek (w ilości odpowiedniej do zanurzenia w niej obu dłoni) lekko podgrzewamy, dodajemy kilka kropli soku z cytryny i wyciskamy 2 kapsułki wit. A+E. Dłonie zanurzamy na 10-15 minut, po czym nie myjemy ich tylko osuszamy papierowym ręcznikiem. Skóra na dłoniach jest nawilżona, odpowiednio natłuszczona, odżywiona i i wygładzona, a sok z cytryny dodatkowo rozjaśnia jej koloryt.

 

Bardzo skuteczna jest tez kąpiel w siemieniu lnianym. W tym celu zalewamy kilka łyzek siemienia wrzątkiem i czekamy ok. 10 minut, az wytworzy sie śluz.Mieszamy do konsystencji papki i czekamy, az ostygnie na tyle, żeby bez problemu zanurzyć w to dłonie i trzymać ok. 20 minut. Też nie myjemy dłoni, tylko wycieramy ręcznikiem.

 

Maseczka z żółtka i twarożku

Surowe żółtko utrzeć z kilkoma kroplami oliwy i dodac 2 łyzki twarożku. Papke nałozyć na dłonie i po 15 minutach zmyć.

 

Pzepisy nie sa trudne ani pracochłonne, a co najwazniejsze, naprawdę działają - sama stosuję kąpiel w oliwie i peeling solny. Tak na marginesie, jest to jedno z nielicznych zastosowań dla soli kuchennej w moim domu...



sobota, 13 kwietnia 2013

Wiem, ze nie powinnam zaczynać recenzji od mojej subiektywnej oceny, ale ta maseczka "skradła moje serce" i juz dziś mogę zaryzykować stwierdzenie, iz należeć będzie do odkryć tego roku. Jest to najlepszy produkt z wszystkich testowanych przeze mnie dotychczas maseczek.

Buszując w drogerii wśród wielu maseczek uwagę moją zwróciła saszetka zawierająca maseczkę o intrygującej i obiecującej nazwie "Kleopatra: marki Dermaglin.

Z opisu wynikało, iz jest to produkt w 100% naturalny, oparty  na bazie zielonej glinki kambryjskiej z dodatkiem miodu, olejku różanego i jedwabiu. Ponadto na opakowaniu umieszczono certyfikaty i zdobyte nagrody. Zachęcona tym wszystkim oraz majac przed oczami słynną ze swej urody kleopatrę, wrzuciłam saszetkę do koszyczka. Saszetka była całkiem spora i ciężka - 20g, a kosztowała 5,69zł.

Zastosowałam, zobaczyłam efekt, zakochałam sie od razu - w mojej pięknej skórze i w maseczce.

Na początek może kilka słów wstępu. Dermaglin to polska firma specjalizujaca się w produkcji kosmetyków  wykorzystujących dobroczynne działanie zielonej glinki kambryjskiej, ale równiez zajmująca się jej wydobyciem. Glinka kambryjska jest najstarszą skałą osadową na Ziemi i zawiera ona wszelkie mikro- oraz makroelementy niezbędne człowiekowi. Jej lecznicze własciwości wykorzystywane sa w medycynie, a stosuje się ją zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie - do picia! Nie do przecenienia jest rola zielonej glinki w pielęgnacji ciała.

 

Składniki maseczki:

Na pierwszym miejscu jest rzeczywiście zielona glinka kambryjska - dzięki własciwościom oczyszczajacym działa kojąco, łagodzi podraznienia i aktywuje naturalne funkcje skóry. Wspomaga zdolność skóry do usuwania substancji toksycznych.

Dalej według kolejności:

- jedwab, miód, olej jojoba i olejek różany.

Jak więc widać, żadnych podejrzanych substancji i szkodliwych sztuczności - deklaracja producenta co do "naturalności" kosmetyku w pełni wiarygodna.  Polecam zatem wszystkim fankom pielegnacji naturalnej.

Dzięki tym składnikom skóra jest odzywiona, wygładzona, zatrzymuje wilgoć, co gwarantuje długotrwałe nawilżenie.

Maseczka ma postać ...nieciekawa wizualnie, nie ma co sie oszukiwać. Jest to szarozielona maź, dość gęsta i ciężka, stąd duża waga szaszetki, przy stosunkowo nieduzej objętości - zuzyłam ja na 1 raz, nakładając grubą warstwę. Nie pachnie różami ani miodem - jest to raczej zapach ziemisto-trawiasty. Po nałożeniu momentalnie poczułam mrowienie i silne ściąganie na twarzy, miałam wrazenie, że mięśnie twarzy mimowolnie się kurczą i wykonuję jakies grymasy. Doszłam jednak do wniosku, że tak być powinno - maseczka po prostu zaczyna pracować na mojej skórze. Po kilku minutach...maseczka zmieniła barwę i strukturę. Zobaczyłam, ze moją twarz pokrywa cienka, jakby pergaminowa błonka, której kolor wyblaknął. Ku memu zaskoczeniu maseczkę zmywa się błyskawicznie i bez żadnych problemów, o wiele łatwiej niz kremowe maseczki, które rozmazują sie po całej twarzy. A efekt? Skóra miękka, delikatna w dotyku - nie mogłam przestać jej głaskać... Wygładzone rysy twarzy, ładny, zdrowy koloryt i jakby ujednolicona struktura spowodowane chyba odzywieniem i dobrym nawilzeniem. Ponadto uczucie świeżości, czystości, tak jakby skóra nareszcie mogła swobodnie oddychać. To moja zdecydowana faworytka. Wiem, ze niektóre z Was po jej zastosowaniu moga być rozczarowane, ale z moja skóra bardzo polubiła tę maseczkę i widzę, ze dobrze jej służy. Moze więc każda z nas musi trafić na taki swój kosmetyk wszechczasów?

Przejrzałam tez inne oferty marki Dermaglin i naprawdeę mnie zaciekawiły. Przy następnej wizycie w drogerii rozejrzę się, moze trafię znowu na jakąś "perełkę"?

piątek, 12 kwietnia 2013

Moja skóra znalazła się w nagłej potrzebie! Nie zagłębiając się w szczegóły, stan mojego zdrowia odciska się na niej piętnem i wymaga ona wsparcia ze strony skoncentrowanego i silnie działającego kosmetyku w postaci serum własnie.

W swoim pudełku z maseczkami odnalazłam duosaszetkę zawierającą CASHMERE CARE 35+ HydraLift Antyoksydacyjne serum na dzień i aktywnie regenerujące serum na noc, postanowiłam więc zaaplikować je na moją skórę.

Serum jest przeznaczone dla skóry bardziej dojrzałej, po 35 r.ź, i w dodatku suchej, ale moja skóra obecnie znajduje się w kondycji odpowiadającej wiekowi 50+ - przesuszone policzki, wręcz odwodniona, pergaminowa i to pomimo stosowanej dotychczas pielęgnacji, która przynosiła dobre rezultaty.  Ponadto znam juz tę serię kosmetyków, gdyż używałam kiedyś kremu intensywnie regenerującego na noc, do skóry normalnej i mieszanej. Byłam z niego bardzo zadowolona. Krem miał bogatą, odżywczą konsystencję, ale bardzo szybko się wchłaniał, nie pozostawiał tłustego filmu, a skóra była aksamitna w dotyku. I do tego bardzo przyjemnie, delikatnie pachniał, co w przypadku kosmetyku stosowanego na noc ma dla mnie ogromne znaczenie.

Wracając do serum.  W jednej saszetce znajduje się serum na dzień, do stosowania rano, a w drugiej - na noc. Obydwie saszetki o pojemności 5 ml. Pojemność jednej saszetki wystarczy spokojnie na dwie aplikacje na twarz i szyję. Cena - 4,99zł.



Składniki aktywne:

roślinne komórki macierzyste - odmładzaja skórę i redukuje zmarszczki

kwas hialuronowy - nawilża

olej jojoba - wzmacnia ochronę lipidową

skwalan z oliwek - zapobiega nadmiernemu wysuszaniu skóry

morskie oligosacharydy - dotleniają

mikropigmenty - usuwają oznaki zmęczenia

Serum ma przyjemną, jedwabista konsystencję. Łatwo się rozprowadza, bardzo dobrze się wchłania. Rano zastosowałam je pod makijaż, juz bez zadnego kremu i nie stwarzało zadnych problemów. Podkład rozprowadzał sie doskonale i nawet miałam wrazenie, ze makijaz lepiej wygląda i dłuzej sie trzyma - moze po prostu skóra lepiej sie czuła i dlatego kolorowe kosmetyki lepiej z nia współgrały?

Zużyłam cały duopak, stosując serum 2 razy w tygodniu. Moze nie wywołało ono efektu WOW!, ale moja skóra jest wyraźnie nawilżona,  zregenerowana. Szczególnie dało się to zauważyc po zastosowaniu serum na noc, kiedy rano spoglądałam w lusterko.

Podoba mi się też zapach kosmetyku - jest taki...śródziemnomorski. Nie pytajcie, co to znaczy, ale takie naszło mnie skojarzenie.

Myślę, że kupię ponownie ten produkt i będę go systematycznie stosować. Warto spróbować - może trafi w Wasze upodobania?



 
1 , 2
Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody