Kategorie: Wszystkie | kuchnia | uroda, pielęgnacja | wszystkie
RSS

uroda, pielęgnacja

niedziela, 23 listopada 2014

    "Delicje szampańske" - to było moje pierwsze skojarzenie zapachowe, gdy otworzyłam buteleczkę żelu pod prysznic z rozświetlającymi drobinkami  z limitowanej kolekcji świątecznej Yves Rocher.

zel_pod_prysznic_z_drobinkami_rozswietlajacymi_210121    Smakowite połączenie czekolady i pomarańczy przeniosło mnie w świat dzieciństwa, gdzie można było zajadać ciasteczka nie zastanawiając się nad każdą kalorią...Czekolada i pomarańcza to również świąteczne smaki, gdyż za "moich czasów" takie smakołyki nie były na co dzień dostępne. Dlatego może tak się rozczuliłam nad tym żelem...

    Poza tym spójrzcie na niego! Iskrzy się cały jak choinkowa bombka, gdyż ma w sobie drobinki brokatu. Ale bez obaw. Po umyciu się w tym żelu na pewno nie będziecie wyglądać jak dyskotekowa kula. Prawdę mówiąc, ja żadnych drobinek na skórze nie dostrzegam i nie wyczuwam w dotyku. Co za tym idzie, ten efekt rozświetlenia tez raczej słaby...

     A teraz już możemy się nim rozkoszować...Żel jest bardzo gęsty, nie spływa i przez to będziemy mogły długo się nim cieszyć - plus za wydajność!

      Pachnie pięknie, chyba że ktoś nie lubi czekolady i pomarańczy, ale to już rzecz gustu. Niestety, pod prysznicem pachnie mniej intensywnie i nie utrzymuje się długo na skórze. Może jednak powinno to przemawiać na jego korzyść, że nie zawiera żadnych polepszaczy aromatu? Bo to zapach naprawdę bardzo naturalny, zupełnie odmienny od tych sztucznych czekoladek i chemicznych pomarańczy.

    Jest bardzo przyjemny w użyciu. Na wilgotnej skórze tworzy delikatną piankę. Nie tylko nie wysusza skóry, ale jest ona miękka, nawilżona.

    Cóż więcej wymagać od żelu pod prysznic i o czym tu pisać" Same sprawdźcie! Żel pod prysznic z rozświetlającymi drobinkami i wiele innych produktów z kolekcji świątecznej można już nabywać w sklepach stacjonarnych i w sklepie internetowym Yves Rocher

niedziela, 21 września 2014

    Dawno nie  prezentowałam Wam pudełek z Shinybox. Nie będę jednak przepraszać i tłumaczyć się brakiem czasu. Powiem wprost - edycja lipcowa i sierpniowa były tak nieudane, że nawet laptopa nie chciało mi się otwierać, żeby o nich pisać. Już nawet chciałam zrezygnować z subskrypcji, ale postanowiłam dać im jeszcze jedną szansę i...chyba dali radę...

    W pudełku znalazłam: 3 produkty pełnowymiarowe, 2 miniprodukty, 5 próbek i zero produktów rozlosowanych wśród subkrybentek (a mógł być lakier do paznokci LA ROSA albo koncentrat roślinny z aloesu lub oczaru wirginijskiego).

     Pełnowymiarowe produkty są bardzo interesujące i okazały się dla mnie przydatne.

- krem do rąk i paznokci BIOLIQ  Regeneruje, nawilża, wygładza i chroni skórę dłoni i paznokcie. Zawiera olejek cytrynowy. cena 15zł/50ml

 

- korektor cieni pod oczami GRASHKA Korektor zmniejszający widoczność cieni pod oczami, silnie kryjący i rozświetlający. cena 21zł

 

- mascara LASH XPRESS 7 hyaluronic ETRE BELLE nadaje rzęsom niesamowitą objętość. Zakrzywiona szczoteczka Maxi-curl  zapewnia podkręcenie, pogrubienie i wydłużenie rzęs. cena 100zł

 

 

    Miniprodukty to zestaw przydatny na wyjazdy. Obydwa to BALNEOKOSMETYKI MALINOWY ZDRÓJ: Biosiarczkoy peelingujący żel do mycia ciała oraz Biosiarczkowy szampon. cena 28zł/50ml każdy

My dostałyśmy produkty o pojemności 50ml.

 

    Do tego jeszcze 5 saszetek z próbkami: 2 kremy pod oczy, krem do twarzy siarkowy oraz 2 olejki pod prysznic (oliwkowy i różany).

 

    Ogólnie to zadowolona jestem i mam nadzieję, że październikowe pudełko  nie rozczaruje jak te pprzednie. 

poniedziałek, 01 września 2014

   Przyznacie, że od dłuższego już czasu pochłodniało i powiało prawdziwą jesienią. Dlatego też z ogromną przyjemnością (dla poprawy nastroju, oczywiście) sięgnęłam po moje nowe, jesienne już perfumy marki Yves Rocher. Woda toaletowa Quelques Notes d'Amour miała mieć swoją premierę we wrześniu, a zatem w chwili, gdy ten post się ukaże, będzie już dostępna w sprzedaży.

    Powiem wprost - nie umiem w piękny, poetycki sposób opisywać zapachów. Po rostu zapach chwyta mnie za serce albo nie (nie chcę pisać, że za nos, bo to brzmi okropnie).

    Zacznę więc od opakowania, które jest bardzo wysmakowane. Elegancka, a jednocześnie romantyczna i kobieca buteleczka doskonale współgra z ukrytym w jej wnętrzu zapachem.

    Dla kogo jest ten zapach? Twórcom perfum przyświecała myśl, że są one idealne dla kobiety zakochanej: radosnej, przepełnionej emocjami i pragnieniami. Jest w nich słodycz, zmysłowość, oczekiwanie... Moim zdaniem Quelques Notes d'Amour to coś więcej niż zapach kojarzący się z romantyczną randką. Tak pachnie silna, zdecydowana kobieta, która wie, czego chce. I to pasuje doskonale do wizji kobiety "noszącej" te perfumy. Czyż "woman in love" nie jest zdolna do wszystkiego?

    Perfumy skradły moje serce, choć miałam obawy, czy mi się spodobają, bo sądząc z samego opisu, nie do końca była to moja bajka. Cóż, widocznie na przestrzeni ostatniego roku zaszła we w mnie duża zmiana. Jedno wiem na pewno. Nie są to perfumy banalne, zwyczajne pachnidełko. Nie każdej z Was przypadną do gustu, ale po prostu musicie je powąchać, a najlepiej ponosić je na sobie przez kilka godzin.

    Quelques Notes d'Amour należą do zapachów orientalno-drzewnych.

nuty głowy:  bergamotka i różowy pieprz

nuty serca:  róża damasceńska, drzewo gwajakowe, paczula

nuty bazy:  cedr, amyris, benzoes

 

    Zapach jest intensywny, wyrazisty, na pewno nie mdły, a przy tym nie męczy i nie przytłacza. Otrzymałam wiele komplementów pod adresem tych perfum i to od osób w różnym wieku. C niezwykłe, podoba się chyba wszystkim mężczyznom. Mam na to dowody bezpośrednie, gdyż mój tato i mój narzeczony wprost wychwalają ten zapach. Obcy panowie też dyskretnie pociągają nosem i są tacy mili...Czyżby w Yves Rocher znano jakiś tajny składnik powodzenia u płci przeciwnej? Ale tak bez Zartów - na randce sprawdzą się świetnie. Są jednak na tyle subtelne, że można z powodzeniem używać ich na dzień bez obawy o doprowadzenie do bólu głowy.

    Ich kolejna zaleta to trwałość. Używam rano, a biorąc wieczorny prysznic jeszcze czuję ich zapach na skórze.

    Idealne na nadchodzącą porę roku. W lecie, w cieplejsze dni to może tylko na wieczór, np. na te randki, do których ciągle powracam w tym poście...

    Podsumowując: dla mnie ten zapach był miłym zaskoczeniem i na pewno na długo zagości na mojej skórze, nie tylko na toaletce. Wy musicie powąchać i się określić 

   Woda perfumowana Quelques Notes d'Amour 30ml w cenie regularnej 132zł  lub 50ml  - 175zł dostępna już w salonach i w sklepie internetowym Yves Rocher w atrakcyjnej promocji. Sprawdźcie też inne produkty z tej linii zapachowej.

 

środa, 16 lipca 2014

   W maju na aukcji organizowanej przez portal KobietaMag.pl udało mi się wylicytować nowość kosmetyczną: Eveline Cosmetis Intensywnie nawilżający balsam do ciała pod prysznic Argan Oil.  W ubiegłym roku podobny produkt wprowadziła NIVEA, chciałam więc wypróbować kolejny balsam pod prysznic i przekonać się, czy zaskoczy mnie czymś nowym?

     Balsam, który otrzymałam, przeznaczony jest do pielęgnacji skóry normalnej i suchej, Występują jeszcze dwie wersje.

    Opakowanie dość spore, bo aż 350ml, z wygodnym dozownikiem. Kosmetyk ma postać lekkiego mleczka, ale nie spływa z dłoni i bardzo dobrze rozprowadza się na skórze. Zasada stosowania jest taka sama: po umyciu się nakładamy na spłukane ciało balsam wmasowując go w skórę. Nadmiar należy spłukać wodą. Szybko i bez problemów. Oszczędność czasu, bo  kosmetyk nie pozostawia tłustego filtru i można od razu założyć ubranie.

     Ma bardzo przyjemny, delikatnie kwiatowy zapach, który  odpowiada mi znacznie bardziej niż firmowy zapach NIVEA.

      A jakie są efekty stosowania balsamu?

       Z opisu produktu wynika, iż zastosowano w nim nowatorską formułę CELLFORTE, dzięki której skóra natychmiast staje się aksamitna i miękka w dotyku. I rzeczywiście to poczułam. Gładka, miękka skóra z efektem natychmiastowym. Zerknęłam na skład...nie jest najlepszy, trzeba przyznać. Kwas hialuronowy i olej argonowy prezentowane jako  niemalże baza balsamu to dopiero 6. i  8. pozycja. Przed nimi plasują się parafina i gliceryna.

     Nie będziemy chyba przecież składów studiować! Produkt jest naprawdę fajny i jest wiele sytuacji, w których świetnie się sprawdza. Może nie zalecałabym go do codziennej pielęgnacji jako jedyne nawilżenie skóry, zwłaszcza tej suchej, ale warto wiedzieć o jego istnieniu  i sięgnąć  w lecie, na wakacjach, podczas urlopowych wyjazdów, a także w domu, gdy jesteśmy spóźnione albo...po prostu "mamy lenia".

      Szczerze mówiąc nie rozglądałam się po sklepowych półkach za tym produktem, ale z informacji internetowych wynika, że kosztuje 15.90zł.



piątek, 11 lipca 2014

   Kosmetyki do makijażu, które otrzymuję do testowania zawsze sprawiają mi dużą przyjemność, dlatego ucirszył mnie bardzo w mojej ostatniej przesyłce od Yves Rocher widok pomadki do ust. Najnowszy produkt do ust tej marki - Połyskująca pomadka do ust z pewnością ucieszy każdą kobietę, która również w swym makijażu chciałaby bazować na kosmetykach opartych na naturalnych składnikach. Ja do takich kobiet należę, stąd też nowa pomadka Yves Rocher to doskonały wybór dla mnie.

   Innowacyjność tej pomadki polega na wykorzystaniu po raz pierwszy zdolności olejku wiśniowego do nadawania połysku i załamywania światła, co pozwala na uzyskanie niespotykanego efektu blasku i koloru na naszych ustach. Ponadto olejek wiśniowy, dzięki zawartości kwasów omega 6 i 9, wykazuje właściwości odżywcze i ochronne.

  

   Pomadka znajduje się w ciemnoczerwonym, półtransparentnym opakowaniu o pojemności 3,5g. Mój kolor to Liczi. Jest to typowy odcień "nude" w tonacji różowej, ale na ustach wygląda naprawdę ładnie. Subtelnie podkreśla naturalny kolor ust i w niczym nie przypomina korektora, jak to mają w zwyczaju niektóre cieliste pomadki. Usta  mają ten specyficzny blask, bardzo naturalny, zmysłowy. Nie jest to błyszcząca tafla jak po zastosowaniu błyszczyka, nie jest to perła ani żadne drobinki czy brokaty. Po prostu...blask natury. Bardzo ładny efekt.

   Moim zdaniem pomadka jest idealna na lato, gdyż pokrywa usta delikatną warstwą, nie oblepia ich. Nie należy do ciężkich, kremowych pomadek, które się rozmazują. Bardzo łatwo się nakłada i przyjemnie "nosi się| na ustach, gdyż odżywia je i pielęgnuje. Nie podkreśla suchych skórek i absolutnie nie przesusza ust. Może nie należy do najtrwalszych, ale nie zbiera się w kącikach i nie schodzi w nieestetyczny sposób. Ponadto pomadka ma fajną konsystencję, zwartą, ale nie twardą. Naprawdę komfortowo się ją nakłada i dlatego częste poprawki makijażu w ciągu dnia to żaden problem. Na pewno się nie złamie ani nie rozpuści w torebce, tak więc śmiało powinna znaleźć się w wakacyjnej kosmetyczce.

   I tak subtelnie pachnie wiśniami...Naprawdę bardzo delikatnie, nie nachalnie. Jest w ogóle taka mało wyczuwalna, że można zapomnieć, iż nosi się coś na ustach, dopóki się nie spojrzy w lusterko, bo efekt wizualny jest widoczny na pierwszy rzut oka.

   Połyskująca pomadka do ust występuje w 12 apetycznych kolorach i jest dostępna w salonach stacjonarnych oraz w sklepie internetowym Yves Rocher. Jej cena regularna to 35zł, ale jak zwykle w Yves Rocher czekają na Was atrakcyjne promocje!

niedziela, 29 czerwca 2014

   W pudełku znalazły się    Witam po urlopowej przerwie i wracam do Was z kolejnym pudełeczkiem ShinyBox. Tym razem jest to edycja urodzinowa, gdyż właśnie w czerwcu (podobnie jak ja!) ShinyBox świętuje swoje urodziny. W tym roku była to druga rocznica - oczywiście mam na myśli pudełko, bo u mnie to kilkadziesiąt lat więcej.

     Jako osoba dojrzała i niedziecinna podchodzę do subskrypcji  z dystansem i nie przeżywam  zawartości każdego pudełka, choć przyznam, że lubię ten dreszczyk emocji, gdy z nożem w ręku przyglądam się dostarczonej paczce...

     W czerwcu wyglądała ona tak:

   W pudełku znalazły się aż cztery pełnowymiarowe produkty. Przede wszystkim moją uwagę przykuło różowe jajeczko, odpowiednik słynnego Beautyblendera. Marzyło mi się coś takiego, gdyż ostatnio bardzo poluiłam nakładanie makijażu gąbeczkami. Nigdy  w zyciu nie wydałabym ośmiu dych na "jajo", które po 3 miesiącach nadaje się do wyrzucenia. A tu proszę - jak na zmówienie gąbeczka Make-up Blender SYIS pochodząca z limitowanej kolekcji, której cena też jest niemała, gdyż wynosi 50zł. Czyli koszt pudełka już się zwrócił.

    Kolejny produkt u wielu dziewczyn wywoła pewnie znowu falę oburzenia i krytyki: po raz kolejny ... dezodorant. To bardzo praktyczne, a ja przynajmniej wiem, że jestem zabezpieczona i nie zabraknie mi dezodorantu w najmniej spodziewanej chwili. Tym razem będę mogła wypróbować DOVE Antyperspirant Invisible Dry Anti-white marks. Naprawdę się przyda. Jego cena to ok. 15zł za opakowanie o pojemności 150ml.

ORGANIQUE Peeling solny z masłem shea o zapachu bambusa to po prostu rozkosz dla zmysłów. Jak on pachnie! Delikatnie, ale zniewalająco. Jestem nim zachwycona. Całe szczęście, że to też pełnowymiarowy produkt - słoik o pojemności 200ml, za który trzeba by zapłacić 40zł.

    Kolejny produkt to pielęgnacja włosów i kolejna powtórka, gdyż niedawno podobny kosmetyk znalazł się w jednym z pudełek: serum do włosów narażonych na działanie wysokiej temperatury MARION. Nie używam takich produktów, a więc kolejny kosmetyk do pielęgnacji włosów powędruje do mojej siostry, u której suszarka i lokówka są na porządku dziennym. Produkt pełnowymiarowy o pojemności 30ml kosztuje 10zł.

   Mini-produkt to tym razem kolagenowa maseczka w kremie EIRE BELLE, przeznaczona do pielęgnacji skóry suchej  i wrażliwej. Miniaturka całkiem spora - 15ml. Pełnowymiarowy produkt to pojemność 50ml w cenie 131zł. Chętnie przetestuję, bo moja cera przypomina znowu piaski Sahary i tylko czekam, aż zacznie mi skóra schodzić jak u węża...

   Są jeszcze gratisy.

    Spray na owady... Naprawdę. Jest to spray ochronny o zapachu nietolerowanym przez owady. Na szczęście zapach ten, z linii cytrusowej, jest dość znośny dla człowieka.

   I coś bardzo fajnego...W tej paczuszce przewiązanej złotą nitką znajduje się kilka saszetek z próbkami kremów i szamponu oraz peelingująca pomadka do ust. Wszystko to marki SYLVECO. A do tego dołączono "Twój zielnik" - przewodnik po produktach firmy, gdzie zostały opisane kosmetyki, których próbki otrzymałyśmy.

   Jeśli mam podsumować pudełko - to bez fajerwerków(a może tak z okazji urodzin przydałyby się?). Nie jest źle, ciekawy pomysł z tymi próbkami i katalogiem. Wartość otrzymanych produktów na pewno wyższa niż koszt pudełka (49zł).

    Życzę Zespołowi ShinyBox wszystkiego najlepszego i czekam na kolejne, jeszcze lepsze pudełka.

piątek, 02 maja 2014

    Otrzymałam do przetestowania od Yves Rocher dwa produkty, które idealnie sprawdzają się w te wiosenne dni: jeden z racji swego działania (peeling), natomiast w drugim kosmetyku kluczową rolę odgrywa zapach (mleczko do ciała).

   Wiosna to tradycyjnie czas, kiedy kobiety zaczynają jeszcze bardziej krytycznie  przyglądać się swojemu ciału i szukają cudownego środka, który uczyniłby to niedoskonałe ciało smukłym i jędrnym. Niestety, ja takiego specyfiku też nie znalazłam, ale mogę ?Wam polecić kosmetyk, dzięki któremu będziemy wyglądać i czuć się lepiej we własnej skórze, mając przy tym wiele przyjemności z jego stosowania. Jest to peeling wyszczuplający z gamy Cle Vegetale Minceur.

 



   Z opisu produktu wynika, że ma on za zadanie:

- pobudzać mikrokrążenie

- przygotować skórę na intensywne wyszczuplanie

- usuwać martwy naskórek

   Właściwości peelingujące produkt zawdzięcza zielonym  ziarnom krzemionki z bambusa. Peeling ma przyjemny zapach, odpowiednią konsystencję - nie jest rzadki i spływa między palcami. Nie należy do szorstkich "drapaków".   Jest delikatny w dotyku, ale bardzo skuteczny w działaniu. Spełnia swoje zadania: rzeczywiście skóra jest po jego zastosowaniu gładka i oczyszczona z martwego naskórka, a także odczuwalne jest pobudzenie krążenia, zwłaszcza jeśli masujemy się przez dłuższą chwilę, co jest naprawdę przyjemne. Polecam ten peeling z czystym sumieniem.

   Cena regularna: 42 zł/150 ml.  Jest on bardzo wydajny, a poza tym warto zajrzeć dosklepu internetowego Yves Rocher, gdzie czekają atrakcyjne promocje, także na ten kosmetyk.

 

   A teraz przeniesiemy się do ogrodu japońskiego...gdzie właśnie zakwitły wiśnie. Takie skojarzeni nasuwa mi się za każdym razem, gdy używam mleczka do ciała  Un Matin au Jardin Kwiat Wiśni

 







 

Kosmetyk ten pozytywnie mnie zaskoczył swoją kremową konsystencją, gdyż spodziewałam się rzadkiej, wodnistej nieco formuły typowej dla mleczka.  Moje mleczko ma bardziej treściwą formułę, a mimo to błyskawicznie się wchłania, nie pozostawia uczucia lepkości na skórze. Jest też naprawdę skuteczne w swym działaniu i spełnia obietnice producenta: nawilża, odżywia skórę i przywraca jej poczucie komfortu. I ten urzekający, kwiatowy zapach, słodki, lecz nie mdły i nie męczący. Utrzymuje się długo na skórze i fajnie komponuje się z wodą toaletową z tej samej linii zapachowej (jest też żel pod prysznic).

   W składzie produktu znajduje się olejek sezamowy, któremu kosmetyk zawdzięcza  właściwości nawilżające i odżywcze oraz łagodząca woda z bławatka.

   Bardzo przypadło mi do gustu to mleczko, choć byłam do niego sceptycznie nastawiona, gdyż nie wierzę we właściwości pielęgnacyjne takich perfumowanych mleczek, traktując je raczej jaj gadżety kosmetyczne. Ale Kwiat Wiśni mnie zaskoczył, łącząc cechy perfum z pielęgnacją na bardzo dobrym poziomie, z której powinny być zadowolone nawet posiadaczki suchej (jednak nie ekstremalnie przesuszonej) skóry.

    Cena regularna: 30 zł/200 ml. W sklepie internetowym Yves Rocher tę nowość można kupić w atrakcyjnej, promocyjnej cenie.

środa, 06 listopada 2013

    Nieco opóźnieni, ale tak to bywa, gdy się człowiekowi zachciało kwalifikacje podnosić i dokształcać. Skoro jednak człowiekowi zachciało się też bloga prowadzić...Rozpoczęłam cykl "ulubieńców" i sądzę, wobec braku protestów, że został on zaakceptowany. Nie mogę się więc doczekać, żeby opisać po krótce  najchętniej  używane przeze mnie produkty.

    Zacznę od takiego małego cudeńka:

    Coco Kisses Lip Treatment (Kokosowy balsam do ust) Bomb Cocmetics nabyłam zupełnie przypadkiem, z czystej ciekawości w ramach jednego z weekendowych szaleństw zakupowych. Skusiłam się na promocję: 12zł zamiast 15zł, ale wart  jest zapłacenia nawet pełnej ceny. Cudnie pachnie naturalnym kokosem, nie żadną chemią, podobnie smakuje, a przede wszystkim świetnie nawilża i regeneruje usta, nie pozostawiając na nich ani jednej suchej skórki. Ma sztywną, twarda konsystencję, ale topnieje pod wpływem dotyku. Może opakowanie nie jest najbardziej higieniczne, ale ja używam go tylko w domu, gdy mam czyste ręce. I staram się robić to jak najczęściej. Nie przypominam sobie, żebym posiadała kiedyś produkt, który tak skutecznie i w przyjemny sposób troszczył się o moje usta. Na zdjęciu tego nie widać, ale to naprawdę maleństwo - pojemność 9ml, choć wydajność imponująca.

     Kolejny produkt to też pielęgnacja. Trochę się wahałam, czy o nim napisać, bo nie jest szeroko dostępny i cena...Jeszcze mnie za snobkę jakąś uznacie. Jednak prawdziwie pokochałam phenome Milky-Almond Regenerujące masło do ciała, choć wiem, że sama nigdy nie zdecydowałabym się na zakup tego rodzaju produktu, za którego opakowanie o pojemności 200ml płacimy 147zł!

    Przypomnę Wam jednak, że ja dostałam ten kosmetyk od GIFTBOX w ramach nagrody za napisanie artykułu na konkurs. Trochę kręciłam nosem na tę nagrodę, dopóki nie weszłam na stronę phenome, nie poczytałam o marce i nie zobaczyłam cen...

    Masło ma bardzo gęstą, aksamitną konsystencję i dobrze się rozprowadza na skórze oraz wchłania. Przeznaczone jest do pielęgnacji suchej i bardzo suchej skóry, świetnie nawilża i regeneruje. Jestem nim po prostu zachwycona, gdy widzę, jak dobrze radzi sobie z najbardziej przesuszonymi partiami ciała, pozostawiając skórę miękką i elastyczną. I ten skład... Podobno w 99,1% naturalny, oparty na wodach roślinnych, naturalnych ekstraktach i olejach.  Nie jest to pospolite "pachnidełko". Nie uwiedzie Was jego zapach, choć ja osobiście lubię ten aromat, z delikatną migdałową nutą.

    Teraz czas na kosmetyki do makijażu. Zacznę od mojego odkrycia w kwestii brwi: Delia Onyks Korektor do brwi.

    Produkt nasz rodzimy, tani (zapłaciłam za niego 17zł z groszami), a spełnia swoje zadania bez zarzutu. Czytałam na temat tego korektora różne opinie: jedni go kochają i wychwalają, inni - wręcz przeciwnie. To chyba zależy od tego, jakie wiąże się z tym produktem oczekiwania. Otóż na opakowaniu napisano, iż przyciemnia, rozczesuje, nabłyszcza, a zatem podkreśla i nadaje wyrazu już istniejącym i rosnącym włoskom. I tak właśnie zadziałał u mnie, i za to go lubię. Jeśli natomiast ktoś oczekuje, że korektor uzupełni jakieś braki i nada brwiom idealnego kształtu, to niestety rozczaruje się i nie pozostawi na nim suchej nitki. Ja polecam - do stosowania zgodnie z przeznaczeniem, oczywiście.

    A teraz będę nudna, gdyż znów jako ulubieńca przywołam kosmetyk z Yves-Rocher, ale nie da rady inaczej. Swego czasu testowałam nowe cienie do powiek tej marki i - chociaż ich kolory zupełnie mi nie podpasowały - sama formuła kosmetyku bardzo mi się spodobała. Postanowiłam więc, korzystając oczywiście z atrakcyjnej promocji, zakupić swój własny cień, w wybranym przeze mnie kolorze.  I tak stałam się posiadaczką Pojedynczego cienia do powiek Intensywne Kolory w odcieniu Złocisty Beż.

    Jest to przepiękny, połyskujący cień, bez żadnych drobinek, o kremowej konsystencji. W ubiegłym miesiącu bardzo często gościł w moim makijażu codziennym - nakładałam go na środek ruchomej powieki dla rozświetlenia spojrzenia i uzyskania efektu 3D. Ale to nie wszystko. Cień ten świetnie sprawdza się w roli rozświetla za nakładanego na kości policzkowe. Pięknie odbija światło i nadaje twarzy świeży, wypoczęty wygląd. Należy jednak zachować ostrożność z jego dozowaniem, gdyż jest mocno na pigmentowany i łatwo przesadzić... Uwielbiam takie wielofunkcyjne kosmetyki.

    W październiku odkryłam na nowo jeden z moich ulubionych niegdyś zapachów: DKNY  Be Delicious.

    Męczę to "jabłuszko" już drugi rok. Najpierw nie mogłam się z nim rozstać, później mi zbrzydło i znowu do niego wróciłam. Wiem, ze niektórzy  określają ten zapach jako banalny, płaski i nieskomplikowany. Ja jednak lubię  w jesienny dzień otulić się aromatem dojrzewających, złocistych jabłek, ciepłym i świeżym zarazem.

 

Na tym lista ulubieńców się zamyka i czas na obiecanego bubla. Może wielkiej krzywdy kosmetyk ten mi nie wyrządził, ale wystarczy, że nie działał, jak powinien. Mam na myśli Płyn micelarny do mycia i demakijażu 3w1 z serii Esencja Młodości Bielenda.

    Płyn od razu wzbudził moją niechęć z powodu bardzo intensywnego, chemicznego, "naperfumowanego" zapachu. Makijażu oczywiście nie usunął, potrzebowałam po jego użyciu umyć twarz żelem. Rano obudziłam się z ciemnymi kreskami pod dolną powieką...Nie odczułam jego działania nawilżającego, matującego ani oczyszczającego. chyba nie dam rady używać go jako tonik, gdyż obficie się pieni na skórze i wcale nie odświeża, a raczej "oblepia" skórę. w tej sytuacji jego cena: ok.13zł za 200ml wcale nie jest kusząca. Ja ten produkt otrzymałam w pudełku ShinyBox. Przetestowałam i nie polecam.

    A może któraś z Was używała kosmetyków opisanych przeze mnie? Może macie inne spostrzeżenia i uwagi? Chętnie się zapoznam z Waszymi opiniami.

wtorek, 05 listopada 2013

    Jeśli śledzicie mojego bloga  od początku, to zapewne wiecie, że mam obsesję na punkcie pielęgnacji okolic oczu i nieustannie poszukuję idealnego kosmetyku, który zaspokoi wszelkie wymagania mojej skóry w tych partiach, a są one (te oczekiwania, nie partie skóry) naprawdę ogromne. Mam obecnie krem bliski tego ideału - naprawdę bardzo poprawił wygląd skóry pod moimi oczami. Nie będę się tu jednak o nim rozpisywać, wspomnę jedynie, że to krem przeznaczony dla bardzo, bardzo dojrzałych kobiet.

     Nie zdziwicie się zatem, że gdy tylko pojawiła się okazja do przetestowania kolejnego kosmetyku przeznaczonego do pielęgnacji okolic oczu, nie mogłam z niej nie skorzystać. I tym sposobem trafił do mnie kolejny kosmetyk z gamy Elixir 7.9 - Energizujący roll-on pod oczy. Jeśli chcecie zapoznać się z pozostałymi kosmetykami z tej gamy oraz uzyskać więcej informacji na ten temat, zajrzyjcie na stronę Yves-Rocher. Zachęcam również, jeśli jeszcze nie czytałyście tego wpisu, do zapoznania się z moja recenzją testowanych przeze mnie kosmetyków z tej gamy (TUTAJ).

    Już na pierwszy rzut oka wygląda intrygująco, z tymi trzema kuleczkami, przypominając nieco głowicę USG...

    Jak zatem ma działać?

- usuwa opuchliznę

- redukuje cienie

- przywraca świeżość i komfort

- rozświetla spojrzenie

- delikatnie masuje skórę wokół oczu

- minimalizuje wygląd zmęczonych oczu

 

Stosowałam ten krem prawie przez miesiąc i mogę już podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami na jego temat.

- masujące trzy kuleczki - to naprawdę świetny pomysł! Jest już sporo kosmetyków typu roll-on z jedną kulką, ale masaż trzema małymi, chłodnymi kuleczkami  przynosi duże odprężenie i daje nieporównywalny komfort naszym zmęczonym oczom. Poprawia mikrocyrkulację, przez co faktycznie zmniejsza opuchliznę, a także wspomaga  przenikanie i działanie substancji aktywnych. Czytałam, że są takie specjalne masażery do okolic oczu, a my dostajemy takie urządzenie razem z kremem, bez dodatkowych kosztów. Należy oczywiście pamiętać o technice nakładania kremu w okolicach oczu. Nie masujemy się po gałce ocznej ani tuż przy linii rzęs! Wystarczy nakładać krem na obrzeżach oczodołu, a u góry - tuż pod łukiem brwiowym. Skóra pod oczami jest tak skonstruowana, ze "zasysa" składniki kosmetyku. Tak więc ogromny plus za kuleczki i potwierdzam, że masaż nimi daje uczucie świeżości, komfortu i wypoczynku dla oczu, nawet jeśli nie zmrużyłyśmy ich przez całą noc.

 

- żelowa konsystencja - lekka, szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej powłoczki.  Z powyższych względów, według mnie, jest to typowy krem na dzień, choć producent zaleca stosowanie go również wieczorem, jako całościowej pielęgnacji okolic oczu. Być może dla mniej wymagającej skóry pod oczami taka pielęgnacja spełniłaby swoje zadanie. Jest to przecież kosmetyk z gamyproduktów opartych na  wyciągach z roślin o działaniu przeciwstarzeniowym, ale moja skóra pod oczami wykazuje oznaki starzenia bardziej zaawansowane niż wskazywałaby jej metryka. Krótko mówiąc - dodatkowo potrzebuję bardziej "treściwego", o cięższej konsystencji kremu, który bardzo dobrze nawilży i odżywi okolice moich oczu. W przypadku tego kremu nie zauważyłam szczególnych właściwości nawilżających, ale też należy przyznać, że takie jego działanie nie było deklarowane.  Dlatego, moim zdaniem, pielęgnację z zastosowaniem Energizującego roll-onu należałoby uzupełnić jakimś produktem nawilżającym. Może wielu z Was wystarczyłaby od czasu do czasu jakaś maseczka pod oczy?

 

- efekt rozświetlenia i  zmniejszenia cieni pod oczami - zauważyłam! Jest to widoczne od razu po nałożeniu kremu. Okolice pod oczami wyraźnie się rozjaśniają, rozświetlają. Z opisu produktu wynika, ze efekt ten jest wynikiem  wykończenia z drobinkami, ale bez obaw. W kremie nie ma żadnego brokatu i pod oczami nie powstaje efekt dyskotekowy. Jest to raczej połyskująca, jednolita, satynowa poświata - efekt odpowiedniego odbicia promieni świetlnych. Nie jest to sztuczne ani przerysowane. Ja nakładam na ten krem lekki korektor, który bardzo dobrze się rozprowadza i utrzymuje. Korektora używam w minimalnej ilości, a moje spojrzenie jest rzeczywiście świeże i wypoczęte. Tak więc kolejna obietnica co do działania kremu została spełniona.

 

- bezwonność - ogromna zaleta w przypadku kosmetyków stosowanych w tak wrażliwych partiach twarzy

 

- wydajność - wystarczy niewielka kropelka, aby rozprowadzić dokładnie kosmetyk wokół oczu. Opakowanie bardzo ułatwia dozowanie, a wychwalane prze mnie kuleczki - efektywna aplikację. Nic się nie marnuje, jak to czasem bywa w przypadku kremu pod oczy, gdy wyciskamy zbyt dużą ilość produktu.

 

- i w końcu skład kosmetyku, który  jest zawsze atutem marki Yves-Rocher. Tym razem substancje aktywne to wyciągi z 7 roślin, których działąnie przeciwstarzeniowe zostało poparte 9 patentami. Więcej na ten temat przeczytacie na stronie Yves-Rocher

    Podsumowując: bardzo fajny produkt i cieszę się, że mogłam go wypróbować. Na pewno pomaga mi doraźnie przywracając rankiem świeżość mojemu spojrzeniu. W ciągu dnia okolice moich oczu wyglądają naprawdę ładnie i jestem zadowolona z działania tego kosmetyku, gdyż sprawdził się i wywiązał z obietnic, jakie złożył producent. Myślę, że dla wielu z Was to może być świetny wybór, jeśli na razie potrzebujecie tylko lekkiego kremu, który zadba o Wasze spojrzenie, ale też zabezpieczy Was na przyszłość, opóźniając oznaki starzenia i łagodząc pierwsze jego oznaki.

    Cena regularna produktu: 105zł/15ml

    Energizujący roll-on pod oczy  można kupić w internetowym sklepie Yves-Rocher.

 



środa, 30 października 2013

    Tytuł brzmi może magicznie i czarodziejsko, ale ja w swojej recenzji odwoływać będę się wyłącznie do faktów popartych badaniami naukowymi oraz doświadczeniami przeprowadzonymi na mojej własnej skórze.

    Miałam przyjemność przetestowania kosmetyków z gamy Elixir 7.9 marki Yves - Rocher, które miały swoją premierę tej jesieni, ale stały się już kosmetycznym wydarzeniem roku 2013. Cóż oznacza ta nieco tajemnicza, a przez to intrygująca nazwa?  Chodzi tu po prostu o 7 aktywnie działających wyciągów z roślin i 9 patentów przeciw starzeniu się skóry zawartych w kosmetykach należących do tej gamy. Ja wybrałam do testowania, stosownie do potrzeb mojej skóry Energizujące serum młodości, Energizukący krem młodości ma dzień do cery normalnej i mieszanej oraz Roll-on pod oczy.

    Dzisiaj chciałabym podzielić się swoją opinią na temat serum i kremu. Będzie to łączna recenzja, gdyż obydwa produkty stosowałam jednocześnie, pozwalając im w pełni się wykazać swoimi dobroczynnymi właściwościami. Obydwa kosmetyki stosuję od trzech tygodni i sporo już o nich mogę napisać.

     Zacznę od serum, które nakładałam na twarz rano i wieczorem pod krem, choć można zastosować je samodzielnie jako miesięczną kurację.

Przeznaczone jest dla kobiet, których skóra wykazuje pierwsze oznaki starzenia i nadaje się dla każdego rodzaju cery.  Serum spodobało mi się już wizualnie. zamknięte jest w eleganckiej, szklanej buteleczce z ciemnozielonego szkła i zaopatrzone jest w pipetę. Pompka pewnie też by się sprawdziła, może nawet byłaby wygodniejsza. Nie wiem, czy uda mi się przy pomocy tego aplikatora wydobyć zawartość buteleczki do samego denka...

 Kosmetyk ładnie, świeżo pachnie. Jest to zapach nienachalny, delikatny, kojarzy mi się z roślinnością z wilgotną, kwitnącą łąką. Konsystencja serum jest ultra lekka, beztłuszczowa. Wchłania się błyskawicznie i nie pozostawia żadnej wyczuwalnej warstwy na skórze.

    Obiecywanej efekty skoncentrowanego  działania  odmładzającego:

- przywraca skórze miękkość i komfort

- dodaje energii i blasku

- zmniejsza pierwsze zmarszczki

- wspomaga i intensyfikuje działanie kremu

 

   Skład serum, podobnie jak kremu, to przede wszystkim 7 aktywnych wyciągów roślinnych:

- mangiferyna z aphloi

- inozytol z zielonego ryżu

- oligozydy z jabłka

- wyciąg z ziaren tara

- wielocukry z aloesu

- betaina z buraka

- wyciąg z ziaren rokitnika

 

Kosmetyk nie zawiera oczywiście silikonów ani parabenów.

 

    Zanim przejdę do opisu moich przemyśleń na temat produktu - kilka słów o kremie, gdyż podsumuję ich działanie w duecie.

 



      Energizujący krem młodości na dzień dla cery normalnej i mieszanej ma również lekką konsystencję, choć jest ona oczywiście bardziej gęsta niż serum. Wchłania się bez problemu i nie pozostawia tłustej warstwy ani nie powoduje błyszczenia się twarzy. Wraz z serum stanowią dobrą bazę pod podkład, należy jednak pamiętać, aby nie przesadzić z ilością serum ani kremu, gdyż podkład po prostu może się zrolować. Producent zapewnia, że wystarczy użyć jedna kroplę serum na całą twarz, dla mnie jednak optymalna ilość to 3 krople, co wystarcza na buzię i szyję.

    Krem pachnie troszkę bardziej intensywnie niż serum, ale jest to ta sama, świeża, roślinna nuta zapachowa. Jego aplikacja to naprawdę przyjemność.

    Efekty działania:

- przywraca skórze miękkość i komfort

- dodaje energii i blasku

- zmniejsza pierwsze zmarszczki i bruzdy

- ujednolica powierzchnie skóry

- walczy z wiotczeniem skóry

- przywraca jędrność skóry.

 

    Skład - tak samo dobry jak w przypadku serum. Szczegółowe informacje o działaniu poszczególnych składników aktywnych znajdziecie na stronie Yves-Rocher, gdzie będziecie mogli zapoznać się również z pozostałymi propozycjami z gamy Elixir 7.9.

    Wracając do moich testowanych produktów - czas na podsumowanie. Muszę to napisać, że ... znowu się nie zawiodłam na kosmetykach Yves - Rocher. A przyznam się, że oczekiwania miałam spore, kiedy tylko wzięłam do ręki te luksusowo wyglądające produkty. Na szczęście nie był to przerost formy nad treścią.

    Jako kobieta w wieku 30+, której cera nie wygląda już wiosennie świeżo (przynajmniej nie zawsze) trafiłam na kosmetyki, które są odpowiedzią na większość potrzeb mojej skóry. Bardzo szybko po zastosowaniu obydwu kosmetyków zauważyłam poprawę struktury mojej skóry, zmniejszenie widoczności drobnych zmarszczek (takich zarysowań na skórze), a przede wszystkim spłycenie brzydkiej bruzdy pomiędzy nosem a ustami, z którą rzadko który krem sobie radził. Poprawił się też kontur mojej twarzy, czyli jakby podbródek mniej obwisał? Ogólnie ta skóra jakoś bardziej sprężysta i napięta się zrobiła, a przy tym przyjemna w dotyku. I  wiem już, o co chodzi z tym blaskiem i promiennością - to takie wewnętrzne światło, które inni dostrzegają i zastanawiają się nad przyczynami naszego ładniejszego, nieco innego wyglądu.

    Oprócz pozytywów nie mniej ważny jest brak skutków niepożądanych. Kosmetyki nie podrażniły mojej skóry, nie spowodowały żadnego uczucia dyskomfortu, nie zapchały porów, nie spowodowały powstania niedoskonałości. Wręcz przeciwnie, moja skóra czuje się zrelaksowana i odprężona.

    Z zatem nie pozostaje mi nic innego, jak polecić te kosmetyki, razem lub osobno, wszystkim młodym jeszcze, ale już w "pewnym wieku" kobietom, które stawiają na profilaktykę i zapobieganie , a raczej opóźnianie procesu starzenia skóry. U takich właśnie kobiet produkty te powinny przynieść najlepsze efekty, zgodne z obietnica producenta. W przypadkach bardziej zaawansowanych rekomendacji dać nie mogę.

   Cena regularna serum 129zł/30ml   -  produkt bardzo wydajny!

    Cena regularna kremu 129zł/40ml

 

Szukajcie promocji w sklepie internetowym Yves-Rocher.

    

    

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Tagi
KobietaMag.pl - Klub Urody