Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS
poniedziałek, 01 lipca 2013

Czy to nie jest niezwykłe, że po moim wpisie o testowaniu kolejnego preparatu do pielęgnacji skóry pod oczami i użalaniu się po raz kolejny na problemy związane z tymi partiami twarzy znalazłam znowu COŚ, co, mam nadzieję, pomoze mi w mojej walce o piękne spojrzenie.

Zgłosiłam się do akcji organizowanej przez BeautyFace pod hasłem "STOP!SUCHEJ SKÓRZE". Jest to akcja przeznaczona wyłącznie dla blogerek i ma na celu propagowanie idei prawidłowej pielęgnacji skóry pod oczami. Mówimy STOP! suchej skórze, cieniom i opuchliznom oraz pękającym naczynkom.

 



Ogromnie się cieszę, ponieważ mój blog został zakwalifikowany do akcji. Wkrótce w ramach akcji otrzymam płatki kolagenowe pod oczy, ale to nie wszystko... Będę musiała zrobić sobie z tymi płatkami zdjęcie, a następnie wszystkie uczestniczki w tym samym czasie opublikują swoje zdjęcia. Gdzie? To na razie tajemnica. Czekam na dalsze instrukcje od BeautyFace.

piątek, 28 czerwca 2013

Wielokrotnie już uskarżałam się na moje problemy z tzw. workami i cieniami pod oczami, przez które moja twarz wygląda na zmęczoną nawet po dobrze przespanej nocy (optymalna dawka  snu dla mnie to 506 godzin). Denerwują mnie pytania, czy źle się czuję albo czy nie boli mnie głowa, może mam za dużo pracy? Odpocznij sobie! Nie chcę się tłumaczyć, że te opuchnięcia i podkrążone oczy  są uwarunkowane genetycznie: mama posiada ciemne kręgi pod oczami a tato  "worki" do połowy policzka. U mnie to nie przybiera aż tak ekstremalnej formy, ale walczę dzielnie z wykorzystaniem  wszelkich nowości kosmetycznych.

Kolekcję preparatów do pielęgnacji okolic pod oczami mam sporą, a ostatnio postanowiłam przetestować jeden z produktów Yves-Rocher, który znalazł się w ofercie tej marki całkiem niedawno.



Krem pod oczy błyskawicznie wygładzający Serum Vegetal3 ma właściwie postać lekkiego żelu, który  błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia uczucia lepkości. Znajduje się on w tubce typu roll-on, z ruchomą, srebrną  kuleczką na końcu, za pomocą której nakładamy preparat na skórę pod oczami.

Producent wskazuje na następujące zalety kosmetyku:

- wygładzanie zmarszczek

- rozświetlenie spojrzenia

- usuwanie opuchlizny

- zmniejszanie cieni

- końcówka z kulką daje po aplikacji uczucie chłodzenia

 

Wszystkie te skutki byłyby w moim przypadku jak najbardziej pożądane, może ze zmarszczkami mam najmniejszy problem.

Składniki aktywne:

- przede wszystkim oligosacharydy z jabłek odpowiedzialne za odbudowę spójności skóry, której utrata, następująca stopniowo z wiekiem, powoduje powstawanie zmarszczek i pozbawia skórę blasku

- escyna z kasztanowca indyjskiego redukuje opuchliznę i cienie pod oczami

Ja stosuję ten krem rano, a następnie nakładam mój codzienny krem pod oczy (teraz jest to Oriflame Optimals przeciwzmarszczkowy), gdyż w ten sposób zapewniam skórze odpowiednią dawkę nawilżenia i odżywienia.

Krem błyskawicznie wygładzający traktuje bowiem raczej jako specyfik upiększający, który ma zadbać o ładny wygląd moich oczu niemalże na cito. Rzeczywiście jest tak, że już po pierwszej aplikacji widać pewną różnicę, u mnie przede wszystkim zmniejszeniu uległy "worki" pod oczami. Po kilku dniach zauważyłam ja i moje koleżanki też, że okolice oczu jakby się rozjaśniły. Nie mogę powiedzieć, że moje cienie całkiem znikły, ale teraz wystarczy mi odrobina korektora, tak jak innym normalnym osobom, żeby te ciemne kręgi zamaskować.  Przez to oczy sprawiają wrażenie wypoczętych i błyszczących, a z twarzy ustępuje wyraz wiecznego znużenia. Skóra jest bardziej jędrna, jakby "naprawiona". Ja nie mam zbyt wielu zmarszczek i nie są one głębokie, ale te drobne siateczki też jakby mniej rzucają się w oczy.

Na pewno duże znaczenie ma sposób aplikacji, gdyż sam masaż kuleczką usprawnia mikrokrążenie i pomaga walczyć z opuchlizną i cieniami. Jest to bardzo przyjemne, rzeczywiście daje uczucie chłodzenia.Aplikacja jest wygodna, higieniczna i bardzo poprawia skuteczność kremu.  Jest to   ogromna zaleta tego kosmetyku, choć dla mnie osobiście największym atutem jest naturalny skład, czym się wyróżnia wśród innych tego typu kosmetyków, tańszych lub droższych, o zbliżonym działaniu.

Nie jest to może must have w codziennej pielęgnacji dla każdej kobiety, ale szczerze polecam go jako dodatkowy kosmetyk w codziennej pielęgnacji oczu posiadaczkom "worków" i "cieni" pod oczami, które wypowiedziały wojnę tym defektom urody. Na pewno docenicie w pełni zalety tego produktu i naprawdę będziecie zadowolone.

Cena: 79zł/15ml

piątek, 21 czerwca 2013

Wiem, pamiętam, co kiedyś napisałam o pudełkach, ale zastrzegłam sobie, że w wyjątkowej sytuacji mogę się na jakieś skusić. A czy pierwsze urodziny ShinyBox i jubileuszowe pudełko wydane z tej okazji nie są wystarczająco wyjątkową sytuacją? Dlatego bez wyrzutów sumienia zamówiłam czerwcowy ShinyBox w cenie, jak zwykle, 49zł i już na drugi dzień, tzn. wczoraj, kurier dostarczył mi przesyłkę.

Zachwyciła mnie już na początek szata graficzna jubileuszowego pudełka, które jest w kolorze różowym z brązowymi dodatkami. Brawo! Pudełko na pewno mi się przyda i będzie ozdobą samo w sobie.



A w środku...całkiem nieźle: 4 produkty pełnowymiarowe, jeden miniprodukt, choć też dość spory i prezent. Lubię takie urodziny, na których to jubilaci rozdają prezenty!

Od prezentu zacznę. Jest to zestaw pilniczków o różnych powierzchniach, umożliwiający wykonanie pełnego manicure nawet w podróży, poza domem. Podobno zaprojektowany indywidualnie dla każdej klientki, ale nie wiem, na czym ten indywidualizm miałby polegać. Pomysł fajny, w praktyce okaże się, czy jest to sprzęt funkcjonalny i solidnie wykonany.



Największy produkt w pudełku to peeling solny Drzewo herbaciane i zielona glinka Green Pharmacy.  Peeling występuje w kilku wersjach, ja dostałam  ten oczyszczający, ale z każdego ucieszyłabym się tak samo. Przede wszystkim - kosmetyk roślinny, bez parabenów, silikonów, SLES i SLS. Zawiera naturalne kryształki soli. Ma delikatnie złuszczać  naskórek oraz poprawiać mikrokrążenie i zapewniać rozkosz zmysłom. Opakowanie o pojemności 500ml jest śliczne, jak ze starego sklepu zielarskiego. Cena:  16zł.



Równie uroczo prezentuje się odświeżający krem do stóp ORGANIQUE z serii SPA & Wellness. Ja wręcz kolekcjonuję kremy do stóp i w przeciwieństwie do wielu innych dziewczyn, nie kręcę nosem, gdy znajdę taki kosmetyk w zamówionym pudełku. Mam prawdziwą obsesję na punkcie zadbanych stóp. Uważam, że podobnie jak dłonie, stopy  świadczą o kobiecie i to niezależnie od tego, czy pokazujemy je w klapeczkach czy skrywamy w kozaczkach. Ale o tym może innym razem. Wracając do tego kremu: bogaty w wyciągi naturalne wykazuje działanie antyseptyczne i odświeżające. Długotrwale nawilża, wygładza i odżywia skórę bez uczucia lepkości. Zapobiega pękaniu pięt. Otrzymaliśmy produkt pełnowymiarowy o pojemności 75ml. Cena 27zł.



Czas na produkt do włosów, którym jak zwykle jestem najmniej zainteresowana i już wiem, że oddam go siostrze. Jest to  KMS California HAIRPLAY makeover  spray - spray odświeżający.  Kosmetyk dla każdego, kto chce  na sucho oczyścić włosy i nie zburzyć fryzury. Absorbuje nadmiar sebum i nadaje fryzurze trwałości na kolejny dzień. Zawiera mąkę ryżową - i tu moja obawa, czy ta mąka nie będzie osadzać się na włosach i tworzyć wrażenie łupieżu? Przetestuję na mojej ciemnowłosej siostrze, jeśli nie będzie stawiać oporu. Otrzymaliśmy całkiem sporą miniaturkę o pojemności 50ml. Pełnowymiarowy produkt 250ml kosztuje ...87zł!



Bardzo ucieszyła mnie  natomiast MA. Super sprawa! Na pewno użyję i wszystko Wam  opiszę. Jest to maska kompres 4D DERMOPHARMA.  Maska występuje w kilku wersjach, dla mnie, staruszki, przypadła regenerująco-wygładzająca. Produkt oczywiście pełnowymiarowy, kosztuje 6,99zł za 21g.

I na koniec coś z kolorówki - PAESE szminka w płynie Manifesto. Szminek mam milion, ale z każdej kolejnej cieszę się ogromnie. O marce PAESE słyszałam jedynie, nie znam jej produktów, dlatego chętnie wypróbuję szminkę. Łączy ona w sobie mocne krycie pomadki z łatwością aplikacji błyszczyka. Zawarty w niej koktajl witamin A, E i C zapewnia odżywienie i pielęgnację ust. Występuje w 12 najmodniejszych, mocno napigmentowanych  kolorach. Mój  ma numer 904. Cena pomadki: 17,90zł/6ml.



Podsumowując: uważam, ze było warto. Fajne produkty, które trafiły w moje upodobania do naturalnej (w miarę) pielęgnacji. Poza tym, jest to okazja, żeby zapoznać się z kosmetykami, których na co dzień nie spotykamy na drogeryjnych półkach.

Będę śledzić stronę ShinyBox i ich propozycje. Może znowu coś mnie zaciekawi?

czwartek, 20 czerwca 2013

Jak zapewne wiecie, mój numer 1 jeśli chodzi o zapachy Yves-Rocher to Naturelle - ideał na upalne dni. Fakt posiadania swojego faworyta nie przeszkadza mi jednak wąchać i testować nowych zapachów, także przy okazji wizyt w sklepie Yves-Rocher.

Tej wiosny swoja premierę miała woda perfumowana Neroli . Prosty, wygodny w użyciu flakonik z mlecznego szkła wskazywałby raczej na jakiś typowo świeży, lekki, rześki niczym morska bryza  zapach.

Na szczęście Neroli nic wspólnego z takimi morskimi "świeżakami" nie ma wspólnego. Od pierwszego powąchania możemy być pewne, że to zapach bardzo kobiecy, choć wiadomo, że nie każdej kobiecie przypadnie do gustu, jak to zwykle z perfumami bywa. Dlatego zaznaczam, że jest to recenzja subiektywna i nie każda z Was musi się ze mną zgodzić, a raczej z moim zmysłem powonienia, który czasem odbiera bodźce w specyficzny sposób.

Neroli to zapach kwiatowo-piżmowy, należy zatem do kategorii zapachów, do których podchodzę z dużą ostrożnością. Przez producenta rekomendowany jest jako zapach zarazem delikatny i zmysłowy, co uspokoiło moje obawy, że będzie ciężki i duszący. Poza tym Gorzka Pomarańcza w składzie gwarantowała, ze nie będzie on słodki aż do mdłości. A jak pachnie? Może najpierw kilka informacji zaczerpniętych z opisu produktu, jaki znaleźć możecie na stronie Yves-Rocher

Nuty zapachowe Neroli:

- nuta głowy:  esencja owocu Gorzkiej Pomarańczy wzmocniona esencją z jej młodych liści i pędów, nadająca  gorzki i mocny zapach, Bergamotka

- nuta serca: do głosu dochodzą kwiaty: Kwiat Gorzkiej Pomarańczy - świeży i delikatny oraz Neroli o miodowej, zmysłowej woni

- nuta głębi: piżmo

 

Zapach jest naprawdę ciekawy. Wyczuwa się jakąś ostrość i gorzką nutę, ale wrażenie to jest złagodzone i nawet mi się podobało. Piżmo jest wyczuwalne, zwłaszcza kiedy pierwsze, gorzkawe i kwiatowe nuty osłabną, ale jego ilość jest tak wyważona, że nie przytłacza. W ogóle zapach ten nie przytłacza i nie męczy, co jest jego ogromną zaletą, zwłaszcza, że ukazał sią jako propozycja na cieplejsze już dni. Jeśli ktoś lubi takie klimaty, można nosić go przez cały dzień, gdyż nie wywołuje bólu głowy, także u osób z otoczenia. Wręcz przeciwnie, otrzymałam wiele komplementów nosząc ten zapach na sobie i zauważyłam, że szczególnie podoba się on mężczyznom.  Jest trwały, długo utrzymuje się na skórze. Ja raczej zabiorę ze sobą Neroli na jakieś wyjście w ciepłe, letnie popołudnie lub wieczór.

Zapach ten, moim zdaniem, niesie ze sobą jakiś powiew egzotyki, Orientu, ale w wersji light, którą ja, miłośniczka delikatnych kwiatków z owocową nutką, mogę zaakceptować.

Cena regularna: 30ml/129zł

50ml/175zł



środa, 19 czerwca 2013

Jest gorąco i będzie jeszcze cieplej. To nie powód do narzekań, wręcz przeciwnie. Lato już prawie przyszło, więc pogoda stosowna do pory roku, a my powinniśmy zaadaptować się do zmieniających się warunków, także pod względem używanych kosmetyków.

Jeszcze niedawno używałam do pielęgnacji ciała masełka z Delii, które dostałam w jednym z pudełek Shinybox. Całkiem przyjemny produkt, ale przy temperaturze ponad 30 stopni nie wyobrażam sobie nakładanie na ciało żadnego tłuszczu: ani masła, ani oleju. Nawet balsam wydaje się zbyt ciężki, klejący... Postanowiłam więc sięgnąć po olejek, ale w wersji suchej. Wiem, że wiele marek w swej ofercie proponuje tego typu produkty. Ja  byłam m.in. w The Body Shop i chciałam coś kupić korzystając z promocji. Olejki były przyjemne na skórze i ślicznie pachniały. No właśnie...Ten zapach. Wyobraziłam go sobie na mojej rozgrzanej skórze w upalną, duszną noc i po prostu zrezygnowałam. Choć zapachy obiektywnie ładne i wcale nie duszące.

I wtedy odkryłam, że Yves-Rocher w swojej wiosennej ofercie również proponuje  suchy olejek do ciała, który zdecydowałam się przetestować i wypróbować w różnych warunkach termicznych.



Zacznę od jego zasadniczej zalety - zapach, a raczej jego brak. Może nie jest tak do końca bezwonny, pachnie bardzo subtelnie jak produkty pielęgnacyjne zawierające oliwkę kosmetyczną. Na ciele zapachu tego nie wyczuwa się niemalże zupełnie.

Druga moja obawa związana była z właściwościami pielęgnacyjnymi takiego oleju. Niedowierzałam, że po spryskaniu się czymś tak leciutkim, co momentalnie wchłania się i wtapia niemalże w moją skórę, skóra ta zostanie odpowiednio odżywiona. Miałam więc okazję, żeby przekonać się, że tak rzeczywiście się dzieje, a efekt widoczny jest niemalże natychmiast. Skóra staje się delikatna, miękka, gładka, a wszystko to dzięki intensywnemu i dogłębnemu odżywieniu.  Na skórze nie ma nawet śladu tłustości czy lepkości, olejek daje satynowe wykończenie. Można od razu założyć ubranie lub piżamkę.

Informacja dla fanek kosmetyków naturalnych - w 99% olejek zawiera składniki naturalne. Jego sekretem jest olej z nasion rośliny Andiroby, bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe Omega 9, które odżywiają naszą skórę. Produkt nie zawiera  oczywiście parabenów, konserwantów, olejów mineralnych ani składników pochodzenia roślinnego.

Dodatkową zaletą jest wygodna forma aplikacji. Olejek ma postać sprayu., który na pewno będzie wydajny. Opakowanie o pojemności 100ml kosztuje w cenie regularnej 49zł, ale korzystając z licznych promocji na pewno można kupić go taniej.

Produkt wart jest polecenia, szczególnie dla osób, które nie są wielbicielami męczących zapachów na skórze i stawiają przede wszystkim na dobrą pielęgnację. 



Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody