Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS
niedziela, 29 września 2013

    O moim problemie z odwodnioną cerą pisałam już wcześniej, kiedy sięgnęłam po pierwszy kosmetyk z serii Hydra Vegetal. Wszystkich zainteresowanych problematyka cery odwodnionej, której nie należy mylić z cera suchą, zapraszam do zapoznania się z postem poświęconym serum nawilżającemu z tej serii, gdzie znajdziecie tez kilka informacji na temat przyczyn, objawów i pielęgnacji cery odwodnionej (TUTAJ).

    Wspominałam też, że będę testować kolejny produkt z serii Hydra Vegetal - krem intensywnie nawilzajacy SPF25.

   Jest to nowość, jaka pojawiła się w ofercie Yves-Rocher w serii produktów dedykowanych dla cery odwodnionej. W odróżnieniu od wcześniejszych produktów z tej serii testowany przeze mnie krem nie tylko wykazuje silne właściwości nawilżające, ale dzięki zawartości całkiem wysokiego filtra przeciwsłonecznego (SPF25)  chronić ma skórę przed szkodliwym działaniem promieniowania ultrafioletowego.

    W tym miejscu muszę się Wam przyznać, ze ostatnio sporo naczytałam się i nasłuchałam się o zjawisku fotostarzenia się skóry. Jest to naturalny proces, który zaczyna się w momencie naszego pierwszego kontaktu z promieniowaniem słonecznym, a polega na degeneracji i uszkodzeniu komórek pod wpływem promieni UV.  Na działanie promieniowania ultrafioletowego narażeni jesteśmy za każdym razem, kiedy wychodzimy z domu, niezależnie od pory roku czy stopnia zachmurzenia. Jednym ze skutków tego działania jest zmiana struktury włókien kolagenowych i tkanki łącznej, odpowiedzialnych za utrzymanie gładkiej, napiętej i elastycznej skóry. W efekcie przyspiesza to powstawanie zmarszczek. Ponadto na skórze pojawiają się przebarwienia, zwane plamami starczymi, które sa wynikiem nierównomiernego rozkładu barwnika melaniny. Mając przed oczyma swoją twarz naznaczoną skutkami fotostarzenia zaczęłam zwracać większą uwagę na ochronę przeciwsłoneczną i to nie tylko latem. Mocno utkwiło mi w pamięci przeczytane gdzieś stwierdzenie, że stosowanie nawet najlepszych kremów przeciwzmarszczkowych nie przyniesie żadnych rezultatów, jeśli nasza skóra będzie nieustannie bombardowana promieniami UV. Jakie jest rozwiązanie? Oczywiście kremy zawierające odpowiednio wysokie filtry ochronne, których w znacznej większości kremów do codziennej pielęgnacji na próżno szukać lub występują w tak niskim faktorze, jakby ich wcale nie było.

    Z tych też względów uważam, że nowy krem Yves-Rocher jest naprawdę świetnym pomysłem, który pozwala uporać się z dwoma problemami: z odpowiednim nawilżeniem i ochroną przed promieniowaniem UV B. 

   Z opisu produktu wynika, iż krem ma zapewnić intensywne i dogłębne nawilżenie przez 24h, przywracając blask skórze. Dzięki lekkiej, specjalnie opracowanej konsystencji fluidu krem może być stosowany przez cały rok. Przeznaczony jest dla cery normalnej i mieszanej, z oznakami odwodnienia.

   Składniki aktywne:

- sok z klonu z Kanady

- sok z niebieskiej agawy z Meksyku.

   Obydwa te składniki wykazują właściwości do zatrzymywania wody w głębszych warstwach skóry, tworząc jej rezerwuar, dzięki czemu umożliwiają utrzymanie przez długi czas odpowiedniego poziomu nawilżenia skóry.

   A co ja o nim  sądzę?

Chyba  nietrudno się domyśleć, że jestem zachwycona. To naprawdę świetny produkt, który stał się moim prawdziwym ulubieńcem. Używałam go najpierw  samodzielnie, żeby dokładnie zbadać jego właściwości, a potem włączyłam do mojej pielęgnacji ponownie serum nawilżające i powstał super - duet. 

   Krem ma przyjemną konsystencję, Łatwo się rozprowadza na skórze, dając jedwabisty poślizg. Dobrze się wchłania. Bardzo dobrze sprawdza się pod makijażem - nic się nie waży, nie roluje, podkład dobrze się utrzymuje. 

   Zapach kremu jest delikatny i świeży.

   Krem nie zapycha porów, nie podrażnia, nie zaobserwowałam po jego kilkutygodniowym stosowaniu żadnego wzmożonego wysypu niedoskonałości.

   Najbardziej lubię to uczucie tuż po aplikacji kremu - moja skóra momentalnie staje się nawilżona, jakby zaczerpnęła łyk wody. Oczywiście dostrzegam też efekty "długofalowe": skóra nie jest tak szorstka, nie odczuwam dyskomfortu, stała się bardziej sprężysta, wygładzona i wygląda tak, jak to się mówi w reklamach - promiennie. Jeśli zatem chodzi o działanie nawilżające, u mnie sprawdza się doskonale. 

   Trudno mi jest ocenić działanie ochronne kremu. Nie wiem, czy będę mieć mniej zmarszczek i przebarwień dzięki jego stosowaniu. Po prostu zakładam, ze tak będzie i tego się trzymam. Jestem natomiast pewna, ze brak takiej ochrony przed promieniami UV w przyszłości brzydko się zemści. Należy jednak pamiętać, iż jest to krem do codziennej, podstawowej pielęgnacji twarzy. W przypadku zwiększonej ekspozycji na promieniowanie słoneczne należy dodatkowo zabezpieczyć się specjalistycznymi produktami do opalania, o czym również przypomina producent.

   Dodatkowym plusem kremu jest jego przystępna cena, gdyż jego cena regularna to tylko 39zł za pojemność 50 ml.

   Więcej informacji na temat kremu, a także innych produktów do pielęgnacji twarzy znaleźć możecie, jak zwykle, w sklepie internetowym Yves - Rocher. 





czwartek, 26 września 2013

   Dzisiaj udałam się do salonu L'OCCITANE po odbiór mojej próbki ich najnowszego produktu - kremu DIVINE IMMORTELLE. Wystarczyło wejść na ich stronę (trzeba chyba być też zarejestrowanym) i rozwiązać króciutki, banalny quiz oraz podać swoje dane. Następnie otrzymuje się maila z kodem i już można odebrać próbkę kremu w sklepie stacjonarnym lub internetowym, przy czym nie wiem, co z kosztami wysyłki, bo mnie to nie interesowało, gdyż u mnie w mieście są dwa salony tej firmy.

   W zestawie znajduje się 7 próbek o pojemności 1ml.

    Krem zapowiada się ciekawie. Wchodzi on w skład linii kosmetyków zawierających olejek eteryczny z immortelle - kwiatu, który nigdy nie więdnie. Krem ma posiadać lekką, jedwabistą konsystencję oraz bogatą formułę, dzięki której redukować ma oznaki starzenia. Jego innowacyjność polega na tym, że działa w samym sercu komórek naskórka.

   Nie mogę się doczekać, kiedy go przetestuję. Na razie jednak wiernie trwam przy produktach Hydra Vegetal, zwłaszcza rzetelnie testując krem z filtrem. Myślę, że recenzja tego produktu pojawi się na moim blogu w najbliższych dniach. Już dzisiaj zapraszam!



niedziela, 22 września 2013

  Nadeszła pora na kolejna recenzję produktu, który otrzymałam od ShinyBox. Tym razem mam dla Was krótką recenzję Koncentratu antycellulitowego w ampułkach chłodzącego Marion, który znalazł się w pudełku sierpniowym.

  W opakowaniu znajduje się 5 ampułek. każda o pojemności 6,5ml, a więc całkiem sporych. już w tym momencie mogę Wam napisać, że pojemność ta jest zupełnie wystarczająca na jednorazową aplikację obejmującą uda, pośladki i brzuch.



   Z opisu produktu wynika, że pięciodniowa kuracja chłodząca zawiera formułę antycellulitową, która wspomaga redukcje tkanki tłuszczowej, wyszczuplając i modelując sylwetkę. Zawarte w koncentracie składniki  chłodzące są skierowane przeciwko cellulitowi znajdującemu się na brzuchu, pośladkach i udach. Koncentrat zawiera specjalny kompleks substancji aktywnych, które docierają do najgłębszych warstw skóry.

   Składniki aktywne:

- kofeina 

- karnityna

- wyciąg z morszczynu i listownicy

- escyna

- tripeptyd-1

  Składniki dobrze znane wszystkim fankom preparatów antycellulitowych, których skuteczność w walce z cellulitem i tkanką tłuszczową znajduje potwierdzenie w wynikach badań naukowych.

Oczekiwane efekty:

- poprawiają mikrokrążenie

- przyczyniają się do modelowania sylwetki, ułatwiając spalanie zbędnej tkanki tłuszczowej

- nawilżają, ujędrniają i odżywiają skórę.

 

   Koncentrat stosowałam rzetelnie przez 5 dni, codziennie wieczorem wmasowując lekko zawartość jednej ampułki w skórę. Kosmetyk ma wodnistą konsystencję i bardzo szybko się wchłania. Już po kilku minutach skóra staje się jedwabista, miła w dotyku. Zapach koncentratu przypomina mi produkty Eveline Slim Extreme, ale na szczęście nie daje tego efektu :zmrożenia:. Prawdę mówiąc, efekt chłodzący koncentratu jest bardzo słabo odczuwalny i jeśli ktoś miałby obawy z tego powodu - uspokajam, ze nie zmarznie, nawet w te chłodne, jesienne wieczory.

   Po pięciu aplikacjach, czyli całej, przewidywanej kuracji, efektu wysmuklenia i wymodelowania sylwetki oczywiście nie zauważyłam. Muszę jednak przyznać, że wygląd skóry rzeczywiście poprawił się. Przede wszystkim skóra została wygładzona, zniknęły drobne nierówności. Skóra sprawia też wrażenie dobrze nawilżonej i odżywionej. dla mnie osobiście odczuwalna jest poprawa mikrokrążenia i usprawnienie przepływu płynów w organizmie. Po zastosowaniu koncentratu mam wrażenie, jakby moje ciało stawało się lżejsze... Skóra zaczęła się stawać bardziej sprężysta, ujędrniona...a tu ampułki się skończyły. I to jest mój główny zarzut: pięć dni to stanowczo za mało, żeby uzyskać w pełni zadowalające wyniki. Nie mam tu na myśli oczywiście pozbycie się całkowicie "pomarańczowej skórki" ani uzyskanie wymiarów top-model... Wydaje mi się jednak, że w koncentracie tym drzemie potencjał do znaczącej poprawy stanu skóry. Rozwiązanie niby jest proste - wystarczy kupić następne opakowanie i kontynuować kurację, ale obietnice dotyczą przecież jednego zestawu. Może więc przewidziana kuracja powinna obejmować większą liczbę ampułek?

    Z informacji ShinyBox wynika, że koszt całego opakowania to  ok. 13zł. W  Internecie znalazłam oferty w cenie ok. 9zł. Niby niewiele, ale mając na uwadze, że efektów nie uzyskamy po zużyciu jednego opakowania, nie jest to produkt ekonomiczny. Sumując koszty, ten sam efekt można uzyskać taniej...

   Ale wybróbować zawsze można. Może komuś wystarczy taka jednorazowa kuracja?

 



piątek, 20 września 2013

  Tym razem - spontaniczne zamówienie pod wpływem impulsu. Nie wiedziałam, co znajdę w pudełku, niczym też nie zostałam specjalnie skuszona. Ot taka zachcianka...a co z tego wyszło, oceńcie same...

  W pudełku znalazły się produkty do makijażu i do pielęgnacji, kosmetyki pełnowymiarowe i - niestety - miniaturki. choć nie powinnam narzekać, bo przecież ideą Shinybox jest przedstawianie nam kosmetyków dp testowania, próbowania, a zatem powinnam cieszyć się z każdego pełnowymiarowego produktu. Jednak ostatnio tak mnie Shinybox rozpieszczał, jeśli chodzi o pełnowymiarowe produkty, że teraz kręcę nosem na każdą miniaturkę, o próbce jednorazowej nie wspominając.

  Przejdźmy jednak do rzeczy i zacznijmy od makijażu. Otrzymałam dwa kosmetyki: kredkę do oczu i róż do policzków.

  Muszę przyznać, ze ten róż szczególnie mnie zaintrygował. Jest to produkt marki PAESE - róż z olejem arganowym w pełnym wymiarze, czyli o pojemności 4g (cena 18,90zł). Jeszcze go nie używałam, ale z opisu wynika, ze posiada on delikatna konsystencję oparta na wysoko rozdrobnionych składnikach pudrowych. Witaminy A, C i E maja pielęgnować skórę, a olej arganowy - zapobiegać jej wysuszaniu i dba o odpowiednie nawilżenie. Bez parabenów, bez alergenów.

  z chęcią zacznę go używać, zwłaszcza, że markę PAESE  znam tylko ze słyszenia i z widzenia. nigdy nie miałam ich kosmetyków i ciekawa jestem ich jakości.

  Drugi produkt to kredka do oczu GLAZEL, tez oczywiście pełnowymiarowa. Kredek do oczu mam mnóstwo, ale cieszę się, ze dostałam jakiś produkt tej marki. Też nie miałam z ich kosmetykami żadnego doświadczenia, widziałam jedynie, że dziewczyny na YouTube ich czasami używają. z tego co pamiętam, raczej miały pozytywne opinie.

  Dzięki swej miękkości zapewnia delikatnym okolicom oczu komfort podczas malowania. Zakończona miękkim ap;ilatorem - gąbką, który umożliwia precyzyjne roztarcie konturów i uzyskanie modnego efektu przydymionego oka. Kreska narysowana za jej pomocą jest niezwykle trwała.

  Cena - 23zł/1,8g.

  Są też dwa mini-produkty do pielęgnacji włosów, za czym ja osobiście w pudełkach nie przepadam.

   Shine Gloss Serum TONI&GUY o pojemności 10ml. Produkt pełnowymiarowy o pojemności 30ml kosztuje 39,99zł.

  Serum ma nadawać włosom blask i lśniący wygląd. wygładza i nabłyszcza włosy. Zapobiega puszeniu i elektryzowaniu, nie obciąża włosów.

  Szampon do włosów przywracający równowagę skóry głowy PHENOME. z tego akurat się ucieszyłam. Takie mini-szampony sa fajne na wyjazdy, a poza tym marka ta posiada dobre, naturalne kosmetyki, których główną wadą jest cena, choć niektórzy twierdzą, że jednak zapach...Szamponu jeszcze nie otwierałam i nie wąchałam. Otrzymałam całkiem sporą jak na próbę pojemność, bo az 50ml. za pełnowymiarowy produkt o pojemności 250ml musimy zapłacić 75zł.

  Delikatny preparat do codziennego mycia każdego rodzaju włosów. Opracowany na bazie organicznych ekstraktów oraz ekologicznych wód roślinnych. Przywraca optymalna równowagę i rewitalizuje. Włosy staja się miękkie i elastyczne, podatne na układanie.

  I jeszcze jedna miniaturka - do pielęgnacji ciała. Jest to Mleko do ciała SCOTTISH FINE SOAPS o pojemności 50ml. Pełnowymiarowy kosmetyk o pojemności 220ml kosztuje 49,90zł.

  Mleko ma nawilżać i chronić skórę, która pozostaje gładka jak satyna. Zawarte w produkcie białko mleka  naturalnie nawilża skórę, a witamina E znana z naturalnych właściwości anty-utleniających, odmładza ją.

  Otworzyłam, żeby powąchać. Pachnie, ale nie jakoś porywająco. Całe szczęście, ze nie ciepłym mlekiem, z kożuchem...Fuj!

 

  Dostałyśmy też prezent od ShinyBox:  saszetkę serum traneksamowego (!) marki DERMO PHARMA.  Bardzo polubiłam maski-kompresy tej marki, mam więc nadzieję, że i serum mnie zachwyci.  Podobno to hit światowej kosmetologii. w pudełku znajduje się ulotka na ten temat, to sobie poczytam, a jeśli będzie naprawdę interesujące - podzielę się swoimi wrażeniami na blogu.

  Aha, nie mogłabym też nie wspomnieć o miłej niespodziance, jaką stanowi rabat 10% na pudełko ShinyBox, ważny do dnia 15.11.2013r. Chyba mam już powód do zamówienia kolejnego pudełka?

niedziela, 15 września 2013

  Zacznę od tego, że mojej pielęgnacyjnej rutynie dotyczącej włosów raczej nie uwzględniałam potrzeby stosowania odżywek, które nakłada się po umyciu włosów, czeka kilka minut, spłukuje... Po umyciu włosów spryskuję je tylko eliksirem ziołowym, którego nie trzeba spłukiwać. Przed myciem - jakieś oleje na godzinę lub najdłużej na półtorej godziny, a do nicią włosów - szampony naturalne oczywiście. i tak wygląda moja pielęgnacja, dzięki której moje suche i zniszczone włosy prezentują się całkiem nieźle.

  Pomimo stosowania naturalnych szamponów nie mam problemów ze splatanymi włosami. Jednak puszenie i stroszenie nie sa mi obce. Niesforne kędziorki pojawiają się w najmniej odpowiednich okolicznościach, zwłaszcza gdy poczują trochę wilgoci, a następnie z ciepłem. Nie wspominam nawet o sezonie grzewczym i sezonie na czapki...Stroszenie i puszenie się zagwarantowane!

   Z myślą o zbliżającej się jesieni i zimie ucieszyłam się bardzo, że dzięki Yves - Rocher mogłam przetestować wygładzającą odzywkę do włosów, bo sama pewnie nadal tkwiłabym w przekonaniu, że takiego produktu nie potrzebuję, a poza tym tyle z tym zachodu...

  Wygładzająca odżywka do włosów należy do nowej linii kosmetyków wygładzających do pielęgnacji włosów z wyciągiem z Ziaren Gombo.

  Czym są ziarna Gombo - główny składnik aktywny tych kosmetyków?  Owoc Gombo  pochodzi z Afryki i, oprócz walorów kulinarnych, wykorzystywany jest również w kosmetologii ze względu na jego właściwości wygładzające włókna włosów.

   W efekcie producent obiecuje :

- włosy 3-krotnie gładsze

- ułatwione rozczesywanie i zapobieganie skręcaniu się włosów

- włosy nie puszą się w czasie suszenia

- trwałość wygładzenia 48h

  Odżywka nie zawiera silikonów, parabenów, sztucznych barwników ani składników pochodzenia zwierzęcego.

   Odżywkę stosowałam przez ostatnie 2 tygodnie, myjąc włosy co drugi dzień i stosując za każdym razem odżywkę. Nie będę dłużej trzymać Was w niepewności i z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że sprawdziła się świetnie. Myślę, że będzie to mój must have, przynajmniej na najbliższe jesienno - zimowe miesiące.

  Odżywka przychodzi do nas w wygodnej tubce o pojemności 150ml. Rzeczywiście ma kremową konsystencję i ślicznie pachnie -to zapach trudny do zdefiniowania, ale kojarzy mi się z  jakimś roślinnym aromatem. Jest wydajna, wystarczy nałożyć na włosy naprawdę niewielką ilość, a to duży plus!

    Kolejny plus - łatwość stosowania, która nawet mnie przekonuje do siebie. Wystarczy ją nałożyć na całej długości włosa i  dokładnie spłukać, bez potrzeby odliczania minut potrzebnych, żeby zaczęła działać.

    A efekty? Włosy są gładkie, miękkie i sypkie. Odżywka nie zawiera silikonów, a więc nie obciąża nawet tak cienkich i delikatnych włosów jak moje. Nie powoduje szybszego przetłuszczania się włosów, a efekt wygładzenia utrzymuje się u mnie do następnego mycia, czyli obiecywane 2 doby.

    Jak już wspominałam, nie mam problemów z rozczesywaniem włosów, więc nie wiem, czy podziała na naprawdę uparte "kołtunki" i na włosy grubsze i bardzie sztywne z natury od moich. Nie suszę też włosów suszarką ani nie stylizuję misternych fryzur. Nakręcam jedynie końcówki na 4 szerokie wałki i pozostawiam do wyschnięcia. Po zastosowaniu odżywki włosy układają się jeszcze lepiej. a ponadto... spacerowałam sobie w wilgotny, zamglony dzień w dodatku w towarzystwie mżawki i żaden niesforny loczek czy kędziorek nie pojawił się w nieodpowiednim czasie i miejscu.

    Polecam - to naprawdę dobry produkt w przystępnej cenie, gdyż cena regularna odżywki to 1190zł/150ml. Zajrzyjcie zatem do sklepu internetowego Yves - Rocher, gdzie produkt ten czeka na Was w jeszcze niższej, promocyjnej cenie, a ponadto zapoznacie się z pozostałymi nowościami do pielęgnacji włosów z linii wygładzającej.

    

piątek, 13 września 2013

  Ostatnie dni upłynęły mi pod znakiem testowania jednych spośród kilku najnowszych kosmetyków do makijażu zaproponowanych przez markę Yves - Rocher, a mianowicie Pojedynczych Cieni do powiek Nasycone Kolory. Otrzymałam dwa cienie z tej serii: Przydymiony Grafit i Pawia Zieleń.

  Z opisu produktu wynika, iż cienie te wyróżniają się wyjątkowymi, nasyconymi kolorami oraz zupełnie nową, aksamitnie kremową konsystencją z zawartością wyciągu z ryżu. Ich formuła umożliwia intensyfikowanie koloru poprzez stopniowe nakładanie, a także ułatwia aplikację i przedłuża trwałość na powiece do 8h. W palecie barw mamy do wyboru niebagatelną liczbę 36 odcieni, inspirowanych kolorami natury. Dają możliwość uzyskania trzech efektów makijażu: połyskujący, satynowy i matowy.

  Moje pierwsze wrażenie, gdy zobaczyłam te cienie, było bardzo pozytywne. Spodobała mi się estetyka ich opakowania: eleganckie, nowoczesne.  Wewnątrz - cień o wadze 2,5g oraz dołączony aplikator. Ja nigdy tych "pacynek" do aplikacji cieni nie używam, ale popróbowałam - z ciekawości - i myślę, że dałoby radę cień nim nałożyć.

  W pełni podzielam zdanie, że formuła cieni została udoskonalona. Cienie maja naprawdę kremową konsystencję, co niezwykle ułatwia ich aplikację, gdyż absolutnie się nie osypują! Nie są to cienie w kremie sensu stricto, jakich coraz więcej pojawia się w ofercie wielu firm kosmetycznych, lecz ich konsystencja jest naprawdę przyjemna. Dobrze się je nakłada, nawet bez używania bazy. Nie wchodzą w załamania powieki, nie rolują się, nie ścierają się w ciągu dnia.  Nie sprawiają problemu przy rozcieraniu.  Jeśli zatem chodzi o formę - całkiem są fajne, natomiast efekt ogólny...

  Może to kwestia odcieni, które testowałam, ale w ogóle nie pasuje do nich określenie "nasycone".  Zarówno matowy Przydymiony Grafit, jak i Pawia Zieleń o satynowym wykończeniu wydały mi się nieco mdłe i rozmyte.  Trzeba się nieco napracować, aby uzyskać choć trochę bardziej intensywny kolor.   Może rzeczywiście moje oczy nie zgrały się z nimi kolorystycznie i nie potrafiłam wydobyć z nich obiecywanej "głębi koloru"?  Jednak nic straconego. Są jeszcze 34 inne odcienie! Przecież kolor to rzecz gustu. Być może jakaś brązowooka dziewczyna zachwyci się zielenią, ja poszukam w palecie odcieni czegoś jaśniejszego i bardziej rozświetlającego oko, bo taki makijaż preferuję. Zresztą ten Przydymiony Grafit z powodzeniem sprawdzi się w jakimś bardziej wyjściowym makijażu typu smoky eyes...Jeszcze z nimi trochę poeksperymentuję, bo naprawdę warto je spożytkować.

  Pojedynczy cień do powiek Nasycone Kolory do najtańszych nie należy, gdyż jego cena regularna to 34zł. Myślę jednak, że ze względu na swoją naprawdę dobrą jakość wart jest swojej ceny. Zachęcam Was zatem do zapoznania się z całą bogatą gamą kolorystyczną tych cieni dostępną w sklepie internetowym Yves - Rocher, a kiedy już upatrzycie ten swój ulubiony - do skorzystania z atrakcyjnej promocji.



niedziela, 08 września 2013

  Miałam taki pomysł, żeby poczekać z testowaniem tego produktu, az nadejdą ponure, jesienne wieczory Wiem, że będę potrzebowała wówczas wszelkiego rodzaju "umilaczy", które pomagają rozproszyć jesienne smutki...Jednak powąchałam zawartość buteleczki i ...orientalne mleczko pod prysznic z serii Tradition de Hammam okazało się zbyt dużą pokusą dla takiej kosmetykomaniaczki jak ja.

  Na wstępie muszę wyjaśnić, że od kosmetyku przeznaczonego do mycia pod prysznicem wymagam trzech rzeczy:

- musi dobrze myć,  oczyszczać skórę,

- musi pięknie pachnieć,

- nie może  wyrządzić mojej skórze żadnej krzywdy, czyli zero tolerancji dla podrażnień i  przesuszania.

  Orientalne mleczko pod prysznic zdało ten egzamin, a nawet okazało się jeszcze lepsze...

  Mleczko ma bardzo dobry skład. Zawiera 98% składników roślinnych, wśród których główną rolę odgrywa olejek arganowy oraz olejek eteryczny z kwiatu gorzkiej pomarańczy. Dobroczynne działanie olejku arganowego, który odżywia i nawilża naszą skórę, jest powszechnie znane. Olejek z kwiatu pomarańczy, który nadaje kosmetykowi jego charakterystyczna woń, wykazuje natomiast wykorzystywane w aromaterapii działanie relaksujące i odprężające.

  Mleczko ma rzeczywiście aksamitną konsystencję, lekką i dość rzadką. I rzeczywiście jego zapach otula nas niczym obłoczek, co jest szczególnie odczuwalne w kabinie prysznicowej. Jeśli ktoś pokochał ten zapach, czekają go przyjemne chwile relaksu i odprężenia. Jeśli nie - trudno, jego strata... Ja nigdy nie byłam wielbicielką ciężkich, duszących zapachów orientalnych, nasyconych wonią piżma, drzewa sandałowego czy korzennych przypraw.  Jednak "orient" w wersji prezentowanej przez kosmetyki z serii Tradition de Hammam bardzo przypadła mi do gustu. Gorzkawy aromat kwiatu pomarańczy nie jest za ostry ani zbyt przytłaczający - po prostu taki orient w wersji light.

  Gdy rozsądek nakaże nam już zakończyć prysznic, okazuje się, że użyty kosmetyk to coś więcej niż zwykły oczyszczacz skóry, ale wykazuje on również właściwości pielęgnacyjnie. Nie ma mowy oczywiście o żadnych podrażnieniach lub przesuszeniu skóry. Nie pozostawia on też tłustej, oleistej powłoki, ale wyczuwalna jest delikatna otoczka, która czyni naszą skórę miękką i miłą w dotyku. Jeżeli ktoś ma bezproblemową skórę, nieprzesuszoną, to może pozwolić sobie po takim prysznicu na rezygnację z balsamowania ciała. Na skórze utrzymuje się przez pewien czas subtelny zapach mleczka, ale jeszcze dłużej aromat unosi się w łazience...

  Po tych wszystkich zachwytach mam też jeden minusik - mleczko nie jest zbyt wydajne, co jest szczególnie odczuwalne mając na uwadze dość wysoką cenę regularną 32zł za 200 ml produktu.

  Podsumowując: warto upolować mleczko korzystając z promocji dostępnych w sklepie internetowym Yves-Rocher i pozwolić sobie na tę odrobinę przyjemności...

  

sobota, 07 września 2013

  Dziś mam dla Was obiecaną recenzję koncentratu nawilżającego z serii Hydra Vegetal Yves-Rocher. Seria ta dedykowana jest dla cery odwodnionej, której za chwilę, tytułem wstępu, nieco napiszę. W serii Hydra Vegetal znaleźć możemy intensywnie nawilżające kremy do twarzy, żel pod oczy, nawilżający płyn micelarny, nawilżające mleczko do demakijażu, nawilżający żel do mycia twarzy oraz tonik.

  Czym się charakteryzuje odwodnienie skóry i jak cera odwodniona ma się do cery suchej? Oczywiście nie jest to ten sam rodzaj skóry, chociaż każda skóra sucha jest odwodniona, ale odwodnienie może dotyczyć każdego typu skóry, nawet mieszanej i tłustej. Problemem skóry suchej są zaburzenia w wydzielaniu odpowiedniej ilości lipidów, które są również odpowiedzialne za utrzymanie właściwego poziomu nawilżenia skóry. Natomiast problem skóry odwodnionej polega na nadmiernej utracie wody - z naskórka wyparowuje więcej wody niż jest jej dostarczane z głębszych warstw skóry.

  Może się okazać, że problem ten dotknął naszej skóry, jeśli zaobserwujemy u siebie następujące objawy:

- utrata blasku i szarawy koloryt

- uczucie ściągnięcia, dyskomfortu

- szorstkość

- wrażliwość

- utrata elastyczności i sprężystości

- łuszczenie się

- poranne "odgniecenia", ślady odciśniętej poduszki na twarzy

 

J  akie są przyczyny, które powodują, że nasza skóra może nabawić się tych niezbyt przyjemnych dolegliwości? W tym miejscu wyjaśnić należy, że stan odwodnienia powoduje poważne zaburzenia w strukturze i funkcjonowaniu, przez co skóra nie tylko nieładnie wygląda, ale także gorzej się regeneruje, jest podatna na uszkodzenia, podrażnienia i zdecydowanie szybciej się starzeje, gdyż dochodzi wówczas do uszkodzenia struktur kolagenowych i elastyny.

  Warto więc poznać czynniki wpływające na powstawanie i pogłębianie stanu odwodnienia. Wyczytałam, że zdaniem specjalistów od spraw urody, głównym czynnikiem jest nieprawidłowa pielęgnacja skóry, ale jednocześnie wspomniano też o predyspozycjach genetycznych. Poza tymi przyczynami udało mi się zebrać kilka innych, na które też nie zawsze mamy jakiś większy wpływ:

- naturalny proces starzenia się skóry

- zanieczyszczenie środowiska

- warunki klimatyczne - mróz, wiatr, silne promieniowanie słoneczne

- warunki panujące we wnętrzu pomieszczeń - centralne ogrzewanie, klimatyzacja

- stres

- przemęczenie

- niewłaściwa dieta - w tym niewłaściwe nawadnianie organizmu od wewnątrz

- zaburzenia hormonalne

- niektóre leki

 

  Pocieszający jest natomiast fakt, iż odwodnienie jest stanem przejściowym i odwracalnym, któremu można przeciwdziałać poprzez właściwą pielęgnację.

  Podstawą pielęgnacji skóry odwodnionej jest zatem stosowanie kosmetyków silnie nawilżających, posiadających jednocześnie zdolność wiązania wody w komórkach.

  Drugą niezwykle istotną sprawą jest unikanie kosmetyków wysuszających, ściągających, złuszczających, zawierających alkohol czy mydło, a także  zmiana pewnych dotychczasowych, szkodliwych nawyków, przyzwyczajeń, jak mycie twarzy bardzo ciepłą wodą czy  opalanie  na słońcu lub w solarium, niestosowanie na co dzień filtrów przeciwsłonecznych.

  Mając już opanowane podstawy teorii doszłam do wniosku, że mój wybór koncentratu nawilżającego Hydra Vegetal jako S.O.S. dla mojej odwodnionej skóry, okazał się całkiem trafiony.



  Z opisu produktu wynika, iż zawiera on 2 razy większą ilość składników aktywnych pochodzących z soków roślinnych niż znajduje się w żel-kremie intensywnie nawilżającym, aby jeszcze wzmocnić nawilżanie. Ponadto lekka, delikatna konsystencja koncentratu umożliwia natychmiastowe wchłanianie, co daje odczuwalny efekt wkrótce po pierwszej aplikacji, wnika przy tym dogłębnie i utrzymuje efekt długotrwałego nawilżenia.

  Składniki  aktywne:

sok z klonu z Kanady i z agawy niebieskiej z Meksyku - o właściwościach zatrzymujących wodę w skórze

aloes bio - o właściwościach nawilżających i łagodzących

oraz pozostałe składniki, wyłącznie pochodzenia roślinnego: betaina, masło karite bio

 

Koncentrat można stosować rano i wieczorem pod krem albo jako 7-dniowa kurację - samodzielnie.

 

Moje wrażenia o produkcie:

Nie mam zamiaru czekać na koniec recenzji i już z góry zapowiadam, że "skradł moje serce"!

Jest to niewielka  (30ml) szklana buteleczka z wygodną pompką, a w niej bardzo przyjemna zawartość. Koncentrat jest rzeczywiście ultra lekki i błyskawicznie się wchłania, nie pozostawiając na buzi żadnych niemiłych doznań. Wręcz przeciwnie, czuję, ze moja skóra się odpręża, ustępuje uczucie dyskomfortu i ściągnięcia. Pachnie przy tym ślicznie: orzeźwiająco, świeżo, żadnej duszącej  słodyczy. Jest wydajny, dobrze się rozprowadza na skórze.

  Ja zastosowałam najpierw kurację 7-dniową, czyli aplikowałam sam koncentrat, rano i wieczorem bez używania kremów. Efekty były widoczne i wiem teraz, że zawdzięczam je właśnie temu specyfikowi. Moja skóra stała się namacalnie mniej szorstka, za to bardziej elastyczna i sprężysta. Zniknęła też siateczka drobnych zmarszczek wokół ust - a ja myślałam, że to już objaw prawdziwej starości i tak mi zostanie! Ogólnie wyglądam na bardziej wypoczętą, choć daleko mi jeszcze do odzyskania "promiennego blasku" i kolorytu "jak krew z mlekiem".

  Mam zamiar nadal stosować ten koncentrat, tylko ze teraz tak jak serum, pod krem. Na noc będę używać mojego zwykłego, przeciwzmarszczkowego kremu, bez zmian. Natomiast na dzień otrzymałam do przetestowania krem intensywnie nawilżający SPF 25 z serii...oczywiście Hydra Vegetal. Ciekawa jestem, jak razem się sprawdzą> Spróbuję też stosować przez jakiś czas sam krem, bez koncentratu. Ciekawe, czy utrzyma efekty jego działania? Wszystko to opiszę, w swoim czasie.

Aha, jeszcze kwestie finansowe... Pisałam o tym w poście o zakupach, ale dla porządku podaję, że cena regularna koncentratu to 72zł/30ml.  Moim zdaniem, mając na uwadze jakość produktu i jego wydajność, już ta cena nie jest zbyt wygórowana, a przecież mamy do dyspozycji liczne promocje i rabaty w sklepach Yves-Rocher... Ja kupiłam swój koncentrat za 36zł, a jeżeli uzbiera się odpowiednią liczbę pieczątek na karcie stałego klienta, można nabyc go za całe 2zł!







  



środa, 04 września 2013

Obiecywałam, że skorzystam z oferty otrzymanej w sklepie stacjonarnym i słowa dotrzymałam.  Tym razem jednak nie wydałam na siebie ani złotówki, gdyż miałam "zamówienie" od mojej mamy. która czasem również zaopatruje się w kosmetyki Yves-Roches, jednak są to przeważnie dwa produkty, którym pozostaje niezmiennie wierna: żel do kąpieli i pod prysznic oraz mleczko do ciała Wanilia z najsłynniejszej chyba serii tej marki, czyli Les Plaisirs Nature.  Moja mama wprost uwielbia ten zapach, tę właśnie waniliową nutę w wydaniu Yves-Rocher. Obok innych zapachów waniliowych przechodzi obojętnie, a wręcz może skrzywić się z niesmakiem.

Żel urzeka przede wszystkim zapachem, ale też jego działanie na skórę jest godne docenienia, a to ze względu na jego bardzo przyjazny skład. Oprócz zniewalającej swym zapachem wanilii Bourbon z upraw biologicznych zawiera on wodę z hammamelisu bio, glicerynę roślinną oraz bazę myjącą roślinną. Jego pH jest neutralne dla skóry, a sam zel podlega biodegradacji - taki gest w stronę ochrony środowiska, jak to w Yves-Rocher...

Za całkiem sporą pojemność 400ml płacimy 15,90zł i jest to cena stała, gdyż produkt ten, jako oznaczony zielonym punktem, nie podlega żadnym promocjom.

Opakowanie nie ma pompki, ale można ją zakupić za kilka złotych i używać wielokrotnie.

Mleczko do ciała ma lekką konsystencję i szybko się wchłania, co jest zasadniczą zaletą dla takich niecierpliwych nerwusów jak moja mama. Dobrze przy tym nawilża skórę i pozostawia na niej delikatny, przyjemny zapach wanilii, który nie ma jednak takiego "spożywczego" wymiaru jak cukier wanilinowy. W składzie mleczka znajdujemy oczywiście wanilię z upraw biologicznych, a ponadto masło karite bio, olejek ze słodkich migdałów, żel z aloesu bio oraz glicerynę roślinną.

Mleczko ma również pojemność 400ml i jego cena jest stała - 19,90zł.

Wizyta w sklepie opłaciła mi się, gdyż z posiadaną ulotką do każdego dowolnego zakupu klienci otrzymywali prezent: przedpremierowy ELIXIR 7.9 Energizujący krem młodości na dzień. Jest to krem przeznaczony dla cery dojrzałej i mieszanej o działaniu przeciwzmarszczkowym, odmładzającym. Zawiera 7 aktywnych wyciągów roślinnych posiadających 9 patentów przeciwko starzeniu się skóry.



Jest to całkiem przyzwoitych rozmiarów próbeczka - tubka o pojemności 15ml. Już go raz zaaplikowałam. Wyczuwa się jego bogatą formułę, ale rozprowadza się lekko, ma dobry "poślizg", choć po chwili tak jakby zastygał na twarzy. Nie lepi się i nie klei ani nie świeci. Jego zapach jest bardzo charakterystyczny: roślinny, dość intensywny i utrzymujący się przez pewien czas na skórze. Dlatego dobrym pomysłem jest przetestowanie go na sobie przed zakupem, gdyż nie każdej z nas może to odpowiadać. 

niedziela, 01 września 2013

W ostatnich dniach sierpnia otrzymałam ofertę z Yves-Rocher i doszłam do wniosku, że wizyta w tym sklepie połączona z drobnymi zakupami to świetny pomysł na pożegnanie lata i przygotowanie się do jesieni. Skuszona zostałam oczywiście prezentami, jakie przewidziane zostały za dokonanie zakupów i może od tych prezentów zacznę.

Tradycją Yves-Rocher  stało się obdarowywanie swoich stałych klientek  we wrześniu właśnie kalendarzykami na przyszły rok oraz długopisami. Te długopisy uwielbiam! Są estetycznie wykonane, eleganckie, a przy tym bardzo ładnie piszą. Kalendarzyki też są fajne. Rozpoczynają się od września bieżącego roku i obejmują rok następny. Wadą ich jest to, że nie mają zaznaczonych żadnych świąt ani nawet niedzieli na czerwono. Są do gruntu świeckie - ja nazywam je wręcz "pogańskimi". Jednak poza tym pełnią swoją rolę bardzo dobrze i nadaja się do zaznaczania terminów i robienia jakichś drobnych notatek, a prezentują się też całkiem nieźle.

Kalendarzyk z długopisem to prezent za dowolny zakup, natomiast przy zakupie za kwotę co najmniej 69zł otrzymujemy prezencik, który prawdziwie mnie zauroczył.

W małym fioletowym pudełeczku znajduje się łańcuszek z prawdziwym kryształem Swarovskiego. Bardzo ładna, delikatna ozdoba, którą po prostu musiałam mieć.

A co zostało zakupione? W ofercie przewidziane były dwa rabaty: na 50% i na 40%.

Chętnie skorzystałam z 50-cio procentowej zniżki, gdyż upatrzony miałam kosmetyk, który do najtańszych nie należy. Mam na myśli koncentrat nawilżający z serii HYDRA VEGETAL, przeznaczonej do pielęgnacji cery odwodnionej. Jak już wspominałam, odwodnienie skóry jest ostatnio moim problemem i dlatego zdecydowałam się na ten specyfik. Ja już kiedyś stosowałam ten kosmetyk i mam na jego temat wyrobioną opinię. Myślę jednak, że poświęcę jemu, a może nawet całej serii i problemowi odwodnionej skóry osobnego posta.

Cena regularna koncentratu wynosi 72zł/30ml, dlatego warto kupować go korzystając z atrakcyjnych promocji.

 

Kolejny kosmetyk to jedna z nowości Yves-Rocher: orientalne mleczko pod prysznic. Od razu wyjaśniam , ze nie ma ono nic wspólnego ze słynnym balsamem pod prysznic NIVEA. Jest to tradycyjny kosmetyk do mycia, o konsystencji aksamitnego mleczka, którego używamy tak jak zwykłego żelu.

Mleczko zawiera olejek arganowy zwany "płynnym złotem Maroka" oraz eteryczny olejek z kwiatu gorzkiej pomarańczy, wykorzystywany w aromaterapii ze względu na swoje właściwości relaksujące i odprężającego. Jest kwestią gustu, czy ktoś lubi czy nienawidzi zapach kwiatu gorzkiej pomarańczy. Ja, o dziwo, jestem jego wielbicielką.  Nigdy nie potrafiłam przekonać się do orientalnych nut zapachowych, gdyż uważałam je za zbyt ciężkie i duszące, jednak orient w wersji serwowanej przez serię kosmetyków Tradition de Hammam jak najbardziej mi odpowiada. Najlepiej powąchajcie sobie w sklepie, blog nie pomoże Wam w podjęciu decyzji o zakupie w tym akurat przypadku.

Cena regularna mleczka to 32zł/200ml, ja kupiłam je ze zniżką -40%.

Potrzebowałam jeszcze coś dokupić, żebym mogła dostać moją upragnioną biżuterię. Zdecydowałam się więc na dwa żele pod prysznic, każdy w cenie 8,90zł.

Bardzo lubię żele pod prysznic z serii Culture BIO. Mają one kremową konsystencję, pięknie pachną, zawierają 99% składników naturalnych i - co jest oczywiste - pozbawione są parabenów i barwników.  Występują w dwóch wersjach i ja obydwa te żele zakupiłam: odżywczy rzek pod prysznic z olejkiem arganowym oraz orzeźwiający żel pod prysznic z aloesem.

No cóż, żeli pod prysznic nigdy nie za wiele...

Obiecuję recenzję koncentratu nawilżającego, a z Yves-Rocher mam kolejną ciekawą ofertę, więc może znowu wkrótce jakiś mały haul?





 



Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody