Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS
niedziela, 29 czerwca 2014

   W pudełku znalazły się    Witam po urlopowej przerwie i wracam do Was z kolejnym pudełeczkiem ShinyBox. Tym razem jest to edycja urodzinowa, gdyż właśnie w czerwcu (podobnie jak ja!) ShinyBox świętuje swoje urodziny. W tym roku była to druga rocznica - oczywiście mam na myśli pudełko, bo u mnie to kilkadziesiąt lat więcej.

     Jako osoba dojrzała i niedziecinna podchodzę do subskrypcji  z dystansem i nie przeżywam  zawartości każdego pudełka, choć przyznam, że lubię ten dreszczyk emocji, gdy z nożem w ręku przyglądam się dostarczonej paczce...

     W czerwcu wyglądała ona tak:

   W pudełku znalazły się aż cztery pełnowymiarowe produkty. Przede wszystkim moją uwagę przykuło różowe jajeczko, odpowiednik słynnego Beautyblendera. Marzyło mi się coś takiego, gdyż ostatnio bardzo poluiłam nakładanie makijażu gąbeczkami. Nigdy  w zyciu nie wydałabym ośmiu dych na "jajo", które po 3 miesiącach nadaje się do wyrzucenia. A tu proszę - jak na zmówienie gąbeczka Make-up Blender SYIS pochodząca z limitowanej kolekcji, której cena też jest niemała, gdyż wynosi 50zł. Czyli koszt pudełka już się zwrócił.

    Kolejny produkt u wielu dziewczyn wywoła pewnie znowu falę oburzenia i krytyki: po raz kolejny ... dezodorant. To bardzo praktyczne, a ja przynajmniej wiem, że jestem zabezpieczona i nie zabraknie mi dezodorantu w najmniej spodziewanej chwili. Tym razem będę mogła wypróbować DOVE Antyperspirant Invisible Dry Anti-white marks. Naprawdę się przyda. Jego cena to ok. 15zł za opakowanie o pojemności 150ml.

ORGANIQUE Peeling solny z masłem shea o zapachu bambusa to po prostu rozkosz dla zmysłów. Jak on pachnie! Delikatnie, ale zniewalająco. Jestem nim zachwycona. Całe szczęście, że to też pełnowymiarowy produkt - słoik o pojemności 200ml, za który trzeba by zapłacić 40zł.

    Kolejny produkt to pielęgnacja włosów i kolejna powtórka, gdyż niedawno podobny kosmetyk znalazł się w jednym z pudełek: serum do włosów narażonych na działanie wysokiej temperatury MARION. Nie używam takich produktów, a więc kolejny kosmetyk do pielęgnacji włosów powędruje do mojej siostry, u której suszarka i lokówka są na porządku dziennym. Produkt pełnowymiarowy o pojemności 30ml kosztuje 10zł.

   Mini-produkt to tym razem kolagenowa maseczka w kremie EIRE BELLE, przeznaczona do pielęgnacji skóry suchej  i wrażliwej. Miniaturka całkiem spora - 15ml. Pełnowymiarowy produkt to pojemność 50ml w cenie 131zł. Chętnie przetestuję, bo moja cera przypomina znowu piaski Sahary i tylko czekam, aż zacznie mi skóra schodzić jak u węża...

   Są jeszcze gratisy.

    Spray na owady... Naprawdę. Jest to spray ochronny o zapachu nietolerowanym przez owady. Na szczęście zapach ten, z linii cytrusowej, jest dość znośny dla człowieka.

   I coś bardzo fajnego...W tej paczuszce przewiązanej złotą nitką znajduje się kilka saszetek z próbkami kremów i szamponu oraz peelingująca pomadka do ust. Wszystko to marki SYLVECO. A do tego dołączono "Twój zielnik" - przewodnik po produktach firmy, gdzie zostały opisane kosmetyki, których próbki otrzymałyśmy.

   Jeśli mam podsumować pudełko - to bez fajerwerków(a może tak z okazji urodzin przydałyby się?). Nie jest źle, ciekawy pomysł z tymi próbkami i katalogiem. Wartość otrzymanych produktów na pewno wyższa niż koszt pudełka (49zł).

    Życzę Zespołowi ShinyBox wszystkiego najlepszego i czekam na kolejne, jeszcze lepsze pudełka.

niedziela, 25 maja 2014

    Majowy ShinyBox przyszedł jakoś późno w tym miesiącu, ale takie widocznie zaplanowano terminy wysyłki. Ważne, że jest, bo to naprawdę miła chwila, kiedy otwiera się nowe pudełko... Tym bardziej, że ostatnio osoby odpowiedzialne za szatę graficzną pudełka zasługują na uznanie Bardzo, bardzo są ładne te "boxy" i stanowią dekoracę mojego mieszkania, łącząc estetyczne walory z funkcją użytkową - można tam poukrywać i uporządkować wiele drobiazgów.

    A to już majowe pudełko, zatytułowane:

LET'S BE A WOMAN  by ShinyBox

 

 

    W pudełku znalazłam 6 produktów (w tym jeden pełnowymiarowy) oraz jako prezent próbkę kremu.

      Pełnowymiarowy produkt to  ANTYPERSPIRANT REXONA MAX-PROTECTION w sztyfcie, którego cena rynkowa to 25zł. Bardzo praktyczne i na pewno się przyda...ale w ubiegłym miesiącu też był dezodorant, też tej samej marki, tylko że w aerozolu.  Już słyszę głosy oburzenia u subskrybentek ...

    Kolejne dwa kosmetyki  to kremy marki CLARENA:  SILVER FOOD CREAM  oraz SENSUAL HAND CREAM.



   Krem do stóp zawierający srebro i aktywne składniki roślinne zapobiega nadmiernej potliwości. Nie mam tego problemu, ale podobno ma też zapobiegać podrażnieniom, więc jakoś go wykorzystam. Cena pełnowymiarowego produktu: 30zł/100ml.



    Kremów do rąk nigdy nie za dużo, a ten jest naprawdę fajny. Chociaż nie jest aż taką rewelacją, abym chciała go zakupić za cenę 25zł/100ml.

    Obydwa kremy otrzymaliśmy w mini-opakowaniach zawierających po 30ml.

 

    Jest też kosmetyk do pielęgnacji włosów: SCHWARZKOPF PROFESSIONAL MOISTURE KICK BEAUTY BALM. Pod tą nazwą kryje się produkt, który ma działać ochroonie na włosy  podczas suszenia, zapewniając im nadzwyczajny blask. Takie produkty znam tylko ze słyszenia i nigdy się nimi nie interesowałam. Wypróbuję ten kosmetyk, choć wiem, że sama nigdt bym sobie czegoś takiego nie kupiła, zwłaszcza, że cena jego nie jest zbyt zachęcająca: 62zł/150ml. My otrzymujemy miniaturkę o pojemności 30ml.

    Nad tym produktem też trudno wpaść mi w zachwyt:  L'OCCITANE WODA TOALETOWA WANILIA&NARCYZ. Zupełnie nie w moim guście ten zapach: mdły, słodki, męczący, staromodny. Na pewno nie będę go na sobie nosić.  Buteleczka będzie chyba tylko ozdobą toaletki...Cena tej wody toaletowej to 230zł/75ml. Moja miniaturka ma pojemność15ml.

    A teraz końcu coś fajnego: DERMEDIC PŁYN MICELARNY H2O. Lubię ten płyn, a właśnie kończy mi się ten, którego obecnie używam. Znam ten produkt, gdyż był już kiedyś w pudełku ShinyBox . Byłam z niego zadowolona i mam nadzieję, że i tym razem się sprawdzi. Dostałam buteleczkę o pojemności 100ml. Pełnowymiarowy produkt o pojemności 200ml kosztuje 14zł.



    I jeszcze saszetka z próbką kremiku...i to byłoby wszystko. Szczerze mówiąc czuję niedosyt. To chyba najsłabsze pudełko ShinyBox, jakie dostałam. W czerwcu zapowiada się jednak edycja urodzinowa, mam więc nadzieję, że twórcy ShinyBox się zrehabilitują.





poniedziałek, 19 maja 2014

Woda toaletowa L'Eau Moment de Bonheur

 

Od razu zrobiło się bardziej wiosennie, gdy w swojej przesyłce od Yves Rocher znalazłam tę oto buteleczkę:

 

  Jest to wiosenno-letnia wersja różowej wody perfumowanej L'Eau Moment de Bonheur (Chwila Szczęścia). Tym razem mamy do czynienia z wodą toaletową, bardziej owocową i świeżą - w sam raz na cieplejsze dni.

kwiatowa nuta, którą wyczuwamy, pochodzi Róży stulistnej z Grasse.  Nie przerażajcie się jednak, jeśli nie lubicie różanych zapaszków, podobnie jak ja. Ten zapach nie przypomina w niczym olejku różanego dodawanego do kosmetyków. Tdelikatna, kwiatowa nuta, słodka, lecz nie mdła i nieprzytłaczająca.

Kolejny składnik to wyciąg z jabłka - soczysty, ożywczy, ładnie komponuje się ze słodyczą kwiatów, nadając świeżości i lekkości.

I wszystko doprawione odrobiną wyciągu z cedru.

 

   Kompozycja ciekawa, jednak nieprzekombinowana i nie wzbudza w otoczeniu kontrowersji. Wręcz przeciwnie, wiele osób pyta mnie, czym tak ładnie pachnę. Bo to po prostu przyjemny, ładny zapach jest. Zamknięty w eleganckiej, prostej buteleczce, która bardzo mi się podoba i uważam, że pasuje idealnie do tego zapachu.

   Jeśli chodzi i trwałość...Na mojej skórze nie trzyma się zbyt długo, niestety. Pamiętajmy jednak, że jest to woda toaletowa i na tle innych wód tego typu wcale nie wypada słabo.

    Woda toaletowa L'Eau Moment de Bonheur jest do nabycia w sklepach stacjonarnych oraz w sklepie internetowym Yves Rocher.

   Cena regularna 149zł/50ml  -  jak zwykle zachęcam do zaglądania w te miejsca i polowania na atrakcyjne promocje.

 

 

   

   Ten kosmetyk to już zupełnie powiew lata. Wyobrażam sobie, jak w upalny dzień po odświeżającym prysznicu spryskuję swoją lekko opaloną skórę tą mgiełką...

   Z opisu produktu wynika, iż mgiełka posiada właściwości nawilżą oraz ma otulać naszą skórę orzeźwiającym zapachem. Wszystko to dzięki zawartemu w niej wyciągowi z aloesu, którego nawilżające dzialanie jest powszechnie znane i wykorzystywane.

   I rzeczywiści tak jest: skóra staje się miękka, elastyczna, co świadczy o jej prawidłowym nawilżeniu. Odzyskuje poczucie komfortu, ukojenia, złagodzenia podrażnień, o które latem nietrudno (nadmiar słońca, kąsające owady).

   Mgiełka pozostawia na skórze bardzo delikatny, ale dość trwały zapach, w którym wyczuwa się aloesową, nieco kwaskowatą, ale przez to odświeżającą nutę. Mi ten zapach bardzo się podoba.

   Duży plus to szybka i łatwa aplikacja oraz lekka konsystencja, która nie pozostawia tłustych śladów. Produkt jest też bardzo wydajny.

   Mgiełkę można nabyć w sklepach stacjonarnych oraz w sklepie internetowym Yves Rocher w cenie regularnej 33zł/100ml. Czekają oczywiście promocje!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



   

piątek, 09 maja 2014

    Otrzymałam ostatnio do przetestowania słynny już tusz marki Yves Rocher - Pogrubiający tusz do rzęs Sexy Pulpktóry odgrywa główną rolę w najnowszej akcji promującej markę. O tym jednak za chwilę, a na początek wypadałoby przedstawić Wam recenzję tegoż kosmetyku.

      Z obietnic producenta wynika, że tusz Sexy Pulp powoduje ekstremalne pogrubienie rzęs oraz uwodzicielskie spojrzenie.

    Składniki aktywne:

     - wosk Canauba

      - guma z akacji

     - woda z bławatka

     - wosk ryżowy

    Wosk Canauba ma właściwości ochronne, nadaje połysk i elastyczność rzęsom.

 

 

     Tusz przychodzi do nas w solidnym, estetycznym opakowaniu, a po jego otwarciu duże, naprawdę duże  wrażenie robi szczoteczka. Chyba jest w rozmiarze XXL! Jednak pomimo tego bardzo dobrze dopasowuje się do oka, umożliwiając  wytuszowanie króciutkich nawet rzęs w kąciku wewnętrznym i wyciągnięcie rzęs na zewnątrz w "kocie oko".

      Sexy Pulp istotnie pogrubia rzęsy, jednak na pewno nie daje spektakularnego efektu przypominającego sztuczne rzęsy. Po nałożeniu jednej warstwy efekt jest bardzo naturalny. Rzęsy mają ładny, czysty kolor, są  rozczesane, bez grudek, lekko uniesione u nasady. I taki efekt mi pasuje do mojego codziennego makijażu. Nie zauważyłam szczególnego wydłużenia, ale takiego zadania nie postawiono przed tuszem i ja też tego nie oczekiwałam, gdyż moje rzęsy są całkiem długie.

    Dla większego efektu spróbowałam nałożyć drugą warstwę. Rzęsy były jeszcze bardziej pogrubione, ale też widocznie dłuższ i...nieco posklejane. Wiem, że niektóre dziewczyny lubią taki look, ale to chyba tylko na imprezę.

     Tusz ma głęboki, czarny kolor. Utrzymuje się długo bez osypywania się i rozmazywania.

    Nie miałam żadnych problemów z jego zmywaniem z oczu.

      Jest to na pewno bardzo dobry produkt i dla wielu z nas może stać się jednym z ulubionych tuszów. W zasadzie nie można nic mu zarzucić.

   Pogrubiający tusz do rzęs Sexy Pulpkosztuje w cenie regularnej 57zł za opakowanie o pojemności 9ml. Nie jest więc tani, a zatem trzeba dobrze przemyśleć jego zakup.

    Może więc na początek tusz Sexy Pulp  GRATIS?



Jest to możliwe, gdyż aktualnie w sklepach stacjonarnych Yves Rocher trwa akcja "Poznajmy się", w czasie które każda nowa klientka otrzymuje taki tusz w prezencie. Akcja kończy się 30 czerwca.

poniedziałek, 05 maja 2014

Jak zwykle ostatnio działam z opóźnieniem... Otóż kilka tygodni temu, dzięki portalowi Rekomenduj.to, na którym się zarejestrowałam, zostałam Ambasadorką kampanii GARNIER, promującej nowatorskie kremy przeciwzmarszczkowe, wykorzystujące odmładzającą moc roślinnych komórek macierzystych.

Któregoś dnia po prostu otrzymałam wiadomość  mailem, że idzie do mni paczka i rzeczywiście następnego dnia kurier doręczył mi taką przesyłkę...

 

   Zawartość paczki była naprawdę imponująca: dwa kremy dla mnie do testowania, na dzień i na noc 35+ oraz dwa kremy na dzień ()35+ i 45+) do rozdania  moim znajomym. W tym celu dołączono małe słoiczki na próbki w liczbie 20. Do tego 20 ulotek z informacją o kremach oraz ankiety z pytaniem konkursowym - do wygrania oczywiście zestawy kosmetyków GARNIER.

 

  I zachęta do organizowania "naturalnych spotkań GARNIER", w czasie których wręczać mamy próbki i ulotki, ale także miło spędzać czas - są nawet przepisy na jedzonko, które można zaserwować w czasie takich spotkań.

  Uważam, że to bardzo fajny pomysł i ciekawa kampania. Spotkałam się już z kilkunastoma koleżankami, bliższymi i dalszymi znajomymi, napisałam raporty i swoje opinie. Kremy są naprawdę fajne i myślę, że poświęcę im osobną notkę. O szczegółach kampanii możecie poczytatać na portalu Rekomenduj.to oraz na stronie GARNIER.

piątek, 02 maja 2014

    Otrzymałam do przetestowania od Yves Rocher dwa produkty, które idealnie sprawdzają się w te wiosenne dni: jeden z racji swego działania (peeling), natomiast w drugim kosmetyku kluczową rolę odgrywa zapach (mleczko do ciała).

   Wiosna to tradycyjnie czas, kiedy kobiety zaczynają jeszcze bardziej krytycznie  przyglądać się swojemu ciału i szukają cudownego środka, który uczyniłby to niedoskonałe ciało smukłym i jędrnym. Niestety, ja takiego specyfiku też nie znalazłam, ale mogę ?Wam polecić kosmetyk, dzięki któremu będziemy wyglądać i czuć się lepiej we własnej skórze, mając przy tym wiele przyjemności z jego stosowania. Jest to peeling wyszczuplający z gamy Cle Vegetale Minceur.

 



   Z opisu produktu wynika, że ma on za zadanie:

- pobudzać mikrokrążenie

- przygotować skórę na intensywne wyszczuplanie

- usuwać martwy naskórek

   Właściwości peelingujące produkt zawdzięcza zielonym  ziarnom krzemionki z bambusa. Peeling ma przyjemny zapach, odpowiednią konsystencję - nie jest rzadki i spływa między palcami. Nie należy do szorstkich "drapaków".   Jest delikatny w dotyku, ale bardzo skuteczny w działaniu. Spełnia swoje zadania: rzeczywiście skóra jest po jego zastosowaniu gładka i oczyszczona z martwego naskórka, a także odczuwalne jest pobudzenie krążenia, zwłaszcza jeśli masujemy się przez dłuższą chwilę, co jest naprawdę przyjemne. Polecam ten peeling z czystym sumieniem.

   Cena regularna: 42 zł/150 ml.  Jest on bardzo wydajny, a poza tym warto zajrzeć dosklepu internetowego Yves Rocher, gdzie czekają atrakcyjne promocje, także na ten kosmetyk.

 

   A teraz przeniesiemy się do ogrodu japońskiego...gdzie właśnie zakwitły wiśnie. Takie skojarzeni nasuwa mi się za każdym razem, gdy używam mleczka do ciała  Un Matin au Jardin Kwiat Wiśni

 







 

Kosmetyk ten pozytywnie mnie zaskoczył swoją kremową konsystencją, gdyż spodziewałam się rzadkiej, wodnistej nieco formuły typowej dla mleczka.  Moje mleczko ma bardziej treściwą formułę, a mimo to błyskawicznie się wchłania, nie pozostawia uczucia lepkości na skórze. Jest też naprawdę skuteczne w swym działaniu i spełnia obietnice producenta: nawilża, odżywia skórę i przywraca jej poczucie komfortu. I ten urzekający, kwiatowy zapach, słodki, lecz nie mdły i nie męczący. Utrzymuje się długo na skórze i fajnie komponuje się z wodą toaletową z tej samej linii zapachowej (jest też żel pod prysznic).

   W składzie produktu znajduje się olejek sezamowy, któremu kosmetyk zawdzięcza  właściwości nawilżające i odżywcze oraz łagodząca woda z bławatka.

   Bardzo przypadło mi do gustu to mleczko, choć byłam do niego sceptycznie nastawiona, gdyż nie wierzę we właściwości pielęgnacyjne takich perfumowanych mleczek, traktując je raczej jaj gadżety kosmetyczne. Ale Kwiat Wiśni mnie zaskoczył, łącząc cechy perfum z pielęgnacją na bardzo dobrym poziomie, z której powinny być zadowolone nawet posiadaczki suchej (jednak nie ekstremalnie przesuszonej) skóry.

    Cena regularna: 30 zł/200 ml. W sklepie internetowym Yves Rocher tę nowość można kupić w atrakcyjnej, promocyjnej cenie.

środa, 12 marca 2014

     Nie będę się wdawać w szczegóły, ale ale w dniu 9 listopada ub.r. trafiam do szpitala i tak zeszło prawie do tej pory. Chciałabym dalej pisać, jeśli oczywiście macie jeszcze ochotę czytać.

        Zacznę od ostatnich nowości  Yves-Rocher. Paczuszka, która na mnie czekała sprawiła mi wiele radości. Otrzymałam do przetestowania korektor wygładzająco-rozświetlający  - dla wycieńczonej rekonwalescentki to strzał w dziesiątkę! A mój chłopak dostał oczyszczający peeling do twarzy usuwający oznaki zmęczenia.

       Od peelingu zacznę, opierając się na wrażeniach mojego mężczyzny

Oczyszczający peeling do twarzy usuwający oznaki zmęczenia.



          Mój chłopak dość sceptycznie podszedł do tego kosmetyku, choć regularnie używa żeli do mycia twarzy. Jest wrażliwcem, alergikiem, dużo kosmetyków uczula go i podrażnia skórę. Ten peeling jednak mile nas zaskoczył.

       Jest to kosmetyk z nowej gamy pielęgnacji dla mężczyzn, usuwającej oznaki zmęczenia, w skład której wchodzi też żel do twarzy, krem wygładzająco-ujędrniający oraz żel błyskawicznie wygładzający pod oczy. Głównym składnikiem aktywnym całej gamy jest wyciąg z guarany, która daje prawdziwy zastrzyk energii zmęczonej skórze. Oprócz tego w sład peeligu wchodzą mikro granulki z bambusa, które delikatnie oczyszczają skórę oraz mentol, dający uczucie świeżości.

    Efekty?   Zadowolenie mojego chłopaka!! Peeling ładnie pachnie, tak świeżo. Ma przyjemną konsystencję, z delikatnymi drobinkami, które nie podrażniają, ale dają uczucie czystej skóry. Twarz jest naprawdę gładka i miła w dotyku, co osobiście sprawdziłam.

    Peeling znajduje się w tubce o pojemności 100ml, ale jest bardzo wydajny. Jego cena regularna to 39zł, a biorąc pod uwagę promocję - nie pozostaje Wam nic innego, jak zadbać o swojego mężczyznę.

    Korektor to naprawdę śliczny drobiazg do kosmetyczki. Estetyczny i praktyczny, zaopatrzony w pędzelek, pozwala na szybkie poprawki makijażu w każdym czasie w ciągu dnia.

Korektor wygładzająco-rozświetlający

      Najważniejsza jest, jak zwykle oczywiście zawartość, a nią z pewnością nie można narzekać. Wręcz przeciwnie, używanie korektora jest przyjemne, dzięki jego konsystencji - lekkiej, ale zapewniającej krycie i szybko się wchłaniającej i stapiającej się ze skórą.

    Jak wskazuje nazwa, korektor pełni dwie funkcje: wygładza i rozświetla. Ja stosuję go przede wszystkim pod oczy, dla zamaskowania cieni i "kurzych łapek". Składniki zawarte w tym kosmetyku (perłowa cząsteczka z wosku z róży) powodują odbicie światła, które  optycznie wygładza drobne zmarszczki i nadaje spojrzeniu ten słynny promienny blask Potwierdzam, że korektor bardzo mi pomógł i dzięki niemu przynajmniej wyglądałam zdrowiej. Kosmetyk ten można stosować również wokół ust, na zmarszczki mimiczne. Nie roluje się, nie zbiera w załamaniach. W ciągu dnia wymaga poprawek, szczególnie jeśli chodzi o maskowanie cieni pod oczami. I nie nadaje się oczywiście do ukrywania wyprysków i innych niedoskonałości, gdyż może jedynie je rozświetlić i ukazać w pełnym blasku.

    Moim zdaniem to bardzo dobry korektor, wart swojej ceny (59zł/1,5ml). Korzystajmy jednak z promocji  i zafundujmy sobie ten kosmetyk. Korektor występuje w trzech odcieniach: beż, róż i złoty, a zatem każda z nas powinna znaleźć odpowiedni dla siebie kolor.

środa, 06 listopada 2013

    Nieco opóźnieni, ale tak to bywa, gdy się człowiekowi zachciało kwalifikacje podnosić i dokształcać. Skoro jednak człowiekowi zachciało się też bloga prowadzić...Rozpoczęłam cykl "ulubieńców" i sądzę, wobec braku protestów, że został on zaakceptowany. Nie mogę się więc doczekać, żeby opisać po krótce  najchętniej  używane przeze mnie produkty.

    Zacznę od takiego małego cudeńka:

    Coco Kisses Lip Treatment (Kokosowy balsam do ust) Bomb Cocmetics nabyłam zupełnie przypadkiem, z czystej ciekawości w ramach jednego z weekendowych szaleństw zakupowych. Skusiłam się na promocję: 12zł zamiast 15zł, ale wart  jest zapłacenia nawet pełnej ceny. Cudnie pachnie naturalnym kokosem, nie żadną chemią, podobnie smakuje, a przede wszystkim świetnie nawilża i regeneruje usta, nie pozostawiając na nich ani jednej suchej skórki. Ma sztywną, twarda konsystencję, ale topnieje pod wpływem dotyku. Może opakowanie nie jest najbardziej higieniczne, ale ja używam go tylko w domu, gdy mam czyste ręce. I staram się robić to jak najczęściej. Nie przypominam sobie, żebym posiadała kiedyś produkt, który tak skutecznie i w przyjemny sposób troszczył się o moje usta. Na zdjęciu tego nie widać, ale to naprawdę maleństwo - pojemność 9ml, choć wydajność imponująca.

     Kolejny produkt to też pielęgnacja. Trochę się wahałam, czy o nim napisać, bo nie jest szeroko dostępny i cena...Jeszcze mnie za snobkę jakąś uznacie. Jednak prawdziwie pokochałam phenome Milky-Almond Regenerujące masło do ciała, choć wiem, że sama nigdy nie zdecydowałabym się na zakup tego rodzaju produktu, za którego opakowanie o pojemności 200ml płacimy 147zł!

    Przypomnę Wam jednak, że ja dostałam ten kosmetyk od GIFTBOX w ramach nagrody za napisanie artykułu na konkurs. Trochę kręciłam nosem na tę nagrodę, dopóki nie weszłam na stronę phenome, nie poczytałam o marce i nie zobaczyłam cen...

    Masło ma bardzo gęstą, aksamitną konsystencję i dobrze się rozprowadza na skórze oraz wchłania. Przeznaczone jest do pielęgnacji suchej i bardzo suchej skóry, świetnie nawilża i regeneruje. Jestem nim po prostu zachwycona, gdy widzę, jak dobrze radzi sobie z najbardziej przesuszonymi partiami ciała, pozostawiając skórę miękką i elastyczną. I ten skład... Podobno w 99,1% naturalny, oparty na wodach roślinnych, naturalnych ekstraktach i olejach.  Nie jest to pospolite "pachnidełko". Nie uwiedzie Was jego zapach, choć ja osobiście lubię ten aromat, z delikatną migdałową nutą.

    Teraz czas na kosmetyki do makijażu. Zacznę od mojego odkrycia w kwestii brwi: Delia Onyks Korektor do brwi.

    Produkt nasz rodzimy, tani (zapłaciłam za niego 17zł z groszami), a spełnia swoje zadania bez zarzutu. Czytałam na temat tego korektora różne opinie: jedni go kochają i wychwalają, inni - wręcz przeciwnie. To chyba zależy od tego, jakie wiąże się z tym produktem oczekiwania. Otóż na opakowaniu napisano, iż przyciemnia, rozczesuje, nabłyszcza, a zatem podkreśla i nadaje wyrazu już istniejącym i rosnącym włoskom. I tak właśnie zadziałał u mnie, i za to go lubię. Jeśli natomiast ktoś oczekuje, że korektor uzupełni jakieś braki i nada brwiom idealnego kształtu, to niestety rozczaruje się i nie pozostawi na nim suchej nitki. Ja polecam - do stosowania zgodnie z przeznaczeniem, oczywiście.

    A teraz będę nudna, gdyż znów jako ulubieńca przywołam kosmetyk z Yves-Rocher, ale nie da rady inaczej. Swego czasu testowałam nowe cienie do powiek tej marki i - chociaż ich kolory zupełnie mi nie podpasowały - sama formuła kosmetyku bardzo mi się spodobała. Postanowiłam więc, korzystając oczywiście z atrakcyjnej promocji, zakupić swój własny cień, w wybranym przeze mnie kolorze.  I tak stałam się posiadaczką Pojedynczego cienia do powiek Intensywne Kolory w odcieniu Złocisty Beż.

    Jest to przepiękny, połyskujący cień, bez żadnych drobinek, o kremowej konsystencji. W ubiegłym miesiącu bardzo często gościł w moim makijażu codziennym - nakładałam go na środek ruchomej powieki dla rozświetlenia spojrzenia i uzyskania efektu 3D. Ale to nie wszystko. Cień ten świetnie sprawdza się w roli rozświetla za nakładanego na kości policzkowe. Pięknie odbija światło i nadaje twarzy świeży, wypoczęty wygląd. Należy jednak zachować ostrożność z jego dozowaniem, gdyż jest mocno na pigmentowany i łatwo przesadzić... Uwielbiam takie wielofunkcyjne kosmetyki.

    W październiku odkryłam na nowo jeden z moich ulubionych niegdyś zapachów: DKNY  Be Delicious.

    Męczę to "jabłuszko" już drugi rok. Najpierw nie mogłam się z nim rozstać, później mi zbrzydło i znowu do niego wróciłam. Wiem, ze niektórzy  określają ten zapach jako banalny, płaski i nieskomplikowany. Ja jednak lubię  w jesienny dzień otulić się aromatem dojrzewających, złocistych jabłek, ciepłym i świeżym zarazem.

 

Na tym lista ulubieńców się zamyka i czas na obiecanego bubla. Może wielkiej krzywdy kosmetyk ten mi nie wyrządził, ale wystarczy, że nie działał, jak powinien. Mam na myśli Płyn micelarny do mycia i demakijażu 3w1 z serii Esencja Młodości Bielenda.

    Płyn od razu wzbudził moją niechęć z powodu bardzo intensywnego, chemicznego, "naperfumowanego" zapachu. Makijażu oczywiście nie usunął, potrzebowałam po jego użyciu umyć twarz żelem. Rano obudziłam się z ciemnymi kreskami pod dolną powieką...Nie odczułam jego działania nawilżającego, matującego ani oczyszczającego. chyba nie dam rady używać go jako tonik, gdyż obficie się pieni na skórze i wcale nie odświeża, a raczej "oblepia" skórę. w tej sytuacji jego cena: ok.13zł za 200ml wcale nie jest kusząca. Ja ten produkt otrzymałam w pudełku ShinyBox. Przetestowałam i nie polecam.

    A może któraś z Was używała kosmetyków opisanych przeze mnie? Może macie inne spostrzeżenia i uwagi? Chętnie się zapoznam z Waszymi opiniami.

wtorek, 05 listopada 2013

    Jeśli śledzicie mojego bloga  od początku, to zapewne wiecie, że mam obsesję na punkcie pielęgnacji okolic oczu i nieustannie poszukuję idealnego kosmetyku, który zaspokoi wszelkie wymagania mojej skóry w tych partiach, a są one (te oczekiwania, nie partie skóry) naprawdę ogromne. Mam obecnie krem bliski tego ideału - naprawdę bardzo poprawił wygląd skóry pod moimi oczami. Nie będę się tu jednak o nim rozpisywać, wspomnę jedynie, że to krem przeznaczony dla bardzo, bardzo dojrzałych kobiet.

     Nie zdziwicie się zatem, że gdy tylko pojawiła się okazja do przetestowania kolejnego kosmetyku przeznaczonego do pielęgnacji okolic oczu, nie mogłam z niej nie skorzystać. I tym sposobem trafił do mnie kolejny kosmetyk z gamy Elixir 7.9 - Energizujący roll-on pod oczy. Jeśli chcecie zapoznać się z pozostałymi kosmetykami z tej gamy oraz uzyskać więcej informacji na ten temat, zajrzyjcie na stronę Yves-Rocher. Zachęcam również, jeśli jeszcze nie czytałyście tego wpisu, do zapoznania się z moja recenzją testowanych przeze mnie kosmetyków z tej gamy (TUTAJ).

    Już na pierwszy rzut oka wygląda intrygująco, z tymi trzema kuleczkami, przypominając nieco głowicę USG...

    Jak zatem ma działać?

- usuwa opuchliznę

- redukuje cienie

- przywraca świeżość i komfort

- rozświetla spojrzenie

- delikatnie masuje skórę wokół oczu

- minimalizuje wygląd zmęczonych oczu

 

Stosowałam ten krem prawie przez miesiąc i mogę już podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami na jego temat.

- masujące trzy kuleczki - to naprawdę świetny pomysł! Jest już sporo kosmetyków typu roll-on z jedną kulką, ale masaż trzema małymi, chłodnymi kuleczkami  przynosi duże odprężenie i daje nieporównywalny komfort naszym zmęczonym oczom. Poprawia mikrocyrkulację, przez co faktycznie zmniejsza opuchliznę, a także wspomaga  przenikanie i działanie substancji aktywnych. Czytałam, że są takie specjalne masażery do okolic oczu, a my dostajemy takie urządzenie razem z kremem, bez dodatkowych kosztów. Należy oczywiście pamiętać o technice nakładania kremu w okolicach oczu. Nie masujemy się po gałce ocznej ani tuż przy linii rzęs! Wystarczy nakładać krem na obrzeżach oczodołu, a u góry - tuż pod łukiem brwiowym. Skóra pod oczami jest tak skonstruowana, ze "zasysa" składniki kosmetyku. Tak więc ogromny plus za kuleczki i potwierdzam, że masaż nimi daje uczucie świeżości, komfortu i wypoczynku dla oczu, nawet jeśli nie zmrużyłyśmy ich przez całą noc.

 

- żelowa konsystencja - lekka, szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej powłoczki.  Z powyższych względów, według mnie, jest to typowy krem na dzień, choć producent zaleca stosowanie go również wieczorem, jako całościowej pielęgnacji okolic oczu. Być może dla mniej wymagającej skóry pod oczami taka pielęgnacja spełniłaby swoje zadanie. Jest to przecież kosmetyk z gamyproduktów opartych na  wyciągach z roślin o działaniu przeciwstarzeniowym, ale moja skóra pod oczami wykazuje oznaki starzenia bardziej zaawansowane niż wskazywałaby jej metryka. Krótko mówiąc - dodatkowo potrzebuję bardziej "treściwego", o cięższej konsystencji kremu, który bardzo dobrze nawilży i odżywi okolice moich oczu. W przypadku tego kremu nie zauważyłam szczególnych właściwości nawilżających, ale też należy przyznać, że takie jego działanie nie było deklarowane.  Dlatego, moim zdaniem, pielęgnację z zastosowaniem Energizującego roll-onu należałoby uzupełnić jakimś produktem nawilżającym. Może wielu z Was wystarczyłaby od czasu do czasu jakaś maseczka pod oczy?

 

- efekt rozświetlenia i  zmniejszenia cieni pod oczami - zauważyłam! Jest to widoczne od razu po nałożeniu kremu. Okolice pod oczami wyraźnie się rozjaśniają, rozświetlają. Z opisu produktu wynika, ze efekt ten jest wynikiem  wykończenia z drobinkami, ale bez obaw. W kremie nie ma żadnego brokatu i pod oczami nie powstaje efekt dyskotekowy. Jest to raczej połyskująca, jednolita, satynowa poświata - efekt odpowiedniego odbicia promieni świetlnych. Nie jest to sztuczne ani przerysowane. Ja nakładam na ten krem lekki korektor, który bardzo dobrze się rozprowadza i utrzymuje. Korektora używam w minimalnej ilości, a moje spojrzenie jest rzeczywiście świeże i wypoczęte. Tak więc kolejna obietnica co do działania kremu została spełniona.

 

- bezwonność - ogromna zaleta w przypadku kosmetyków stosowanych w tak wrażliwych partiach twarzy

 

- wydajność - wystarczy niewielka kropelka, aby rozprowadzić dokładnie kosmetyk wokół oczu. Opakowanie bardzo ułatwia dozowanie, a wychwalane prze mnie kuleczki - efektywna aplikację. Nic się nie marnuje, jak to czasem bywa w przypadku kremu pod oczy, gdy wyciskamy zbyt dużą ilość produktu.

 

- i w końcu skład kosmetyku, który  jest zawsze atutem marki Yves-Rocher. Tym razem substancje aktywne to wyciągi z 7 roślin, których działąnie przeciwstarzeniowe zostało poparte 9 patentami. Więcej na ten temat przeczytacie na stronie Yves-Rocher

    Podsumowując: bardzo fajny produkt i cieszę się, że mogłam go wypróbować. Na pewno pomaga mi doraźnie przywracając rankiem świeżość mojemu spojrzeniu. W ciągu dnia okolice moich oczu wyglądają naprawdę ładnie i jestem zadowolona z działania tego kosmetyku, gdyż sprawdził się i wywiązał z obietnic, jakie złożył producent. Myślę, że dla wielu z Was to może być świetny wybór, jeśli na razie potrzebujecie tylko lekkiego kremu, który zadba o Wasze spojrzenie, ale też zabezpieczy Was na przyszłość, opóźniając oznaki starzenia i łagodząc pierwsze jego oznaki.

    Cena regularna produktu: 105zł/15ml

    Energizujący roll-on pod oczy  można kupić w internetowym sklepie Yves-Rocher.

 



środa, 30 października 2013

    Tytuł brzmi może magicznie i czarodziejsko, ale ja w swojej recenzji odwoływać będę się wyłącznie do faktów popartych badaniami naukowymi oraz doświadczeniami przeprowadzonymi na mojej własnej skórze.

    Miałam przyjemność przetestowania kosmetyków z gamy Elixir 7.9 marki Yves - Rocher, które miały swoją premierę tej jesieni, ale stały się już kosmetycznym wydarzeniem roku 2013. Cóż oznacza ta nieco tajemnicza, a przez to intrygująca nazwa?  Chodzi tu po prostu o 7 aktywnie działających wyciągów z roślin i 9 patentów przeciw starzeniu się skóry zawartych w kosmetykach należących do tej gamy. Ja wybrałam do testowania, stosownie do potrzeb mojej skóry Energizujące serum młodości, Energizukący krem młodości ma dzień do cery normalnej i mieszanej oraz Roll-on pod oczy.

    Dzisiaj chciałabym podzielić się swoją opinią na temat serum i kremu. Będzie to łączna recenzja, gdyż obydwa produkty stosowałam jednocześnie, pozwalając im w pełni się wykazać swoimi dobroczynnymi właściwościami. Obydwa kosmetyki stosuję od trzech tygodni i sporo już o nich mogę napisać.

     Zacznę od serum, które nakładałam na twarz rano i wieczorem pod krem, choć można zastosować je samodzielnie jako miesięczną kurację.

Przeznaczone jest dla kobiet, których skóra wykazuje pierwsze oznaki starzenia i nadaje się dla każdego rodzaju cery.  Serum spodobało mi się już wizualnie. zamknięte jest w eleganckiej, szklanej buteleczce z ciemnozielonego szkła i zaopatrzone jest w pipetę. Pompka pewnie też by się sprawdziła, może nawet byłaby wygodniejsza. Nie wiem, czy uda mi się przy pomocy tego aplikatora wydobyć zawartość buteleczki do samego denka...

 Kosmetyk ładnie, świeżo pachnie. Jest to zapach nienachalny, delikatny, kojarzy mi się z roślinnością z wilgotną, kwitnącą łąką. Konsystencja serum jest ultra lekka, beztłuszczowa. Wchłania się błyskawicznie i nie pozostawia żadnej wyczuwalnej warstwy na skórze.

    Obiecywanej efekty skoncentrowanego  działania  odmładzającego:

- przywraca skórze miękkość i komfort

- dodaje energii i blasku

- zmniejsza pierwsze zmarszczki

- wspomaga i intensyfikuje działanie kremu

 

   Skład serum, podobnie jak kremu, to przede wszystkim 7 aktywnych wyciągów roślinnych:

- mangiferyna z aphloi

- inozytol z zielonego ryżu

- oligozydy z jabłka

- wyciąg z ziaren tara

- wielocukry z aloesu

- betaina z buraka

- wyciąg z ziaren rokitnika

 

Kosmetyk nie zawiera oczywiście silikonów ani parabenów.

 

    Zanim przejdę do opisu moich przemyśleń na temat produktu - kilka słów o kremie, gdyż podsumuję ich działanie w duecie.

 



      Energizujący krem młodości na dzień dla cery normalnej i mieszanej ma również lekką konsystencję, choć jest ona oczywiście bardziej gęsta niż serum. Wchłania się bez problemu i nie pozostawia tłustej warstwy ani nie powoduje błyszczenia się twarzy. Wraz z serum stanowią dobrą bazę pod podkład, należy jednak pamiętać, aby nie przesadzić z ilością serum ani kremu, gdyż podkład po prostu może się zrolować. Producent zapewnia, że wystarczy użyć jedna kroplę serum na całą twarz, dla mnie jednak optymalna ilość to 3 krople, co wystarcza na buzię i szyję.

    Krem pachnie troszkę bardziej intensywnie niż serum, ale jest to ta sama, świeża, roślinna nuta zapachowa. Jego aplikacja to naprawdę przyjemność.

    Efekty działania:

- przywraca skórze miękkość i komfort

- dodaje energii i blasku

- zmniejsza pierwsze zmarszczki i bruzdy

- ujednolica powierzchnie skóry

- walczy z wiotczeniem skóry

- przywraca jędrność skóry.

 

    Skład - tak samo dobry jak w przypadku serum. Szczegółowe informacje o działaniu poszczególnych składników aktywnych znajdziecie na stronie Yves-Rocher, gdzie będziecie mogli zapoznać się również z pozostałymi propozycjami z gamy Elixir 7.9.

    Wracając do moich testowanych produktów - czas na podsumowanie. Muszę to napisać, że ... znowu się nie zawiodłam na kosmetykach Yves - Rocher. A przyznam się, że oczekiwania miałam spore, kiedy tylko wzięłam do ręki te luksusowo wyglądające produkty. Na szczęście nie był to przerost formy nad treścią.

    Jako kobieta w wieku 30+, której cera nie wygląda już wiosennie świeżo (przynajmniej nie zawsze) trafiłam na kosmetyki, które są odpowiedzią na większość potrzeb mojej skóry. Bardzo szybko po zastosowaniu obydwu kosmetyków zauważyłam poprawę struktury mojej skóry, zmniejszenie widoczności drobnych zmarszczek (takich zarysowań na skórze), a przede wszystkim spłycenie brzydkiej bruzdy pomiędzy nosem a ustami, z którą rzadko który krem sobie radził. Poprawił się też kontur mojej twarzy, czyli jakby podbródek mniej obwisał? Ogólnie ta skóra jakoś bardziej sprężysta i napięta się zrobiła, a przy tym przyjemna w dotyku. I  wiem już, o co chodzi z tym blaskiem i promiennością - to takie wewnętrzne światło, które inni dostrzegają i zastanawiają się nad przyczynami naszego ładniejszego, nieco innego wyglądu.

    Oprócz pozytywów nie mniej ważny jest brak skutków niepożądanych. Kosmetyki nie podrażniły mojej skóry, nie spowodowały żadnego uczucia dyskomfortu, nie zapchały porów, nie spowodowały powstania niedoskonałości. Wręcz przeciwnie, moja skóra czuje się zrelaksowana i odprężona.

    Z zatem nie pozostaje mi nic innego, jak polecić te kosmetyki, razem lub osobno, wszystkim młodym jeszcze, ale już w "pewnym wieku" kobietom, które stawiają na profilaktykę i zapobieganie , a raczej opóźnianie procesu starzenia skóry. U takich właśnie kobiet produkty te powinny przynieść najlepsze efekty, zgodne z obietnica producenta. W przypadkach bardziej zaawansowanych rekomendacji dać nie mogę.

   Cena regularna serum 129zł/30ml   -  produkt bardzo wydajny!

    Cena regularna kremu 129zł/40ml

 

Szukajcie promocji w sklepie internetowym Yves-Rocher.

    

    

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody