Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS
środa, 30 października 2013

    Tytuł brzmi może magicznie i czarodziejsko, ale ja w swojej recenzji odwoływać będę się wyłącznie do faktów popartych badaniami naukowymi oraz doświadczeniami przeprowadzonymi na mojej własnej skórze.

    Miałam przyjemność przetestowania kosmetyków z gamy Elixir 7.9 marki Yves - Rocher, które miały swoją premierę tej jesieni, ale stały się już kosmetycznym wydarzeniem roku 2013. Cóż oznacza ta nieco tajemnicza, a przez to intrygująca nazwa?  Chodzi tu po prostu o 7 aktywnie działających wyciągów z roślin i 9 patentów przeciw starzeniu się skóry zawartych w kosmetykach należących do tej gamy. Ja wybrałam do testowania, stosownie do potrzeb mojej skóry Energizujące serum młodości, Energizukący krem młodości ma dzień do cery normalnej i mieszanej oraz Roll-on pod oczy.

    Dzisiaj chciałabym podzielić się swoją opinią na temat serum i kremu. Będzie to łączna recenzja, gdyż obydwa produkty stosowałam jednocześnie, pozwalając im w pełni się wykazać swoimi dobroczynnymi właściwościami. Obydwa kosmetyki stosuję od trzech tygodni i sporo już o nich mogę napisać.

     Zacznę od serum, które nakładałam na twarz rano i wieczorem pod krem, choć można zastosować je samodzielnie jako miesięczną kurację.

Przeznaczone jest dla kobiet, których skóra wykazuje pierwsze oznaki starzenia i nadaje się dla każdego rodzaju cery.  Serum spodobało mi się już wizualnie. zamknięte jest w eleganckiej, szklanej buteleczce z ciemnozielonego szkła i zaopatrzone jest w pipetę. Pompka pewnie też by się sprawdziła, może nawet byłaby wygodniejsza. Nie wiem, czy uda mi się przy pomocy tego aplikatora wydobyć zawartość buteleczki do samego denka...

 Kosmetyk ładnie, świeżo pachnie. Jest to zapach nienachalny, delikatny, kojarzy mi się z roślinnością z wilgotną, kwitnącą łąką. Konsystencja serum jest ultra lekka, beztłuszczowa. Wchłania się błyskawicznie i nie pozostawia żadnej wyczuwalnej warstwy na skórze.

    Obiecywanej efekty skoncentrowanego  działania  odmładzającego:

- przywraca skórze miękkość i komfort

- dodaje energii i blasku

- zmniejsza pierwsze zmarszczki

- wspomaga i intensyfikuje działanie kremu

 

   Skład serum, podobnie jak kremu, to przede wszystkim 7 aktywnych wyciągów roślinnych:

- mangiferyna z aphloi

- inozytol z zielonego ryżu

- oligozydy z jabłka

- wyciąg z ziaren tara

- wielocukry z aloesu

- betaina z buraka

- wyciąg z ziaren rokitnika

 

Kosmetyk nie zawiera oczywiście silikonów ani parabenów.

 

    Zanim przejdę do opisu moich przemyśleń na temat produktu - kilka słów o kremie, gdyż podsumuję ich działanie w duecie.

 



      Energizujący krem młodości na dzień dla cery normalnej i mieszanej ma również lekką konsystencję, choć jest ona oczywiście bardziej gęsta niż serum. Wchłania się bez problemu i nie pozostawia tłustej warstwy ani nie powoduje błyszczenia się twarzy. Wraz z serum stanowią dobrą bazę pod podkład, należy jednak pamiętać, aby nie przesadzić z ilością serum ani kremu, gdyż podkład po prostu może się zrolować. Producent zapewnia, że wystarczy użyć jedna kroplę serum na całą twarz, dla mnie jednak optymalna ilość to 3 krople, co wystarcza na buzię i szyję.

    Krem pachnie troszkę bardziej intensywnie niż serum, ale jest to ta sama, świeża, roślinna nuta zapachowa. Jego aplikacja to naprawdę przyjemność.

    Efekty działania:

- przywraca skórze miękkość i komfort

- dodaje energii i blasku

- zmniejsza pierwsze zmarszczki i bruzdy

- ujednolica powierzchnie skóry

- walczy z wiotczeniem skóry

- przywraca jędrność skóry.

 

    Skład - tak samo dobry jak w przypadku serum. Szczegółowe informacje o działaniu poszczególnych składników aktywnych znajdziecie na stronie Yves-Rocher, gdzie będziecie mogli zapoznać się również z pozostałymi propozycjami z gamy Elixir 7.9.

    Wracając do moich testowanych produktów - czas na podsumowanie. Muszę to napisać, że ... znowu się nie zawiodłam na kosmetykach Yves - Rocher. A przyznam się, że oczekiwania miałam spore, kiedy tylko wzięłam do ręki te luksusowo wyglądające produkty. Na szczęście nie był to przerost formy nad treścią.

    Jako kobieta w wieku 30+, której cera nie wygląda już wiosennie świeżo (przynajmniej nie zawsze) trafiłam na kosmetyki, które są odpowiedzią na większość potrzeb mojej skóry. Bardzo szybko po zastosowaniu obydwu kosmetyków zauważyłam poprawę struktury mojej skóry, zmniejszenie widoczności drobnych zmarszczek (takich zarysowań na skórze), a przede wszystkim spłycenie brzydkiej bruzdy pomiędzy nosem a ustami, z którą rzadko który krem sobie radził. Poprawił się też kontur mojej twarzy, czyli jakby podbródek mniej obwisał? Ogólnie ta skóra jakoś bardziej sprężysta i napięta się zrobiła, a przy tym przyjemna w dotyku. I  wiem już, o co chodzi z tym blaskiem i promiennością - to takie wewnętrzne światło, które inni dostrzegają i zastanawiają się nad przyczynami naszego ładniejszego, nieco innego wyglądu.

    Oprócz pozytywów nie mniej ważny jest brak skutków niepożądanych. Kosmetyki nie podrażniły mojej skóry, nie spowodowały żadnego uczucia dyskomfortu, nie zapchały porów, nie spowodowały powstania niedoskonałości. Wręcz przeciwnie, moja skóra czuje się zrelaksowana i odprężona.

    Z zatem nie pozostaje mi nic innego, jak polecić te kosmetyki, razem lub osobno, wszystkim młodym jeszcze, ale już w "pewnym wieku" kobietom, które stawiają na profilaktykę i zapobieganie , a raczej opóźnianie procesu starzenia skóry. U takich właśnie kobiet produkty te powinny przynieść najlepsze efekty, zgodne z obietnica producenta. W przypadkach bardziej zaawansowanych rekomendacji dać nie mogę.

   Cena regularna serum 129zł/30ml   -  produkt bardzo wydajny!

    Cena regularna kremu 129zł/40ml

 

Szukajcie promocji w sklepie internetowym Yves-Rocher.

    

    

niedziela, 27 października 2013

     Kiedy rok temu zaczynałam zabawę w blogowanie, do głowy nawet by mi nie przyszło, że mój blog przetrwa cały rok i będzie się miał całkiem dobrze. Ja mam do wszystkiego taki "słomiany" zapał - coś zaczynam z wielkim entuzjazmem, a potem szybko mi się nudzi. Pisanie bloga sprawia mi nadal ogromną przyjemność. Dzięki temu poznałam mnóstwo nowych kosmetyków, miałam okazję do uczestniczenia w różnych testach, nawiązałam kontakt z marką Yves-Rocher, skąd dostaję od czasu do czasu produkty do przetestowania. Wiele nauczyłam się o pielęgnacji, zaczęłam bacznie przyglądać się kosmetykom, zanim je zakupię i nałożę na własną skórę. Przez ten rok zmieniłam się, na plus, oczywiście. Nie mam aż tyle czasu, żeby dopieszczać mojego bloga, publikować więcej postów, w szczególności tych niosących konkretną wiedzę.      Wybaczcie więc wszystkie niedociągnięcia. Nie jest to blog idealny, ale chyba da się czytać, skoro ktoś tu zagląda?

    Dlatego chciałabym jakoś podziękować moim Czytelniczkom i mam dla Was takie skromne rozdanie. Nie będzie to właściwie konkurs, choć tak nazwałam tę akcję. Wystarczy, że zostawicie pod tym postem komentarz o dowolnej treści. Byłoby miło, gdybyście miały jakieś wskazówki lub uwagi dotyczącego mojego bloga lub tak ogólnie - o czym lubicie czytać na blogach, jakich treści szukacie, o czym jeszcze, poza kosmetykami, mogłabym pisać na tym blogu? W komentarzu należy też wpisać numer wybranej nagrody...

    A teraz najważniejsze, czyli nagrody. Na początku muszę wyjaśnić, że nagrody nie są sponsorowane przez żadną firmę i pochodzą z moich własnych zasobów, czyli fundatorem jestem JA.



    Są trzy zestawy:

nr1 - The Body Shop masło do ciała Moringa oraz dwie maski na cellulit: Lirene antycellulitowa maska do ciała  STOP CELLULIT i tołpa modelująca maska antycellulitowa

 

 

nr2 - Sephora pomadka kremowa w kolorze czerwonym, Essie lakier do paznokci 5ml NAUGHTY NAUTICAL zielono-niebieski z drobinkami oraz Anatomicals upiększająca maseczka do twarzy nawilżająca

 

 

nr3- Yves-Rocher Hydra Vegetal krem intensywnie nawilżający SPF25 oraz tej samej marki peeling roślinny z maseczką nawilżającą

 

 

Zachęcam do udziału - wystarczy komentarz, numer zestawu - konkurs trwa od dzisiaj, czyli 27 października do 10 listopada włącznie (do północy).  Wyniki powinny być na moim blogu w świąteczny dzień 11 listopada - po prostu wylosuję trzech szczęśliwców.

 

 

Powodzenia!!!

wtorek, 22 października 2013

    Po pewnych zawirowaniach z kurierem, który postanowił podejmować próby doręczenia przesyłki dokładnie poza godzinami, o których poinformowano mnie sms-em, nie próbując jednak nawiązać kontaktu telefonicznego, udało się! Otrzymałam moje październikowe pudełko ShinyBox w zupełnie nowej odsłonie. Pokrywka jest ciemna z naklejką - różową wstążeczką symbolizującą walkę z rakiem piersi. dół pudełka jest różowy w kwiaty.

 

    A wewnątrz? Od czego by tu zacząć? Może od tych karteczce, kuponów, zniżek... Przede wszystkim - po raz kolejny znajdujemy kupon rabatowy 10 % na następne pudełko, który to kupon na pewno się przyda. Jeszcze jeden kupon rabatowy: 10% zniżki na zakupy w sklepie mineralnie.pl, oferującymi mineralne kosmetyki do makijażu oraz pędzle.  W pudełku znalazła się również ulotka przypominająca o konieczności  badania i obserwowania swoich piersi.

    Zanim przejdę do prezentacji kosmetycznej zawartości pudełka - czas na coś z dziedziny mody. Tym razem ShinyBox podarował nam 2 bransoletki  pochodzące ze strony www.fulloffashion.pl

 Z opisu wynika, że bransoletki te zostały zaprojektowane z myślą o mnie. No cóż...Kiedy w czasach liceum moje koleżanki nosiły takie "niciane" ozdoby, uznawałam je za infantylne. Mam znajomą, starszą ode mnie o dziesięć lat. Ona lubuje się w czymś takim, więc chyba jej oddam, bo czuję się zbyt poważna na taką "biżuterię". Koszt tych dwóch bransoletek to 30zł. Podobno te koronkowe bransoletki w krótkim czasie szturmem podbiły świat. Uwielbiane są również przez gwiazdy. Są niezbędnym elementem modnej stylizacji. Trudno, nie będę zatem modna. A jak Wam się podobają?

    W tym miesiącu otrzymujemy 3 kosmetyki pełnowymiarowe oraz dwie miniatury, ale całkiem pokaźnych rozmiarów.

    Na początek coś, z czego nie skorzystam z przyczyn technicznych. Nie posiadam bowiem wanny a dostałam ... płyn do kąpieli HOT&SPICY ORGANIQUE.

 Płyn jest bardzo aromatyczny, przepięknie pachnie pomarańczami, z odrobiną ostrego chili i przypraw3ami. Ma też nawilżać i odżywiać skórę. Zaniosę go do mamy, może użyczy wanny na jedną kąpiel? Płyn jest gęsty, powinien być wydajny. Otrzymany produkt (pełnowymiarowy) to pojemność 125ml, za który płacimy 21,90zł.

    Kolejny pełnowymiarowy produkt to Maska do twarzy z witamina E THE BODY SHOP.

Niesamowite, bo w ubiegłym tygodniu byłam w sklepie THE BODY SHOP i miałam tę maskę w ręcę! Zastanawiałam się, czy jest fajna, choć nawet nie brałam pod uwagę jej zakupu. A tu proszę! Mówisz - masz! Maska znajduje się w saszetce o pojemności 6ml, czyli na pewno wystarczy na więcej niż jedną aplikację. Jest to intensywnie nawilżająca maseczka do każdego typu cery,  takie maseczki bardzo lubimy, z ogromną przyjemnością przetestuję i zdam raport.

Cena maski - 10zł za saszetkę.

    Jeśli chodzi chodzi o następny, ostatni już pełnowymiarowy produkt, to ShinyBox też chyba czytał w moich myślach i poznał moje upodobania, wrzucając do pudełeczka ... płatki pod oczy marki SYIS.



 

Zupełnie nie znam tej nazwy, ale tym chętniej wypróbuję. Są to płatki z efektem botoksu  likwidujące zmarszczki mimiczne. Dodatkowa zawartość rumianku , kwasu mlekowego i glikolowego oraz witaminy C rozjaśniają cienie pod oczami. Płatki  idealnie nadają się do zastosowania przed "wielki wyjściem". Dzięki, ShinyBox! Obym się nie rozczarowała!

Cena za opakowanie to 26zł, a więc całkiem sporo, jeśli porównam to z cenami stosowanych przeze mnie dotychczas płatków...

    I kolejne marzenie do spełnienia: Sache VITE - żelowy, szybkoschnący, utwardzający lakier ochronny.

    Tyle się o nim nasłuchałam i naczytałam. Bardzo chciałam wypróbować ten kultowy już top coat i teraz mam okazję, bo w moje ręcę trafiła miniatura tego produktu. Buteleczka ma pojemność 3,8ml, a więc jak na lakier całkiem przyzwoicie. Pełnowymiarowy produkt o pojemności 14ml kosztuje aż 34zł.

    Teraz produkt do pielęgnacji włosów: balsam do włosów 60- sekundowy GOLDWELL.

    Ja za takimi produktami nie przepadam, bo mam swoja ustalona pielęgnację i w tej akurat dziedzinie wolę nie eksperymentować. Zazwyczaj więc kosmetyki do włosów trafiają do mojej siostry, która swoja opinię ogranicza jedynie do stwierdzenia, że sa OK lub nie-OK. Wracając do balsamu, jest to bestseller światowej klasy, regenerujący włosy w 100% w 60 sekund. Odbudowuje nawet poważne uszkodzenia struktury włosów głęboko od wewnątrz. Zapewnia imponującą elastyczność i połysk.

    Miniaturka ma pojemność 50ml, a zatem powinna pozwolić na solidne przetestowanie. Pełnowymiarowy produkt o pojemności 200ml kosztuje 64zł.

    I jeszcze kosmetyczny prezencik: saszetką szamponu z serii ELESTABion od marki FLOS-LEK.

   Jest to szampon dermatologiczny przeznaczony do włosów z łupieżem. A jak ktoś nie ma to też może umyć? Może fajnie zadziałać na skórę głowy, złagodzić podrażnienia...Spróbuję...

    Podsumowując: jestem bardzo, bardzo zadowolona z tego pudełka, o czym mogłyście przekonać się już z tonu mojej pisemnej wypowiedzi. Kupon rabatowy na listopad na pewno zostanie wykorzystany.

  

niedziela, 20 października 2013

    Jakiś czas temu pisałam o mojej "zdobyczy" ze strony L'Occittane, w postaci zestawu próbek ich najnowszego osiągnięcia, czyli kremu DIVINE.  W skład zestawu wchodzi 7 saszetek po 1 ml każda, przeznaczonych na tygodniowe testowanie. O sposobie zdobycia tego zestawu piszę więcej TUTAJ albo możecie od razu poszukać potrzebnych informacji na stronie tej marki - mam nadzieję, że akcja jest jeszcze aktualna, nie sprawdzałam...

    Postanowiłam w końcu podjąć wyzwanie i przekonać się, czy krem ten jest nie tylko z nazwy "boski". Jestem pewna, że 7 dni to zdecydowanie za mało, żeby poznać wszystkie możliwości kremu pielęgnacyjnego, w szczególności takiego, któremu przypisuje się rewelacyjne właściwości odmładzające. Z drugiej strony, jest to za krótki czas, aby okrzyknąć go bublem, który nic na naszej twarzy nie zdziałał. Dlatego chciałabym podzielić się z Wami swoimi pierwszymi wrażeniami związanymi z aplikacją tego kosmetyku.

    Krem Divine z serii Immortelle zawiera udoskonaloną formułę w stosunku do oferowanych już przez markę L'Occittane kosmetyków opartych na działaniu przeciwstarzeniowym olejku eterycznego organicznego Immortelle - nieśmiertelnika, rośliny pochodzenia śródziemnomorskiego. Oprócz Immortelle w skład kremu wchodzą: eteryczne olejki roślinne, pochodna witaminy C, witamina E i pietruszka. Krem nie zawiera olejów mineralnych, parabenów ani sztucznych barwników.

    Ja używałam kremu rano, wmasowując go lekko zgodnie ze wskazówkami przedstawionymi w instruktazowym filmiku na stronie producenta. Krem ma przyjemną, aksamitną konsystencję. Bardzo dobrze rozprowadza się na skórze, ma taki jedwabisty poślizg. Nie wchłania się błyskawicznie, ale nie pozostawia lepkiej warstwy. Jest to raczej cienka, całkiem przyjemna w noszeniu warstewka. U mnie nie spowodował  świecenia, ale myślę, że w przypadku skóry mieszanej i tłustej "błysk" mógłby być zbyt znaczący i dawałby efekt "tłustości".

    Zapach...Wiecie, że jestem wrażliwa na zapachy i podczas testowania kremu Immortelle w niebieskim słoiczku najbardziej przeszkadzała mi jego woń: ziołowo-pietruszkowa. Tym razem jest zdecydowanie lepiej. Zapach też kojarzy się z ziołami i jest intensywny, ale mnie nie drażni. Jeżeli jednak komuś ten aromat się nie spodoba, to ma problem, gdyż zapach jest trwały i wyczuwalny nawet po kilku godzinach.

    Krem bardzo dobrze sprawdził się jako baza. Podkład bardzo dobrze się rozprowadzał, nie ważył się, nie rolował. Z powodzeniem zastąpił moją bazę wygładzającą.

    Moja skóra jest ostatnio w niezłej nawet formie i krem ten nie zaprzepaścił trudów zastosowanej pielęgnacji. Buzia była nadal bardzo dobrze nawilżona, wygładzona. Zaobserwowałam też poprawę kolorytu skóry i jej struktury, tak minimalnie. Większych bruzd nie wyprasował.

    Przetestowałam i zaspokoiłam ciekawość. Wiem na pewno, że go nie kupię i nie rozważam takiej możliwości. Nie chodzi nawet o cenę, choć ta jest niemała (350zł/50ml) i nie jestem pewna, czy byłby on rzeczywiście jej wart? Stwierdziłam jednak, że może jeszcze za wcześnie na taki kremik, gdyż spektakularne efekty być może przyniósłby on dla cery bardziej dojrzałej. Póki co, moja skóra ma się dobrze przy zastosowaniu mniej zaawansowanej i tańszej pielęgnacji.

    Jeśli jednak macie okazję, zachęcam do wypróbowania. Może dojdziecie do innych wniosków?

czwartek, 17 października 2013

    Wkręciłam się w te maseczki i sięgnęłam po kolejną, którą zakupiłam już jakiś czas temu, a leżała sobie spokojnie i czekała na swoją kolej w pudełku z maseczkami - pudełko oczywiście z ShinyBox, to ładne, urodzinowe.

    Wybrałam oczywiście maskę  materiałową, gdyż nie miałam ochoty na całą tę papraninę z nakładaniem jakiejś mazi na twarz a później jej zmywanie...Idealna wydała mi się więc Maseczka liftingująca w płatku flizelinowym z ekstraktem z pomidora i zielonej herbaty Exclusive Cosmetics.

    Przeznaczona jest do cery dojrzałej oraz wykazującej oznaki zmęczenia i starzenia. Zawiera aktywny składnik zapewniający zarówno redukcję powierzchniowych jak i głębszych zmarszczek oraz długotrwale wygładza. wyciąg z pomidora chroni kolagen przed uszkodzeniami. Wspomaga regenerację komórek. Przyspiesza efekt wygładzenia, napięcia i odmłodzenia oraz relaksująco wpływa na zmęczoną i zszarzałą skórę, poprawiając jej koloryt. Maseczka ma sprawić, że skóra  staje się ujędrniona, odmłodzona i jedwabiście gładka w dotyku.

    Już na samym początku plus za opakowanie. Maseczka znajduje się w płaskim kartoniku, który z łatwością się otwiera, a w środku znajdujemy foliowy woreczek z płatem materiału. UWAGA! Płatek flizeliny jest bardzo obficie nasączony płynem, który wycieka do wnętrza woreczka Dlatego uważajcie, żeby się nim nie oblać. Maseczka dobrze się dopasowuje i ściśle przylega. Przyjemnie chłodzi można się w jej towarzystwie zrelaksować, tym bardziej, że naprawdę przyjemnie pachnie.  Trzymałam ją na twarzy przez maksymalnie zalecany czas - 30 minut, po czym zdjęłam i wklepałam resztki żelu w skórę. Wchłonął się zupełnie i nie pozostawił żadnej "lepkości" na skórze.

     Efekty?

     Muszę przyznać, że zaintrygował mnie składnik aktywny w postaci wyciągu z pomidora i ciekawa byłam jego działania, choć cudów się nie spodziewałam. I słusznie, chociaż niewątpliwie po zastosowaniu tej maseczki widoczne są pozytywne skutki dla wyglądu skóry. Przede wszystkim stała się ona gładka i przyjemna w dotyku, tak jak po większości przyzwoicie działających maseczek tego rodzaju. Skóra stała się też bardziej sprężysta i napięta, ale nie wystąpił efekt nieprzyjemnego ściągnięcia.  Spłyce3nia zmarszczek nie zaobserwowałam. Natomiast bardzo spodobał mi się wygląd mojej twarzy następnego ranka. Po przebudzeniu wyglądałam jak osoba wyspana i wypoczęta, co zadziwiło koleżanki i kolegów w pracy.

   Podsumowując - może nie jest to rewelacja, ale całkiem przyzwoita maseczka, którą polecam od czasu do czasu posiadaczkom zmęczonej, zszarzałej cery.

    nie pamiętam już gdzie i za ile ją kupiłam. Wydaje mi się, że w Rossmannie i kosztowała na pewno mniej niż 10zł.

 
1 , 2 , 3
Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody