Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS
niedziela, 29 września 2013

    O moim problemie z odwodnioną cerą pisałam już wcześniej, kiedy sięgnęłam po pierwszy kosmetyk z serii Hydra Vegetal. Wszystkich zainteresowanych problematyka cery odwodnionej, której nie należy mylić z cera suchą, zapraszam do zapoznania się z postem poświęconym serum nawilżającemu z tej serii, gdzie znajdziecie tez kilka informacji na temat przyczyn, objawów i pielęgnacji cery odwodnionej (TUTAJ).

    Wspominałam też, że będę testować kolejny produkt z serii Hydra Vegetal - krem intensywnie nawilzajacy SPF25.

   Jest to nowość, jaka pojawiła się w ofercie Yves-Rocher w serii produktów dedykowanych dla cery odwodnionej. W odróżnieniu od wcześniejszych produktów z tej serii testowany przeze mnie krem nie tylko wykazuje silne właściwości nawilżające, ale dzięki zawartości całkiem wysokiego filtra przeciwsłonecznego (SPF25)  chronić ma skórę przed szkodliwym działaniem promieniowania ultrafioletowego.

    W tym miejscu muszę się Wam przyznać, ze ostatnio sporo naczytałam się i nasłuchałam się o zjawisku fotostarzenia się skóry. Jest to naturalny proces, który zaczyna się w momencie naszego pierwszego kontaktu z promieniowaniem słonecznym, a polega na degeneracji i uszkodzeniu komórek pod wpływem promieni UV.  Na działanie promieniowania ultrafioletowego narażeni jesteśmy za każdym razem, kiedy wychodzimy z domu, niezależnie od pory roku czy stopnia zachmurzenia. Jednym ze skutków tego działania jest zmiana struktury włókien kolagenowych i tkanki łącznej, odpowiedzialnych za utrzymanie gładkiej, napiętej i elastycznej skóry. W efekcie przyspiesza to powstawanie zmarszczek. Ponadto na skórze pojawiają się przebarwienia, zwane plamami starczymi, które sa wynikiem nierównomiernego rozkładu barwnika melaniny. Mając przed oczyma swoją twarz naznaczoną skutkami fotostarzenia zaczęłam zwracać większą uwagę na ochronę przeciwsłoneczną i to nie tylko latem. Mocno utkwiło mi w pamięci przeczytane gdzieś stwierdzenie, że stosowanie nawet najlepszych kremów przeciwzmarszczkowych nie przyniesie żadnych rezultatów, jeśli nasza skóra będzie nieustannie bombardowana promieniami UV. Jakie jest rozwiązanie? Oczywiście kremy zawierające odpowiednio wysokie filtry ochronne, których w znacznej większości kremów do codziennej pielęgnacji na próżno szukać lub występują w tak niskim faktorze, jakby ich wcale nie było.

    Z tych też względów uważam, że nowy krem Yves-Rocher jest naprawdę świetnym pomysłem, który pozwala uporać się z dwoma problemami: z odpowiednim nawilżeniem i ochroną przed promieniowaniem UV B. 

   Z opisu produktu wynika, iż krem ma zapewnić intensywne i dogłębne nawilżenie przez 24h, przywracając blask skórze. Dzięki lekkiej, specjalnie opracowanej konsystencji fluidu krem może być stosowany przez cały rok. Przeznaczony jest dla cery normalnej i mieszanej, z oznakami odwodnienia.

   Składniki aktywne:

- sok z klonu z Kanady

- sok z niebieskiej agawy z Meksyku.

   Obydwa te składniki wykazują właściwości do zatrzymywania wody w głębszych warstwach skóry, tworząc jej rezerwuar, dzięki czemu umożliwiają utrzymanie przez długi czas odpowiedniego poziomu nawilżenia skóry.

   A co ja o nim  sądzę?

Chyba  nietrudno się domyśleć, że jestem zachwycona. To naprawdę świetny produkt, który stał się moim prawdziwym ulubieńcem. Używałam go najpierw  samodzielnie, żeby dokładnie zbadać jego właściwości, a potem włączyłam do mojej pielęgnacji ponownie serum nawilżające i powstał super - duet. 

   Krem ma przyjemną konsystencję, Łatwo się rozprowadza na skórze, dając jedwabisty poślizg. Dobrze się wchłania. Bardzo dobrze sprawdza się pod makijażem - nic się nie waży, nie roluje, podkład dobrze się utrzymuje. 

   Zapach kremu jest delikatny i świeży.

   Krem nie zapycha porów, nie podrażnia, nie zaobserwowałam po jego kilkutygodniowym stosowaniu żadnego wzmożonego wysypu niedoskonałości.

   Najbardziej lubię to uczucie tuż po aplikacji kremu - moja skóra momentalnie staje się nawilżona, jakby zaczerpnęła łyk wody. Oczywiście dostrzegam też efekty "długofalowe": skóra nie jest tak szorstka, nie odczuwam dyskomfortu, stała się bardziej sprężysta, wygładzona i wygląda tak, jak to się mówi w reklamach - promiennie. Jeśli zatem chodzi o działanie nawilżające, u mnie sprawdza się doskonale. 

   Trudno mi jest ocenić działanie ochronne kremu. Nie wiem, czy będę mieć mniej zmarszczek i przebarwień dzięki jego stosowaniu. Po prostu zakładam, ze tak będzie i tego się trzymam. Jestem natomiast pewna, ze brak takiej ochrony przed promieniami UV w przyszłości brzydko się zemści. Należy jednak pamiętać, iż jest to krem do codziennej, podstawowej pielęgnacji twarzy. W przypadku zwiększonej ekspozycji na promieniowanie słoneczne należy dodatkowo zabezpieczyć się specjalistycznymi produktami do opalania, o czym również przypomina producent.

   Dodatkowym plusem kremu jest jego przystępna cena, gdyż jego cena regularna to tylko 39zł za pojemność 50 ml.

   Więcej informacji na temat kremu, a także innych produktów do pielęgnacji twarzy znaleźć możecie, jak zwykle, w sklepie internetowym Yves - Rocher. 





czwartek, 26 września 2013

   Dzisiaj udałam się do salonu L'OCCITANE po odbiór mojej próbki ich najnowszego produktu - kremu DIVINE IMMORTELLE. Wystarczyło wejść na ich stronę (trzeba chyba być też zarejestrowanym) i rozwiązać króciutki, banalny quiz oraz podać swoje dane. Następnie otrzymuje się maila z kodem i już można odebrać próbkę kremu w sklepie stacjonarnym lub internetowym, przy czym nie wiem, co z kosztami wysyłki, bo mnie to nie interesowało, gdyż u mnie w mieście są dwa salony tej firmy.

   W zestawie znajduje się 7 próbek o pojemności 1ml.

    Krem zapowiada się ciekawie. Wchodzi on w skład linii kosmetyków zawierających olejek eteryczny z immortelle - kwiatu, który nigdy nie więdnie. Krem ma posiadać lekką, jedwabistą konsystencję oraz bogatą formułę, dzięki której redukować ma oznaki starzenia. Jego innowacyjność polega na tym, że działa w samym sercu komórek naskórka.

   Nie mogę się doczekać, kiedy go przetestuję. Na razie jednak wiernie trwam przy produktach Hydra Vegetal, zwłaszcza rzetelnie testując krem z filtrem. Myślę, że recenzja tego produktu pojawi się na moim blogu w najbliższych dniach. Już dzisiaj zapraszam!



niedziela, 22 września 2013

  Nadeszła pora na kolejna recenzję produktu, który otrzymałam od ShinyBox. Tym razem mam dla Was krótką recenzję Koncentratu antycellulitowego w ampułkach chłodzącego Marion, który znalazł się w pudełku sierpniowym.

  W opakowaniu znajduje się 5 ampułek. każda o pojemności 6,5ml, a więc całkiem sporych. już w tym momencie mogę Wam napisać, że pojemność ta jest zupełnie wystarczająca na jednorazową aplikację obejmującą uda, pośladki i brzuch.



   Z opisu produktu wynika, że pięciodniowa kuracja chłodząca zawiera formułę antycellulitową, która wspomaga redukcje tkanki tłuszczowej, wyszczuplając i modelując sylwetkę. Zawarte w koncentracie składniki  chłodzące są skierowane przeciwko cellulitowi znajdującemu się na brzuchu, pośladkach i udach. Koncentrat zawiera specjalny kompleks substancji aktywnych, które docierają do najgłębszych warstw skóry.

   Składniki aktywne:

- kofeina 

- karnityna

- wyciąg z morszczynu i listownicy

- escyna

- tripeptyd-1

  Składniki dobrze znane wszystkim fankom preparatów antycellulitowych, których skuteczność w walce z cellulitem i tkanką tłuszczową znajduje potwierdzenie w wynikach badań naukowych.

Oczekiwane efekty:

- poprawiają mikrokrążenie

- przyczyniają się do modelowania sylwetki, ułatwiając spalanie zbędnej tkanki tłuszczowej

- nawilżają, ujędrniają i odżywiają skórę.

 

   Koncentrat stosowałam rzetelnie przez 5 dni, codziennie wieczorem wmasowując lekko zawartość jednej ampułki w skórę. Kosmetyk ma wodnistą konsystencję i bardzo szybko się wchłania. Już po kilku minutach skóra staje się jedwabista, miła w dotyku. Zapach koncentratu przypomina mi produkty Eveline Slim Extreme, ale na szczęście nie daje tego efektu :zmrożenia:. Prawdę mówiąc, efekt chłodzący koncentratu jest bardzo słabo odczuwalny i jeśli ktoś miałby obawy z tego powodu - uspokajam, ze nie zmarznie, nawet w te chłodne, jesienne wieczory.

   Po pięciu aplikacjach, czyli całej, przewidywanej kuracji, efektu wysmuklenia i wymodelowania sylwetki oczywiście nie zauważyłam. Muszę jednak przyznać, że wygląd skóry rzeczywiście poprawił się. Przede wszystkim skóra została wygładzona, zniknęły drobne nierówności. Skóra sprawia też wrażenie dobrze nawilżonej i odżywionej. dla mnie osobiście odczuwalna jest poprawa mikrokrążenia i usprawnienie przepływu płynów w organizmie. Po zastosowaniu koncentratu mam wrażenie, jakby moje ciało stawało się lżejsze... Skóra zaczęła się stawać bardziej sprężysta, ujędrniona...a tu ampułki się skończyły. I to jest mój główny zarzut: pięć dni to stanowczo za mało, żeby uzyskać w pełni zadowalające wyniki. Nie mam tu na myśli oczywiście pozbycie się całkowicie "pomarańczowej skórki" ani uzyskanie wymiarów top-model... Wydaje mi się jednak, że w koncentracie tym drzemie potencjał do znaczącej poprawy stanu skóry. Rozwiązanie niby jest proste - wystarczy kupić następne opakowanie i kontynuować kurację, ale obietnice dotyczą przecież jednego zestawu. Może więc przewidziana kuracja powinna obejmować większą liczbę ampułek?

    Z informacji ShinyBox wynika, że koszt całego opakowania to  ok. 13zł. W  Internecie znalazłam oferty w cenie ok. 9zł. Niby niewiele, ale mając na uwadze, że efektów nie uzyskamy po zużyciu jednego opakowania, nie jest to produkt ekonomiczny. Sumując koszty, ten sam efekt można uzyskać taniej...

   Ale wybróbować zawsze można. Może komuś wystarczy taka jednorazowa kuracja?

 



piątek, 20 września 2013

  Tym razem - spontaniczne zamówienie pod wpływem impulsu. Nie wiedziałam, co znajdę w pudełku, niczym też nie zostałam specjalnie skuszona. Ot taka zachcianka...a co z tego wyszło, oceńcie same...

  W pudełku znalazły się produkty do makijażu i do pielęgnacji, kosmetyki pełnowymiarowe i - niestety - miniaturki. choć nie powinnam narzekać, bo przecież ideą Shinybox jest przedstawianie nam kosmetyków dp testowania, próbowania, a zatem powinnam cieszyć się z każdego pełnowymiarowego produktu. Jednak ostatnio tak mnie Shinybox rozpieszczał, jeśli chodzi o pełnowymiarowe produkty, że teraz kręcę nosem na każdą miniaturkę, o próbce jednorazowej nie wspominając.

  Przejdźmy jednak do rzeczy i zacznijmy od makijażu. Otrzymałam dwa kosmetyki: kredkę do oczu i róż do policzków.

  Muszę przyznać, ze ten róż szczególnie mnie zaintrygował. Jest to produkt marki PAESE - róż z olejem arganowym w pełnym wymiarze, czyli o pojemności 4g (cena 18,90zł). Jeszcze go nie używałam, ale z opisu wynika, ze posiada on delikatna konsystencję oparta na wysoko rozdrobnionych składnikach pudrowych. Witaminy A, C i E maja pielęgnować skórę, a olej arganowy - zapobiegać jej wysuszaniu i dba o odpowiednie nawilżenie. Bez parabenów, bez alergenów.

  z chęcią zacznę go używać, zwłaszcza, że markę PAESE  znam tylko ze słyszenia i z widzenia. nigdy nie miałam ich kosmetyków i ciekawa jestem ich jakości.

  Drugi produkt to kredka do oczu GLAZEL, tez oczywiście pełnowymiarowa. Kredek do oczu mam mnóstwo, ale cieszę się, ze dostałam jakiś produkt tej marki. Też nie miałam z ich kosmetykami żadnego doświadczenia, widziałam jedynie, że dziewczyny na YouTube ich czasami używają. z tego co pamiętam, raczej miały pozytywne opinie.

  Dzięki swej miękkości zapewnia delikatnym okolicom oczu komfort podczas malowania. Zakończona miękkim ap;ilatorem - gąbką, który umożliwia precyzyjne roztarcie konturów i uzyskanie modnego efektu przydymionego oka. Kreska narysowana za jej pomocą jest niezwykle trwała.

  Cena - 23zł/1,8g.

  Są też dwa mini-produkty do pielęgnacji włosów, za czym ja osobiście w pudełkach nie przepadam.

   Shine Gloss Serum TONI&GUY o pojemności 10ml. Produkt pełnowymiarowy o pojemności 30ml kosztuje 39,99zł.

  Serum ma nadawać włosom blask i lśniący wygląd. wygładza i nabłyszcza włosy. Zapobiega puszeniu i elektryzowaniu, nie obciąża włosów.

  Szampon do włosów przywracający równowagę skóry głowy PHENOME. z tego akurat się ucieszyłam. Takie mini-szampony sa fajne na wyjazdy, a poza tym marka ta posiada dobre, naturalne kosmetyki, których główną wadą jest cena, choć niektórzy twierdzą, że jednak zapach...Szamponu jeszcze nie otwierałam i nie wąchałam. Otrzymałam całkiem sporą jak na próbę pojemność, bo az 50ml. za pełnowymiarowy produkt o pojemności 250ml musimy zapłacić 75zł.

  Delikatny preparat do codziennego mycia każdego rodzaju włosów. Opracowany na bazie organicznych ekstraktów oraz ekologicznych wód roślinnych. Przywraca optymalna równowagę i rewitalizuje. Włosy staja się miękkie i elastyczne, podatne na układanie.

  I jeszcze jedna miniaturka - do pielęgnacji ciała. Jest to Mleko do ciała SCOTTISH FINE SOAPS o pojemności 50ml. Pełnowymiarowy kosmetyk o pojemności 220ml kosztuje 49,90zł.

  Mleko ma nawilżać i chronić skórę, która pozostaje gładka jak satyna. Zawarte w produkcie białko mleka  naturalnie nawilża skórę, a witamina E znana z naturalnych właściwości anty-utleniających, odmładza ją.

  Otworzyłam, żeby powąchać. Pachnie, ale nie jakoś porywająco. Całe szczęście, ze nie ciepłym mlekiem, z kożuchem...Fuj!

 

  Dostałyśmy też prezent od ShinyBox:  saszetkę serum traneksamowego (!) marki DERMO PHARMA.  Bardzo polubiłam maski-kompresy tej marki, mam więc nadzieję, że i serum mnie zachwyci.  Podobno to hit światowej kosmetologii. w pudełku znajduje się ulotka na ten temat, to sobie poczytam, a jeśli będzie naprawdę interesujące - podzielę się swoimi wrażeniami na blogu.

  Aha, nie mogłabym też nie wspomnieć o miłej niespodziance, jaką stanowi rabat 10% na pudełko ShinyBox, ważny do dnia 15.11.2013r. Chyba mam już powód do zamówienia kolejnego pudełka?

niedziela, 15 września 2013

  Zacznę od tego, że mojej pielęgnacyjnej rutynie dotyczącej włosów raczej nie uwzględniałam potrzeby stosowania odżywek, które nakłada się po umyciu włosów, czeka kilka minut, spłukuje... Po umyciu włosów spryskuję je tylko eliksirem ziołowym, którego nie trzeba spłukiwać. Przed myciem - jakieś oleje na godzinę lub najdłużej na półtorej godziny, a do nicią włosów - szampony naturalne oczywiście. i tak wygląda moja pielęgnacja, dzięki której moje suche i zniszczone włosy prezentują się całkiem nieźle.

  Pomimo stosowania naturalnych szamponów nie mam problemów ze splatanymi włosami. Jednak puszenie i stroszenie nie sa mi obce. Niesforne kędziorki pojawiają się w najmniej odpowiednich okolicznościach, zwłaszcza gdy poczują trochę wilgoci, a następnie z ciepłem. Nie wspominam nawet o sezonie grzewczym i sezonie na czapki...Stroszenie i puszenie się zagwarantowane!

   Z myślą o zbliżającej się jesieni i zimie ucieszyłam się bardzo, że dzięki Yves - Rocher mogłam przetestować wygładzającą odzywkę do włosów, bo sama pewnie nadal tkwiłabym w przekonaniu, że takiego produktu nie potrzebuję, a poza tym tyle z tym zachodu...

  Wygładzająca odżywka do włosów należy do nowej linii kosmetyków wygładzających do pielęgnacji włosów z wyciągiem z Ziaren Gombo.

  Czym są ziarna Gombo - główny składnik aktywny tych kosmetyków?  Owoc Gombo  pochodzi z Afryki i, oprócz walorów kulinarnych, wykorzystywany jest również w kosmetologii ze względu na jego właściwości wygładzające włókna włosów.

   W efekcie producent obiecuje :

- włosy 3-krotnie gładsze

- ułatwione rozczesywanie i zapobieganie skręcaniu się włosów

- włosy nie puszą się w czasie suszenia

- trwałość wygładzenia 48h

  Odżywka nie zawiera silikonów, parabenów, sztucznych barwników ani składników pochodzenia zwierzęcego.

   Odżywkę stosowałam przez ostatnie 2 tygodnie, myjąc włosy co drugi dzień i stosując za każdym razem odżywkę. Nie będę dłużej trzymać Was w niepewności i z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że sprawdziła się świetnie. Myślę, że będzie to mój must have, przynajmniej na najbliższe jesienno - zimowe miesiące.

  Odżywka przychodzi do nas w wygodnej tubce o pojemności 150ml. Rzeczywiście ma kremową konsystencję i ślicznie pachnie -to zapach trudny do zdefiniowania, ale kojarzy mi się z  jakimś roślinnym aromatem. Jest wydajna, wystarczy nałożyć na włosy naprawdę niewielką ilość, a to duży plus!

    Kolejny plus - łatwość stosowania, która nawet mnie przekonuje do siebie. Wystarczy ją nałożyć na całej długości włosa i  dokładnie spłukać, bez potrzeby odliczania minut potrzebnych, żeby zaczęła działać.

    A efekty? Włosy są gładkie, miękkie i sypkie. Odżywka nie zawiera silikonów, a więc nie obciąża nawet tak cienkich i delikatnych włosów jak moje. Nie powoduje szybszego przetłuszczania się włosów, a efekt wygładzenia utrzymuje się u mnie do następnego mycia, czyli obiecywane 2 doby.

    Jak już wspominałam, nie mam problemów z rozczesywaniem włosów, więc nie wiem, czy podziała na naprawdę uparte "kołtunki" i na włosy grubsze i bardzie sztywne z natury od moich. Nie suszę też włosów suszarką ani nie stylizuję misternych fryzur. Nakręcam jedynie końcówki na 4 szerokie wałki i pozostawiam do wyschnięcia. Po zastosowaniu odżywki włosy układają się jeszcze lepiej. a ponadto... spacerowałam sobie w wilgotny, zamglony dzień w dodatku w towarzystwie mżawki i żaden niesforny loczek czy kędziorek nie pojawił się w nieodpowiednim czasie i miejscu.

    Polecam - to naprawdę dobry produkt w przystępnej cenie, gdyż cena regularna odżywki to 1190zł/150ml. Zajrzyjcie zatem do sklepu internetowego Yves - Rocher, gdzie produkt ten czeka na Was w jeszcze niższej, promocyjnej cenie, a ponadto zapoznacie się z pozostałymi nowościami do pielęgnacji włosów z linii wygładzającej.

    

 
1 , 2
Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody