Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS
czwartek, 23 maja 2013

http://www.giftbox.com.pl/http://www.giftbox.com.pl/Jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie ogłoszonym przez GIFTBOX, a dotyczącym kosmetyków ekologicznych. dla mnie to sama przyjemność napisać parę słów na ten temat. Nie liczyłam na żadna nagrodę, a nagrodami miały być właśnie GIFT BOXY, bo jak się domyślacie, to kolejne "boxy" z kosmetykami, ale nie tylko. Dodają dużo voucherów, kuponów rabatowych, zaproszeń, przeważnie do sklepów i salonów w Warszawie.

Napisałam, wysłałam i ... wygrałam! Bardzo to miłe znaleźć swój artykuł opublikowany na stronie GIFT BOXA.

A przedwczoraj przyszła moja nagroda...No cóż...Miało to być po prostu jedno z subskrybowanych pudełek.  Oczekiwania miałam spore, skoro subskrypcja za jeden miesiąc to 99zł. Naprawdę spodziewałam się sporej dawki luksusu i ekskluzywności w wersji eko, oczywiście, a tu...

 

Opakowanie mogłoby jeszcze uchodzić za takie siermiężne, ekologiczne, z surowców wtórnych, choć prawdę mówiąc sprawia wrażenie po prostu niechlujne. Wnętrze też rozczarowuje.

Motywem przewodnim jest marka phenome, producent kosmetyków naturalnych, ale z tych droższych, bardziej luksusowych i nie tak rozpowszechnionych, chyba... Z jednej strony - fajnie, że można by zapoznać się z ich produktami, ale to zapoznanie jakoś mnie nie satysfakcjonuje.

W zestawie był jeden pełnowymiarowy produkt tej marki: masło do ciała, milky-almonds. Może być przyjemne, jeszcze nie otwierałam, bo mam na razie inne produkty, które muszę skończyć. Jednak masło do ciała nie jest najbardziej reprezentatywnym produktem, ani tez do specjalnie drogich wśród kosmetyków danej firmy nie należy.



Otrzymałam również 5 mini- kremów  i tu mam największe zastrzeżenia.

Nie zostały nawet podane pełne ich nazwy, tak żebym mogła odnaleźć je i coś o nich poczytać. Nie wiem dokładnie, dla jakiej są skóry, na jaką porę dnia, jak je stosować. Na każdej tubce ręcznie napisano "coś" o produkcie. I tak wiem, że dostałam męski nawilżający, do skóry tłustej, nawilżający, kolejny nawilżający (takie same czy czymś się różnią) oraz do skóry suchej i wrażliwej. Jak te kremy testować, skoro nie wiadomo, czego się spodziewać? Szkoda, bo sama firma zapowiada się ciekawie, szczególnie dla takiej fanki kosmetyków naturalnych, jaką jestem. Czuję więc pewien niedosyt.

Na otarcie łez dostałam całkiem fajny satynowy woreczek na bieliznę z firmy Samanta.

 Do tego otrzymałam kupon rabatowy na kwotę 50zł (przy zakupie za min. 150zł) do zrealizowania w jednym z salonów firmowych (w moim mieście nie ma) lub on line. Raczej nie skorzystam, ale woreczek się przyda.

I jeszcze dwa produkty, które też średnio mnie ucieszyły: błyszczyki do ust Virtual.

Przede wszystkim - nie lubię błyszczyków, a te w dodatku już przez opakowanie wyglądają na takie z drobinkami.Jeden jest bardzo blado różowy w kolorze 144, a drugi - ciemnoróżowy o numerze 145. I jeszcze jedno spostrzeżenie: obydwa maja termin ważności do 09/2013, a mamy już prawie czerwiec, czyli pierwszej swiezości nie są. Raczej z tych, co to nie zeszły i trzeba gdzieś opchnąć.

Podsumowując: cieszę się z nowego doświadczenia, że mogłam zapoznać się z ofertą GIFT BOX bez uszczerbku dla portfela. A może w regularnej subskrypcji te produkty są bardziej satysfakcjonujące>Może tylko nagrody potraktowano tak "po macoszemu"? Byłoby to przykre, gdyż GIFT BOX nie zrobił sobie przez to dobrej reklamy. A wystarczyło bardziej się postarać, a napisałabym pieśń pochwalną na jego cześć...

środa, 22 maja 2013

Tego jeszcze nie było!

Wróciłam wczoraj z podróży służbowej do Warszawy, a tu czeka na mnie paczuszka z ..."szampanami"! To tak na powitanie.



Nie była to dla mnie niespodzianka, gdyż redakcja portalu Prekursorki.pl zawiadomiła mnie, że dostanę te napoje do testowania i nawet zostałam powiadomiona, kiedy zostaną dostarczone. Bardzo byłam ich ciekawa i nie mogłam się doczekać, żeby je zobaczyć. Ale do tej pory nie otworzyłam...Czekam na weekend...

Nie myślcie jednak, ze urządzę balangę i za pomocą tych "szampanów" upije siebie i może jeszcze gromadek gości.

Jak widzicie, jest to duopack - dwie buteleczki, kazda w sam raz dla jednej osoby na jeden raz. Maja one pojemność kazda po 200 ml, zawartość alkoholu 7%. Są to - jak zostało podane na etykiecie - napoje winopochodne, wyprodukowane z włoskiego wina gronowego z dodatkiem soku z brzoskwini, a druga buteleczka - z dodatkiem soku z truskawek.

Producentem jest firma Fiore, jak zrozumiałam, jest to polska firma.

Ciekawe...

Testowanie ma polegać na tym, że jedną butelką dzielę się z koleżanką, wspólnie degustujemy i wypełniamy ankietę. Ja zamierzam zabrać moje "szampanki" ze sobą, kiedy wybiorę się w weekend do mamy i sobie wypijemy z okazji Dnia Matki. Będzie miło, bo tak pić samej do lustra to trochę  mi nie gra...A mój narzeczony  tego trunku nie tknie, już mnie o tym zapewnił. Zresztą facet to nie koleżanka i nie spełniłabym warunków testowania.

Piszę zatem do Was zupełnie na trzeźwo,  choć zakręcona jeszcze jestem po wypadzie do stolicy. Zawsze wracam z przyjemnością do mojego miasta... Oczywiście bez urazy, jeśli czyta to ktoś z Warszawy. Po prostu jestem lokalną patriotką.

Mam jeszcze jedną niespodziankę, która przyszła pocztą, ale to dłuższa historia i zostawię ją sobie na później. Uchylę rąbka tajemnicy - napisałam pewien artykuł na konkurs i zajęłam pierwsze miejsce...

sobota, 18 maja 2013

Już kilka dni temu dostałam paczkę z moimi kremami do testowania. Tym razem poszczęściło mi się na portalu ibeauty.pl, gdzie zorganizowany został konkurs na testowanie nowych kremów Oriflame Optimals. Do rozdania było kilka rodzajów kremów, w zależności od rodzaju cery, a każda testerka miała otrzymać krem do twarzy na dzień i krem pod oczy.

Ja otrzymałam krem do twarzy przeciwzmarszczkowy oraz krem pod oczy.

 



Kosmetyki są pełnowymiarowe: krem do twarzy o pojemności  50ml, a krem pod oczy - 15 ml.

Zauważyłam, że te kremy Oriflame Optimals pojawiają się w różnych konkursach internetowych. Prawdę mówiąc, nigdy nie miałam do czynienia z marką Oriflame, chętnie więc przetestuję kremy. Nie chcę jeszcze pisać o moich wrażeniach, a o skutkach trudno na tym etapie cokolwiek powiedzieć. Jedyne, co mogę stwierdzić, to konsystencja wskazująca na ich bardziej odżywczy charakter.

Radość z kolejnego testowania popsuła mi pewna sytuacja...Ja nie chwalę się dookoła "konkursomanią" czy udziałem w testach, ale ostatnio w czasie luźnej rozmowy z moją dobrą koleżanką, opowiedziałam jej o tym. Myslałam, że doceni frajdę, jaką mi sprawia ta zabawa, a tu...reakcja typowej zazdrośnicy. Wyśmiała mnie niemalże, stwierdziła, że ona nie miałaby czasu na takie bzdury i jest to w ogóle niepoważne zainteresowanie. Żeby mnie pognębić zapytała, czy zbieram etykietki i opakowania po zupkach chińskich, bo można atrakcyjne nagrody...No cóż, niektórzy ludzie tak mają - myślą, że jak innym będzie gorzej, to im się nastrój polepszy...Dobrze, że o blogu nic nie napomknęłam.



niedziela, 12 maja 2013

Postanowiłam wywiązać się z obietnicy bez zbędnej zwłoki i mam dla Was kilka przepisów na domowe maseczki z zielona herbatą.

 

Na początek może kilka słów o zielonej herbacie. dosłownie kilka, bo na temat dobroczynnych właściwości tej herbaty można pisać prace naukowe.

Zielona herbata jest przede wszystkim silnie działającym naturalnym antyoksydantem, co oznacza, ze posiada zdolność zwalczania różnych form wolnych rodników, które szkodzą naszej skórze przyspieszając procesy starzenia.

Zielona herbata zawiera liczne związki, m.in. kofeinę, taninę oraz polifenole, które chronią komórki przed zniszczeniem przez promieniowanie słoneczne.

Zielona herbata działa nawilżająco na suchą skórę, łagodzi podrażnienia, reguluje pracę gruczołów łojowych przez co przeciwdziała powstawaniu zaskórników. działa też antybakteryjnie i przeciwzapalnie, przez co pomaga w walce z trądzikiem i wypryskami skórnymi.

 

A teraz kilka przepisów.

Po pierwsze, bardzo prosty kompres na twarz, będący tańszym odpowiednikiem maseczki z jedwabiu...No może nie do końca, ale jest to sposób na lepsze nawilżenie przynoszący ulgę i komfort suchej skórze. Wystarczy zaparzyć w szklance zieloną herbatę, a po przestudzeniu namoczyć w niej gazę lub muślinową ściereczkę do twarzy. Taki kompres nakładamy na twarz  na ok. 20 minut.

Bardzo prosta w wykonaniu i znana powszechnie jest maseczka zwężająca pory, wygładzająca skórę.

2 łyżeczki zielonej herbaty zaparzyć biorąc 3 łyżeczki wrzątku, po wystudzeniu dodać łyżeczkę mąki ziemniaczanej i bardzo dokładnie wymieszać. Papkę nałożyć na twarz na 20 minut, po czym zmyć letnia wodą.

I na koniec maseczka peel-off nie dla każdego, bo nie każdy lubi tego typu maseczki i nie każdy może je stosować - mam na uwadze cerę wrażliwą, skłonna do podrażnień i naczynkową. Ponadto maseczka ta jest nieco bardziej pracochłonna, ale zapowiada się tak pachnąco i  wręcz smakowicie...

Zaczynamy od sporządzenia naparu zielonej herbaty, z jednej saszetki w szklance wody zaparzamy przez 10 minut. Wcześniej miksujemy  dojrzałe brzoskwinie, tak żeby uzyskać 1/4 szklanki. Można tez użyć kupionego w sklepie gęstego nektaru brzoskwiniowego w tej samej ilości.  Mus brzoskwiniowy i łyzkę żelatyny dodajemy do herbaty, mieszamy, odstawiamy. Następnie wstawiamy do lodówki na ok. 30 minut, aż lekko stężeje i taką galaretkę nakładamy na twarz za pomocą pędzelka. To coś oczywiście zastygnie na naszej twarzy i może ciągnąć! Po 10 minutach zręcznym ruchem zrywamy maskę, a jej pozostałości zmywamy ciepłą wodą.

Maseczka wspaniale nawilża, wygładza, ujędrnia, działa przeciwzmarszczkowo, a także peelingująco.

Podobno jednak najzdrowiej jest pic zieloną herbatę, a jeszcze lepiej zastąpić nią kawę. nie jestem przekonana. Na pewno moje samopoczucie bez codziennej porannej kawy nie byłoby lepsze. Chyba więc poprzestanę na włączeniu zielonej herbaty do mojej pielęgnacji i dam się namówić od czasu do czasu na małą filiżankę...

sobota, 11 maja 2013

Dawno nie zafundowałam mojej skórze żadnej maseczki. Chyba doszłam do wniosku, ze powinna zadowolić się kolagenem, który naprawdę bardzo fajnie działa, nawilża i wygładza moją twarz.

Byłam jednak w okolicach Wrocławskiej Mydlarni, w której oprócz Yankee Candle dostępnych jest mnóstwo kosmetyków naturalnych, w tym ORIENTANA. Wstąpiłam tam po dwie tarty woskowe (lawenda z cytryną i truskawkowy - obydwa rewelacyjne!). I jak tu nie kupić maski z ORIENTANY? Miałam już taką pod oczy, teraz czas na twarz. Zdziwiłam się trochę niemile, bo na stronie internetowej maski te kosztują 15zł, a w sklepie stacjonarnym - 22zł. Raz można sobie zaszaleć...

 

Maska z jedwabnej tkaniny nasączona biopeptydami  oraz wyciągiem z granatu i zielonej herbaty ma właściwości ujędrniające, detoksykujące, rozświetlające i silnie nawilżające. Jedwabna tkanina dostosowuje się do kształtu twarzy, dobrze przylega i pozwala na równomierne dostarczenie cennych składników do wszystkich zakamarków twarzy.

Składniki aktywne:

- biopeptydy roślinne - dzięki swej strukturze głęboko wnikają wgłąb skóry, stymulują naturalne procesy fizjologiczne w skórze, wzmacniają płaszcz ochronny, pobudzają do produkcji włókna odpowiedzialne za napięcie i gładkość skóry;

- granat - zawiera unikalny kwas OMEGA - 5, występujący jedynie w tym owocu, który posiada silne właściwości pobudzające naskórek do odnowy. Zawiera tez mnóstwo witaminy C i E, beta - karoten, polifenole, co sprawia, że jest skutecznym przeciwutleniaczem i chroni przed działaniem promieni UV. Odżywia i rewitalizuje naskórek.

- zielona herbata - posiada silne właściwości przeciwutleniające, blokuje działanie enzymów odpowiedzialnych za rozkład kolagenu. Łagodzi stany zapalne i podrażnienia, regeneruje, zwiększa elastyczność, pobudza ujędrnianie i wzmacnia ukrwienie skóry;

- alantoina - nawilża, łagodzi, regeneruje;

- korzeń lukrecji - działa antyoksydacyjnie, kojąco i regeneracyjnie;

- kolagen roślinny - nawilża, poprawia elastyczność;

- kwas hialuronowy - opóźnia procesy starzenia.

 

Zastosowałam wczoraj wieczorem i były to naprawdę miłe chwile. Na twarz nakłada się płachtę z wyciętymi otworami na oczy, nos i usta. Jest bardzo silnie nasączona. Nie trzeba z nia leżeć, ale nakładać lepiej na leżąco, bo miałam wrażenie, że coś mi będzie spływać po szyi. Zapach - bardzo przyjemny, dominuje zielona herbata, przypomina Green Tea Elizabeth Arden. Po 30 minutach zdjęłam i wmasowałam resztki żelu w twarz. Odczucia nadal bardzo przyjemne, a efekty? Przede wszystkim widoczne jest lepsze nawilżenie skóry, która stała się przyjemnie gładka, bardziej sprężysta.

Na pewno fajnie byłoby stosować ją zgodnie z zaleceniem producenta, czyli 2-3 razy w tygodniu, ale to dość droga przyjemność....

Od czasu do czasu chętnie po nią sięgnę. Są jeszcze dwa rodzaje: z algami filipińskimi i z aloesem.

W domowym SPA chyba żadnego  zamiennika nie znajdę, ale może będzie coś z zieloną herbatą? Obiecuje poszperać.



 
1 , 2
Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody